Sutanna zużywa się w ciągu trzech lat

Ryszard Gromadzki
opublikowano: 2004-07-29 00:00

Alba sprzedaje szaty liturgiczne nie tylko w Polsce, ale i Francji, Niemczech czy Kanadzie.

Duży, stabilny rynek, stały zbyt — to magnes, który przyciąga firmy do biznesu sakralnego.

Poznańska Alba od 25 lat specjalizuje się w produkcji szat liturgicznych.

— Zaczynaliśmy od produkcji odzieży chrzcielnej i komunijnej. Po kilku latach rozszerzyliśmy ofertę o sutanny, ornaty, alby, komże, habity — mówi Tomasz Woźny, który prowadzi firmę wraz z ojcem Jerzym.

Wybór branży okazał się trafny, dziś Alba jest wiodącym producentem odzieży liturgicznej w Polsce, spore partie sutann i ornatów firma wysyła do Francji, Niemiec, a nawet Kanady.

— Podpisaliśmy ostatnio kilka znaczących umów na dostawy do tych krajów. Doszło do tego, że aby sprostać zamówieniom kontrahentów musieliśmy ściągnąć ludzi z urlopów — Alba zatrudnia 20 osób — opowiada Tomasz Woźny.

Dominującą część sprzedaży firma z Poznania realizuje jednak na rynku polskim. Według Tomasza Woźnego, w ostatnich latach obroty zwyżkują o kilka procent rocznie.

— Nasz rynek jest w dużym stopniu uniezależniony od wahań gospodarczej koniunktury — przyznaje przedsiębiorca.

Ubrać księdza

Statystyczny polski ksiądz używa 2-3 sutann. Zakup jednej to wydatek rzędu 400 złotych. Trwałość tego podstawowego „roboczego stroju” polskiego księdza wynosi około trzech lat. Dłużej można nosić ornaty, czyli uroczyste szaty liturgiczne.

— Ze względu na wprowadzenie nowych technologii haftu, ornaty charakteryzujące się bogatą ornamentyką są tańsze od sutann — wyjaśnia Tomasz Woźny.

Ceny ornatów wahają się od 170 do 300 złotych. Zakupy szat liturgicznych nie należą do priorytetów w większości polskich parafii, niemniej w wielu stanowią stałą pozycję kosztową. Częstotliwość zakupów jest pochodną dochodów z tacy, a te, jak wiadomo, są różne w poszczególnych parafiach.

Czasy się zmieniły

Na rynku szat liturgicznych działa wiele firm, głównie rodzinnych.

— Liczą się trzy, najwyżej cztery. Poza tym nasz rynek jest coraz mocniej penetrowany przez zagranicznych producentów, którzy doskonale zdają sobie sprawę z jego potencjału — twierdzi Tomasz Woźny.

Jeszcze kilka lat temu firma pozyskiwała nowych klientów przede wszystkim poprzez pocztę pantoflową.

— Czasy się zmieniają. Coraz częściej korzystamy z reklamy, prezentujemy ofertę na targach, np. Sacro-Expo w Kielcach czy Kościoły w Gdańsku — mówi przedsiębiorca.