SwePol Link: kabel wkrótce znów ruszy

Agnieszka Berger
opublikowano: 2002-11-29 00:00

Naprawa energetycznego kabla Polska-Szwecja, należącego do firmy SwePol Link, potrwa co najmniej do 10 grudnia. Jej kosz- ty sięgną 10 mln zł. Właściciel uważa, że powinien je pokryć producent kabla — ABB.

Już ponad sześć tygodni upłynęło od awarii kabla, który po dnie Bałtyku łączy systemy energetyczne Polski i Szwecji. Kabel psuł się już kilkakrotnie, jednak tym razem naprawa będzie trwała najdłużej. Konieczne było sprowadzenie specjalnego statku, który umożliwi podniesienie kabla z dna. W miejscu uszkodzenia głębokość morza wynosi około 20 m.

— Takich statków jest na świecie tylko kilka. Dlatego dopiero teraz udało się sprowadzić statek z Norwegii. Naprawa rozpoczęła się w środę i powinna się zakończyć do 10-11 grudnia. Oczywiście pod warunkiem, że dopisze pogoda — mówi Torbjörn Wahlborg, prezes SwePol Link Poland, spółki zależnej SwePol Link AB, właściciela kabla.

Jego zdaniem, koszty usunięcia awarii wyniosą około 10 mln zł. Jeśli nie dopisze pogoda, mogą być jeszcze wyższe, bo dłużej trzeba będzie płacić za wykorzystanie statku.

— Za naprawę powinno zapłacić ABB, które nie tylko wyprodukowało kabel, ale też było odpowiedzialne za jego instalację. Naszym zdaniem, usterka, która ujawniła się kilka tygodni temu, powstała już podczas układania kabla na dnie morza. Ze względu na złe warunki pogodowe ABB miało wówczas kłopoty z ustabilizowaniem statku, który uczestniczył w operacji — mówi Torbjörn Wahlborg.

ABB nie daje jasnej odpowiedzi, czy zamierza wziąć koszty na siebie.

— Na razie nie wiemy, jaka była przyczyna awarii. Będzie to można stwierdzić dopiero po zbadaniu kabla — mówi Beata Syczewska, rzecznik polskiego ABB.

Naprawę prowadzi ABB ze Szwecji. Zdaniem przedstawicieli firmy, usuwanie awarii może potrwać nawet trzy tygodnie.

Właścicielem kabla, który w 2000 r. połączył systemy energetyczne Polski i Szwecji, jest spółka SwePol Link. Kontrolny pakiet jej akcji (51 proc.) należy do Svenska Kraftnat, szwedzkiej firmy sieciowej. 48-proc. udziałowcem jest szwedzki koncern energetyczny Vattenfall, inwestor w EC Warszawskich i GZE. Symboliczny 1 proc. znajduje się w rękach Polskich Sieci Elektroenergetycznych.

600-megawatowy kabel, w myśl założeń, miał być wykorzystywany do przesyłu energii w obie strony. Na razie jednak prąd płynie tylko do Polski. W 2001 r. import energii tą drogą wyniósł 1,7 TWh (niespełna 2 proc. krajowej sprzedaży), a w 2002 r., do chwili awarii, 1,1 TWh.

Przedsięwzięcie, którego koszt przekroczył 1,2 mld zł, od początku krytykowali szwedzcy ekolodzy. Najpierw protestowali przeciwko sprowadzaniu „brudnej” energii z Polski, potem — przeciw użyciu do produkcji kabla szkodliwego kadmu. Teraz kabel krytykują skandynawscy przedsiębiorcy. Był drogi, a jest wykorzystywany w 30 proc. Ich zdaniem, Szwecja robi błąd, nie sprowadzając polskiego prądu w okresach, kiedy jest tańszy. Nie wykorzystuje w ten sposób możliwości obniżenia średniej ceny energii.