Rodzic, który sprawdza w internecie, co dziecko zjadło w szkole? To nie wizja, ale rzeczywistość CPS Catering, małej spółki cateringowej, w którą właśnie zainwestował dom inwestycyjny Vertigo Investments (VI).

Jak woda i prąd
CPS Catering ma 6 mln zł przychodów i dwie nogi spożywczego biznesu — butikowe stołówki pracownicze i obsługę cateringową prywatnych szkół. — Wyjątkowość firmy wynika z tego, że dostarcza usługi w mocno jeszcze zaniedbanym segmencie. Działa w nim wielu przypadkowych graczy, zachęconych niską barierą wejścia. Z jednej strony wprawdzie mamy międzynarodowych gigantów, takich jak Eurest czy Sodexo, ale z drugiej wiele mikrofirm, które prowadzą po jednym lokalu i nie zapewniają powtarzalnej jakości posiłków i procesów obsługi — mówi Waldemar Mierzejewski, jeden z partnerów VI. Tłumaczy, że to branża usługowa podobna do dostawców wody czy prądu.
— Nie ma tu ogromnego boomu, ale konsumpcji można być pewnym zawsze. Pozwala to na przewidywanie stabilnego przepływu gotówki każdego dnia i nie ma przeterminowanych należności. Dlatego też tego typu firmy cenione są przez banki i globalnych inwestorów jako niezależne od koniunktury. W kryzysie gospodarczym tym bardziej nawet zyskują, bo pracownicy rezygnują z wyjść do restauracji i jedzą w zakładowej kantynie — opowiada Waldemar Mierzejewski.
Skandynawska troska
Zdaniem inwestora, zmienia się postrzeganie obiadów dostępnych w miejscu pracy.
— Administratorzy biurowców coraz rzadziej wybierają firmy cateringowe, które zaoferują najtańszy zestaw obiadowy albo zapłacą najwyższy czynsz, lecz zaczynają zwracać uwagę na jakość posiłków. Posiłki mają ogromny wpływ na to, jak się czujemy, a więc również na naszą pracę — przekonuje partner w VI. CPS Catering prowadzi sześć stołówek pracowniczych w warszawskich biurowcach. Karmi m.in. pracowników Volvo, Scanii i Strabagu.
— Szczególnie skandynawskie firmy, działające w Polsce, zwracają uwagę na to, co jedzą ich pracownicy. Naszą przewagą jest nierutynowe menu i jedzenie w większości przygotowywane na miejscu, bez konserwantów. Dzięki obsługiwaniu kilku placówek jesteśmy też w stanie zmieniać pomiędzy nimi kucharzy. Jak wiadomo, każdy gotuje nieco inaczej, a dzięki temu klienci mogą liczyć na dodatkowe urozmaicenie menu — twierdzi Waldemar Mierzejewski.
Na jeszcze większe urozmaicenie mogą liczyć uczniowie Amerykańskiej Szkoły w Warszawie, jednej z czterech, w której działa CPS Catering.
— Żywimy tam uczniów 30 narodowości i mamy w ofercie większość kuchni świata — pierogi, sushi, humus i wiele innych. Rodzice też coraz bardziej zaczynają interesować się tym, co jedzą ich dzieci. Na ich fizyczny rozwój nie wpływa tylko odpowiednio wyposażona sala gimnastyczna, ale też jedzenie, jakie wybiorą. Wdrożyliśmy system płatności bezgotówkowych wcześniej naładowaną kartą, a rodzice są w stanie sprawdzić online, co dziecko danego dnia kupiło i ile za to zapłaciło — opowiada partner VI.
Najszybszy wzrost
Rynek cateringu wart jest 4,5 mld zł, jak podaje PMR. W przyszłym roku urosnąć ma o około 5 proc.
— Otwierają się nowe biurowce, a z własnego organizowania żywności rezygnują szpitale itd. W efekcie więc pojawiają się kolejne miejsca dla firm cateringowych. Z całej gastronomii, a więc gastronomii hotelowej, restauracji i cateringu, ten ostatni rośnie najszybciej. Nie spodziewam się jednak większej konsolidacji. Najwięksi gracze na pewno będą chcieli dalej rosnąć, bo czołowe firmy mają tu obroty rzędu stu kilkudziesięciu milionów złotych, a więc niewiele w porównaniu z liderem rynku, czyli McDonald’sem. Jednocześnie jednak cały czas rację bytu mają mali gracze. Koszty dostarczenia kanapki do biurowca podobny jest u dużej i małej firmy, ale ta mała może szybciej reagować na różne lokalne mody i tym zdobywać rynek — komentuje Jarosław Frontczak, analityk firmy PMR.
Tłumaczy, że na samym rynku cateringu można wyróżnić trzy duże segmenty: jeden to catering dostarczany przez hotele i restauracje do domów weselnych itp., drugi to gracze skoncentrowani na stołówkach, jak Sodexo czy Eurest, i trzeci to najmniejsze przedsiębiorstwa typu „pan kanapka”. Jest też bardzo specyficzna część branży cateringowej — jeżdżąca po całym świecie, jak catering LOT-u czy Warsu. W sumie, jak podaje PMR, w tej branży działa 10 tys. firm i liczba ta powoli rośnie.