Świat nawet nie zauważy

Barbara Warpechowska
10-05-2015, 12:00

Gdyby nagle zniknęło polskie hutnictwo — nikt na świecie nawet by nie zauważył, uważa Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo- Handlowej

Produkcja stali surowej w Polsce w ubiegłym roku sięgnęła 8,5 mln ton, co oznacza wzrost o ponad 7 proc. Zużycie jawne wyniosło 12,2 mln ton. To nawet więcej niż w rekordowym 2007 r., kiedy to przed rozpoczęciem kryzysu zużyliśmy 12,1 mln ton. Niestety, pogarsza się konkurencyjność branży, która przegrywa nie tylko z tanią stalą ze Wschodu, ale także wyrobami europejskich konkurentów. Tylko 3,2 mln ton z 12,2 mln ton stali użytej w Polsce w 2014 r. powstało w polskich hutach. Aż 68 proc. pochodziło z importu.

— Gdyby polskie hutnictwo nagle zniknęło, nikt na świecie ani nawet w Unii Europejskiej, nawet by tego nie zauważył — mówił Stefan Dzienniak, prezes HIPH, na sesji hutniczej podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Światowa produkcja stali wynosi 1,6 mld ton, ale niewykorzystane moce to aż 500 mln ton. W krajach Unii Europejskiej wyprodukowano 170 mln ton, a niewykorzystane możliwości produkcyjne wynoszą 60 mln ton. Zużycie wyniosło 146 mln ton.

Wysokie koszty

Przedstawiciele polskiego środowiska hutniczego od lat powtarzają, że energia jest u nas zbyt droga.

— W Niemczech cena energii na giełdzie jest o 8-10 EUR niższa niż w Polsce. A jeszcze do tego u nas dochodzi wiele parapodatków. W efekcie energia jest w Polsce dwukrotnie droższa niż w Niemczech — mówi Jerzy Kozicz, prezes CMC Poland. Podkreśla on, że rząd niemiecki od dawna wykorzystuje każdą, przewidywaną w prawie unijnym formę wspierania przemysłu. Dlaczego u nas nic nie można zrobić?

Jesteśmy jednym z pięciu krajów Unii Europejskiej, w których istnieje akcyza na energię elektryczną dla metalurgii, a u nas jest ona najwyższa. Obowiązuje też na Litwie, Malcie, Cyprze i na Łotwie, ale te kraje nie są dużymi producentami stali, a Cypr, Malta i Portugalia praktycznie nie mają żadnych dużych przedsiębiorstw metalurgicznych.

Poza tym w Polsce koszt przesyłu energii zalicza się do najwyższych w Europie. Więcej płacą tylko Włosi. Dla hut produkujących stal ze złomu w piecach elektrycznych koszty energii mają duże znaczenie. Jeszcze większe mają jednak ceny złomu, który stanowi 60 proc. kosztów tych hut.

— Ilość złomu zależy od zamożności społeczeństwa. Największym importerem jest Turcja, która kupuje w innych krajach 14-17 mln ton. Polski rynek to około 6 mln ton złomu rocznie — mówi Przemysław Sztuczkowski, prezes Cognora. W Unii Europejskiej ceny złomu kształtują się podobnie, natomiast sporo tańszy jest na rynkach Rosji, Ukrainy czy Białorusi.

Jednak po tych niższych cenach mogą go jedynie kupić miejscowi producenci, ponieważ te kraje chronią swój rynek złomu przed nabywcami zza granicy.

Jak można konkurować, kiedy rosyjskie huty kupują złom o 100 EUR taniej niż my? Zdaniem Przemysława Sztuczkowskiego, trzeba pomyśleć o ochronie rynku przed wyrobami hutniczymi z tych państw, które blokują kupowanie złomu na swoich rynkach. UE zapomniała, że np. Białoruś, jeśli chodzi o wyroby, może eksportować, co chce.

Drogi dwutlenek

Dla hut zintegrowanych, które cieszą się z taniejących surowców, problemem są natomiast normy emisji dwutlenku węgla w Unii Europejskiej.

— Zintegrowany model hutnictwa, jaki dominuje w naszym koncernie, bez tych technologii w Europie nie ma przyszłości. Ten proces na każdym etapie — od koksu, przez spiek, wielki piec, konwertory do ciągłego odlewania jest obciążony dwoma niekorzystnymi czynnikami — dużą energochłonnością i emisjami przemysłowymi. Przy produkcji tony wyrobów stalowych powstaje ponad 1,5 tony CO 2 — przyznaje Tomasz Ślęzak, dyrektor ds. nadzoru korporacyjnego w ArcelorMittal Poland.

Koncern pracuje nad ograniczeniem emisji i sekwestracją dwutlenku węgla. Jedna z opracowywanych technologii, która pozwoli na redukcję jego emisji, przewiduje ograniczenie zużycia koksu do 200 kg na tonę. W jego miejsce stosowano by gaz.

— Niestety w przypadku Europy na przeszkodzie stoją nieprzewidywalne ceny gazu — dodaje Tomasz Ślęzak. Tadeusz Wenecki, prezes Koksowni Częstochowa Nowa, nie obawia się najbliższej przyszłości.

— Na razie nowe technologie dają 5 proc. światowej produkcji. Koksownie są więc bezpieczne na najbliższe 20 lat — uważa szef koksowni. Hutnictwo zintegrowane od czasu pieców martenowskich zmniejszyło emisje przemysłowe o ponad połowę, ale dla nowych europejskich norm to wciąż za mało — irytują się przedstawiciele branży. Według szacunków HIPH, dostosowanie hutnictwa do wymogów środowiskowych, które nakłada dyrektywa IED, będzie kosztować w ciągu czterech lat 2 mld zł.

Brak wsparcia

Od zapowiedzi unijnego komisarza ds. przemysłu Antonio Tajaniego o wsparciu przemysłu stalowego minęły dwa lata. I co? W Polsce zespół, który miałby wypracować konkretne formy wsparcia hutnictwa, jeszcze nawet nie powstał. Inne kraje, jak Niemcy, Hiszpania, Słowacja czy Wielka Brytania, podjęły różne działania, korzystne dla branży. Globalny rynek może nie zauważy zniknięcia polskiego hutnictwa, ale dla naszej gospodarki będzie to duża strata. Tomasz Ślęzak przypomina, że każdy milion ton wyprodukowanej stali to około 1 mln ton zużytego koksu i 2 mld zł różnych płatności, które trafiają do budżetu państwa. Jak zapewnia Jakub Jaworowski, sekretarz stanu Rady Gospodarczej w kancelarii prezesa Rady Ministrów RP i przewodniczący Międzyresortowego Zespołu ds. Wzmocnienia Przemysłowego Śląska, hutnictwo znalazło miejsce w opracowywanym planie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Ekologia / Świat nawet nie zauważy