Surowsze oblicze fiskusa Podatek za kulki

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2010-09-15 00:00

Urzędy skarbowe skończyły z przymykaniem oka — twierdzą prawnicy. Nic się nie zmienia — odpowiada fiskus.

Resort finansów wydaje coraz bardziej restrykcyjne interpretacje podatkowe

Urzędy skarbowe skończyły z przymykaniem oka — twierdzą prawnicy. Nic się nie zmienia — odpowiada fiskus.

Ministerstwo Finansów (MF) staje się coraz bardziej restrykcyjne w sporach z podatnikiem — ostrzegają doradcy podatkowi. Kryzys w finansach publicznych skłania fiskusa do uszczelniania systemu podatkowego, a więc także walki o należne podatki.

— Od kilku miesięcy można wyraźnie odczuć nową linię Ministra Finansów. Nie zmieniają się przepisy, resort zweryfikował tylko swoje interpretacje — przekonuje Adam Mariuk, dyrektor w dziale doradztwa podatkowego Deloitte.

— Czas liberalizmu, permisywizmu fiskalnego skończył się z początkiem roku. Władza publiczna znowu aktywnie nadzoruje podatnika — potwierdza Witold Modzelewski, prawnik, były wiceminister finansów.

Podatek za kulki

Czym objawia się większa determinacja resortu finansów? Według ekspertów Deloitte, widać ją chociażby w sprawach sądowych.

— Jakiś czas temu spory między podatnikami a organami skarbowymi kończyły się na wyrokach wojewódzkich sądów administracyjnych. Obecnie po takim wyroku radzimy klientom nie otwierać szampana, bo jest duże jest prawdopodobieństwo, że sprawa trafi jeszcze do Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA) — mówi Adam Mariuk.

Eksperci twierdzą również, że zaostrzyły się interpretacje fiskusa dotyczące spornych kwestii. Ostatnio odżyła sprawa pracowniczych pakietów zdrowotnych.

— Część firm wychodziło z założenia, że wydatki na poprawę stanu zdrowia pracowników to koszt prowadzenia firmy — dodaje Jeremi Mordasiewicz z PKPP Lewiatan.

Przed wakacjami NSA zgodził się z interpretacją MF, że firmy powinny traktować abonamenty medyczne jako formę wynagradzania pracowników. Muszą płacić zatem podatek wraz ze wszystkimi składkami, z korektą za pięć lat wstecz.

Zgodnie nową, restrykcyjną — jak nazywają ją eksperci podatkowi — linią resortu finansów, w podobny sposób co pakiety zdrowotne należy traktować też inne pozapłacowe formy wynagradzania pracowników, m.in. imprezy integracyjne, samochody służbowe czy pakiety rekreacyjne. Jeśli zatem pracownik nie pojedzie z firmą na wyjazd nad jezioro, i tak musi zapłacić podatek oraz składki od kosztów wyjazdu.

— Mimo że nie wystrzelił nawet jednej kulki paintballowej ani nie tknął podawanego na imprezie trunku — zaznacza Adam Mariuk.

Choć zgodnie z polskim prawem świadczenia rzeczowe (w odróżnieniu od płacowych) przechodzą w ręce pracownika z momencie ich fizycznego przekazania, a nie jedynie przyznania. Ponadto w sporach z urzędami skarbowymi nie broni się już także traktowanie przez firmy kosztów imprezy integracyjnej jako wydatku z funduszu socjalnego.

— Zgodnie z przepisami, podział pieniędzy z funduszu jest uzależniony od sytuacji materialnej i życiowej pracowników. Impreza jest natomiast dla wszystkich — tłumaczy ekspert Deloitte.

Takich dyskusyjnych kwestii jest więcej. Np. czy samochód służbowy rozliczać według kosztu leasingu czy wynajmu? Do niedawna fiskus przymykał oko na liberalne interpretacje. Dziś jest bardziej konserwatywny.

— Trzeba przyznać, że uszczelnia to system podatkowy, porządkuje go. A dla rządu na pewno jest to łakomy kąsek — zaznacza Adam Mariuk.

Koniec luzu

Zaostrzenie postawy fiskusa obserwują też środowiska biznesowe.

— Takie dokręcanie śruby następuje zawsze w okresie pogorszenia sytuacji budżetowej. Problemem jest nie tyle sama restrykcyjność przepisów, ile ich nietrwałość i nieprzewidywalność. Gdyby od lat istniała jedna twarda, ale klarowna linia interpretacyjna, nie byłoby problemu —mówi Jeremi Mordasiewicz.

— Jestem za uszczelnieniem systemu podatkowego, ale podatek nie może być narzędziem represji rządu wobec podatnika — dodaje Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawcy RP.

Witold Modzelewski widzi jednak w działaniach rządu pozytywne zjawisko.

— Lata 2007-09 były okresem, kiedy aktywność państwa — np. pod względem liczby kontroli — spadła dramatycznie. To właśnie to rozprężenie, a nie kryzys gospodarczy, obniżyło dochody państwa. Władza otrząsnęła się — twierdzi Witold Modzelewski.

Resort finansów przekonuje, że nie jest surowszy.

— W kwestiach orzecznictwa nic się nie zmienia, nasze stanowiska są stałe. Takie są czasy, że wszelkie działania ministra finansów są interpretowane jako "ratowanie budżetu" — tłumaczy Magdalena Kobos, rzeczniczka MF.