Święty za oknem

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2014-04-25 00:00

Arkadiusz Nowiński, prezes Volvo Auto Polska, postawił na minimalizm. Ot, biurko, stolik, kilka krzeseł, dwa zdjęcia i drzewo… wszystkich prezesów.

Puławska w Warszawie. Nie najlepszy adres. Korki. Przez duże K. Albo przebudowy (to przez P).

— Jest jeszcze obwodnica… przez O — dodaje Arkadiusz Nowicki, który przed chwilą przesiadł się zza dużego biurka do niewielkiego okrągłego stolika dla gości.

— Dzięki niej nie stoi pan w korkach?

— Stoję. Mieszkam na linii otwockiej. Obwodnica mało mi pomaga — śmieje się Arkadiusz Nowiński.

Zielona odpowiedzialność

Gabinety szefów polskich przedstawicielstw firm motoryzacyjnych są zwyczajne. Żeby nie powiedzieć nudne. Na próżno szukać stuletnich biurek i zabytkowych kałamarzy. Są biurka z hurtowni i krzesła, i komody. To, które zajmuje Arkadiusz Nowiński, nie odbiega od pozostałych. Duże narożne biurko stoi tak, by prezes miał oko na firmę. Niewielki stolik dla gości z trudem mieści cztery osoby. Pod ścianą komoda. Jest surowo. I nawet trzymetrowa roślina, która zajmuje róg pomieszczenia, niewiele zmienia. Przeciwnie. Jest jakby z innej bajki. Prezes wtargał tutaj to drzewo?

— Nie. Już tu było. Od początku. Zawsze stało w gabinecie szefa — wyjaśnia.

A szefów było sześciu. Arkadiusz Nowiński jest siódmy. Może to taka korporacyjna gierka? Kto nie potrafi opiekować się drzewem, ten nie potrafi i firmą?

— Chyba nie. Drzewo wyglądało pięknie, gdy obejmowałem stanowisko — ucina spekulacje prezes.

Lubi na nie patrzeć. Dla relaksu. Minuta odskoczni od codzienności. Tylko minuta, na więcej brakuje czasu. Dlatego na ścianie wisi zdjęcie drogi, zrobione z jadącego auta. Zapewne Volvo. Wijąca się wstęga szosy, porastające pobocza drzewa i ruch zatrzymany w kadrze.

Zamarznięta inspiracja

Blisko trzymetrowa araukaria, bo tak się nazywa owo pokaźne drzewo, to podgatunek excelsa, wyniosła znaczy. Co ciekawe, to naturalna (stworzona przez naturę, nie człowieka)… hybryda. Tymczasem kilka tygodni temu odbyła się premiera pierwszej nienaturalnej (stworzonej przez człowieka) hybrydy Volvo. Przypadek?

— Z pewnością. Ale to ciekawe spostrzeżenie — uśmiecha się prezes.

Idziemy popatrzeć. Po schodach. Budynek, w którym Volvo Auto Polska ma siedzibę, pełni trojaką funkcję. Jest biurem — z gabinetem prezesa, działami sprzedaży, marketingu itp. To na antresoli. Poniżej salon sprzedaży, obok serwis.

— To ważne, by pracownicy biurowi mieli kontakt z klientami. Słyszeli, o co pytają handlowców — mówi Arkadiusz Nowiński. To ważne, by prezes miał oko na pracowników salonu? — To też. Jedno z okien mojego gabinetu wychodzi na salon. Myślę, że wszyscy wiedzą które — uśmiecha się.

A to ogromne zdjęcie za fotelem prezesa? — Znalazłem. Bardzo mi się podoba. Człowiek wspina się po zamarzniętym wodospadzie. To piękne i wymagające zajęcie. Inspiruje mnie — wyjaśnia Arkadiusz Nowiński.

Simon Templar

Siedziba Volvo Auto Polska jest też salonem tej marki. Jednym z wielu. Ale wyjątkowym. Nazywa się Dom Volvo. Dlaczego?

— Bo Volvo tu mieszka — zapewnia Arkadiusz Nowiński.

Rzeczywiście. Zamiast terakotowej lub kamiennej podłogi — parkiet. Tu i ówdzie przybrudzony oponami, bo auta są mile widziane. Zamiast zapachu nowych samochodów, woń kawy. Zamiast dźwięków mechanicznych, szelest przerzucanych stron gazety. Prezes zapatrzył się na jednego z klientów. Wygodnie rozciągniętego w dużym białym fotelu, z gazetą na kolanach, filiżanką espresso w dłoni, przeglądającego wiadomości.

— Cieszy mnie, że ludzie czują się tu, jakby przyszli w gości — szepce Arkadiusz Nowiński.

Do tego samochody. Cała rodzina. Dzieci — nowiutkie V40 — oraz nestor rodu: zabytkowe Volvo P1800. Dokładnie takie, w jakim Roger Moore, jako „Święty” Simon Templar zdobywał detektywistyczne szlify i serca telewidzów lat 60. i 70. Stoi na honorowym miejscu. Przy samym wejściu. To prezes był pomysłodawcą kupienia tego auta. Po co?

— Bo widać je z mojego gabinetu — odpowiada.

Ale dlaczego właśnie w salonie?

— Bo dom bez nestora to połowa domu — wyjaśnia Arkadiusz Nowiński.