Surfer branży FMCG

opublikowano: 27-09-2018, 22:00

W biznesie jak na morzu — sukces zależy od właściwego przyjęcia choćby najmniej korzystnych uwarunkowań — twierdzi Adam Stańczak, założyciel i szef ASM Group, która chce rządzić na europejskim rynku wsparcia sprzedaży.

Lata 1997-98. Do Polski zaczęły wchodzić hipermarkety. Wielkomiejskich Kowalskich podniecała możliwość robienia zakupów na amerykańską modłę — wrzucania spożywki i chemii gospodarczej do przepastnych koszy na kółkach i podjeżdżania nimi do jednej z kilkudziesięciu kas. Tymczasem Adam Stańczak i jego kumple z liceum, podwórka, zawodów sportowych zastanawiali się, jak można na tym zarobić. Zagraniczne sieci, odpowiedzialne za ekspansję tzw. sklepów wielkopowierzchniowych, miały wówczas po 25-30 lat. Co najmniej. Zdążyły zjeść zęby na swoim biznesie, więc było od kogo się uczyć.

W biznesie jak na morzu — sukces zależy od właściwego przyjęcia choćby najmniej korzystnych uwarunkowań — twierdzi Adam Stańczak, założyciel i szef ASM Group, która chce rządzić na europejskim rynku wsparcia sprzedaży.
Wyświetl galerię [1/3]

W biznesie jak na morzu — sukces zależy od właściwego przyjęcia choćby najmniej korzystnych uwarunkowań — twierdzi Adam Stańczak, założyciel i szef ASM Group, która chce rządzić na europejskim rynku wsparcia sprzedaży. FOT. ROBERT HAJDUK - SHUTTERSAIL.COM, MAREK WIŚNIEWSKI

— Rozmowy o tym, że fajnie byłoby stworzyć coś swojego, prowadziliśmy już w klasie maturalnej. Rozpalały naszą wyobraźnię bardziej niż przygotowania do egzaminów i wybór kierunku studiów — zapewnia Adam Stańczak, założyciel i szef ASM Group.

Natychmiast dodaje, że w jego snach o potędze nigdy nie pojawiały się obrazy z Giełdy Papierów Wartościowych (GPW), akwizycje europejskich spółek i wielomilionowe kontrakty. A tym bardziej zakup ogromnego jachtu. Jedyne obsesyjne pragnienie, które go ogarnęło, dotyczyło robienia w życiu rzeczy sensownych, ważnych i dających satysfakcję.

— Zwykło się mówić, że coś jest za piękne, aby było prawdziwe. Ale w naszym przypadku rzeczywistość przerosła oczekiwania. Jak na początkujących maniaków wolnego rynku przystało, Szymon, Marcin i ja mieliśmy ogromne pokłady energii, determinacji i optymizmu. Przede wszystkim zaś nie wiedzieliśmy, że czegoś nie da się zrobić — dlatego to robiliśmy. Z sukcesem — uśmiecha się prezes Stańczak.

ASM Group specjalizuje się we wsparciu sprzedaży. Pomaga producentom i dystrybutorom z branż FMCG, RTV, AGD i budowlanej odnosić sukcesy na rynku detalicznym. Dzięki akwizycjom firma ma biura w 10 miejscach we Włoszech, Niemczech, Szwajcarii i Austrii. Aż 80 proc. przychodów osiąga poza Polską. Ostatnia, wielomilionowa transakcja przejęcia Vertikom Group wywindowała ASM Group o poziom wyżej.

— Prowadzimy działalność w trzech kanałach. Pierwszym jest tradycyjny handel, czyli sklepy osiedlowe. Drugim — nowoczesne placówki wielkopowierzchniowe. Wreszcie trzecim — e-commerce — informuje Adam Stańczak, którego firma wyrosła na polskiego lidera tego sektora w Europie.

Jej pracownicy, przedstawiciele handlowi i merchandiserzy, regularnie docierają do tysięcy punktów na Starym Kontynencie. Dbają o to, by dobra ich klientów były należycie wyeksponowane w sklepach i jak najlepiej się sprzedawały. Jeśli w salonie Media-Markt spytamy konsultanta o funkcje najnowszego telewizora, prawdopodobnie jest to specjalista ASM.

Bieg przez płotki

Wszystko mogło się potoczyć zupełnie inaczej. Jego LO to słynna warszawska Szkoła Mistrzostwa Sportowego. Nie trafił do niej z przypadku. Jako dzieciak marzył o karierze olimpijczyka. Wydawało się, że swój plan realizuje konsekwentnie, krok po kroku. Zawsze wymagający dla samego siebie. Ćwiczył czy mróz, czy deszcz, czy choroba. Na treningach wyrabiał 200 proc. normy, a rezultaty nie kazały na siebie długo czekać. W wieku 17 lat na mistrzostwach Polski zdobył brązowy medal w sztafecie w biegu na 4x400 metrów. Realia lat 90. sprawiły jednak, że ostatecznie postawił na inną przyszłość — studiował marketing i zarządzanie w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

— Kiedy patrzymy na zarobki i kontrakty reklamowe obecnych gwiazd: Roberta Lewandowskiego, Kamila Stocha i Agnieszki Radwańskiej, mogą umknąć naszej uwadze realia sprzed dwóch, trzech dekad. Wtedy nie było tak łatwo o pieniądze, sponsorów jak dzisiaj. Angażowanie się w sport wyczynowy postrzegaliśmy jako inwestycje wysokiego ryzyka — podkreśla biznesmen.

Ale nie żałuje potu wylanego na bieżni, w sali gimnastycznej. Tamte lata wyrzeczeń, triumfów i rozczarowań wciąż procentują — zapewnia. Sport nazywa szkołą wytrwałości, cierpliwości. Szczególnie lekkoatletyka daje zaprawę, hart ducha.

Życie podrzuca najlepsze case’y

Żartuje, że formalne wykształcenie nie przeszkadza mu w byciu przedsiębiorcą. Najważniejszych umiejętności — zaznacza — nie zdobył w sali wykładowej i podczas wkuwania do kolokwiów, tylko w codziennej pracy.

— Mamy setki klientów i tysiące projektów, zleceń i umów. Każde przedsięwzięcie daje szarym komórkom większy wycisk niż najlepszy program MBA — wskazuje Adam Stańczak.

Po biografie sławnych milionerów i poradniki rozwoju osobistego nie sięga. Prawdziwym rezerwuarem biznesowych mądrości są dla niego projekty, które realizuje.

— Zamiast cytować różnych Bransonów, Jobsów i Gates’ów, lepiej się inspirować mniej spektakularnymi historiami sukcesu, ale z własnego podwórka. Chodzi o urealnienie ambicji. Jeżeli nasze autorytety, wzorce osobowe są niedostępne, łatwiej usprawiedliwić swój brak zaangażowania, osiągnięć — uważa Adam Stańczak.

Żywi głęboki podziw dla doświadczeń i najlepszych praktyk francuskich, amerykańskich i brytyjskich tuzów branży FMCG. Ale nigdy nie przyszło mu do głowy, by wdrażać ich koncepcje jeden do jednego. Jego zdaniem, kreatywność polegała na adoptowaniu zagranicznych modeli biznesowych i metod działania do polskiej rzeczywistości.

— Nasza wiedza o zachodnich potentatach ograniczała się do tego, co podawano w oficjalnych źródłach. Podpatrywaliśmy profesjonalistów, ale uczyliśmy się też metodą prób i błędów. Parę ładnych lat zajęło nam zdobycie na tyle solidnych kompetencji operacyjnych, by wypłynąć na szersze wody — tłumaczy menedżer.

Razem z grupą przyjaciół początkowo prowadził kilka spółek związanych z retailem. Z czasem dojrzała w nim myśl, by skonsolidować te działalności i nadać im bardziej formalne ramy, m.in. przez wejście na New Connect i GWP.

— 80-90 proc. firm nie dożywa pierwszej czy drugiej rocznicy działalności. Skoro nam się to udało, zdecydowaliśmy się na zrobienie kolejnego kroku — zintegrowaliśmy nasze biznesy i pod szyldem ASM Group przenieśliśmy je na wyższy poziom, jeśli chodzi o procedury i standardy. Zaświtał nam też pomysł wejścia na giełdę — najpierw małą, potem dużą, który niezwłocznie wprowadziliśmy w czyn — wspomina Adam Stańczak.

Czy wtłoczenie się w korporacyjny gorset nie było zdradą młodzieńczych marzeń o biznesowej niezależności? Przedsiębiorca stanowczo zaprzecza — budowę coraz lepiej zorganizowanych i nadzorowanych struktur traktuje w kategoriach przygody. Jej częścią są wyrzeczenia, rezygnacja z tego, co kocha. Przykład: jeszcze na studiach stworzył od podstaw sieć kawiarni Daily Cafe — z lokalami w Łodzi, Gdyni, Warszawie i innych dużych miastach. Mimo że doskonale się rozwijała i przynosiła zyski, sprzedał ją w 2010 r.

— Taki był plan od początku. Miałem zbudować sieć na tyle dużą i rentowną, żeby była łakomym kąskiem dla inwestorów. I tak się stało — wykłada menedżer.

Nie przepada za ludźmi myślącymi jednotorowo i tymi, którzy próbują przekonać innych, że świat jest czarno-biały, zaś odpowiedź na każde pytanie można znaleźć w opasłych podręcznikach lub w Google’u. Żyjemy w sytuacjach, to one tworzą tkankę naszego życia — argumentuje menedżer. Właśnie od sytuacji zależy, jaki obrać kierunek w konkretnym momencie.

Niedawno stuknęła mu czterdziestka. W biznesie spędził połowę życia i deklaruje, że jeszcze nie zdążył się nim zmęczyć. Ani dostatecznie nacieszyć.

— Nie jestem typem pracoholika — zaznacza Adam Stańczak.

Swoim ludziom wkłada do głowy, że efektywność nie zależy od godzin spędzonych w biurze: Kto się z niczym nie wyrabia, źle zarządza sobą. Jeśli chcesz nabrać dystansu, zobaczyć szersze tło, musisz mieć czas dla siebie, jakieś bliskie osoby, pasje. Chyba nikogo nie dziwi, że odskocznią prezesa ASM jest sport. Biega, pływa, wspina się po górach. Jeździ na rowerze, na nartach. Czasem ktoś mu proponuje udział w maratonie, zawodach triathlonowych.

— Rywalizacja to także ważny element w biznesie. Chociaż konkurencja już dawno nie widzi naszych pleców — mówi Adam Stańczak.

Jego najnowszą miłością jest sailing. Kupił łódź Feniks 60, która cumuje zwykle w Barcelonie. Ale czasem zdobywa morza i oceany — oczywiście razem z prezesem Stańczakiem, który uwielbia takie wyzwania, jak prestiżowe regaty Rolex Sydney Hobart Yacht Race. Kaprys znudzonego milionera w średnim wieku? Absolutnie nie. Jednostka służy integracji międzynarodowego zespołu ASM i jest czasem wynajmowana innym firmom, więc przynajmniej częściowo zarabia na siebie.

— Co jednak ważniejsze, budujemy platformę, która łączy światy biznesu, mediów i żeglarstwa. Jej częścią będzie profesjonalny klub żeglarski Sailing Poland, który otworzymy już w październiku w Warszawie. Wiele sailingowych inicjatyw adresujemy do kobiet i młodzieży. Pierwsza grupa jest niedoreprezentowana w tym sporcie. Co do nastolatków — zawczasu trzeba myśleć o bazie przyszłych partnerów biznesowych — wyjaśnia prezes Stańczak.

Uwielbia wszelkie porównania życia do morza, żeglugi, rejsów. Na przykład: w biznesie konieczne są szybkie decyzje, natychmiastowe reakcje i korekty kursu, co wymaga dużej elastyczności, refleksu i odwagi. Surfowania na falach ciągłych zmian. Tego można się nauczyć pod żaglami.

— Byle nie mylić elastyczności z brakiem moralnej busoli. Nie tak całkiem dawno standardem było chowanie na zapleczach sklepów towaru firm, które nie zainwestowały w merchandising. Na szczęście polski rynek FMCG ostatnio się cywilizuje i coraz rzadziej słychać o takich tanich zagraniach i wolnoamerykance — nie ukrywa zadowolenia Adam Stańczak.

Fortuna kołem się toczy — brzmi ludowa mądrość. Tak też przez stulecia przedstawiano w sztuce fortunę. Malowano króla, który siedzi raz na kole, raz pod nim. W XV w. fortunę zaczęto jednak wyobrażać sobie jako żeglarza, który wie, jak ustawić żagiel względem wiatru, by osiągnąć odpowiednią prędkość, zwrotność i nie zatopić jednostki. Żeglarska metafora doskonale oddaje sposób myślenia prezesa Stańczaka.

— Wiele zależy od szczęścia, zrządzeń losu, przypadku. Ale sukces jest ostatecznie wynikiem właściwego przyjęcia uwarunkowań, choćby trudnych, a nawet niekorzystnych — wykłada swoją filozofię założyciel ASM.

W przypadku ASM Group sukcesem jest 570 mln zł przychodu — taka kwota jak na firmę usługową to nie lada osiągnięcie. Adam Stańczak nie zwalnia jednak tempa. Zdradza, że nie lubi w życiu flauty, ciągle wymyśla sobie nowe zajęcia. Przed nim kolejne akwizycje w tzw. starej Unii. Chce wprowadzać polskie produkty i marki do zagranicznych sieci. Pozycja lidera wsparcia sprzedaży w Europie zobowiązuje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Surfer branży FMCG