Świński pomysł

Marta Nowicka
opublikowano: 2005-05-17 00:00

Dwóch speców od reklamy to dokładnie tyle, ile potrzeba, by osiągnąć komercyjny sukces.

Bartek Nowakowski i jego żona Ewa od lat pracują w agencjach reklamowych, zresztą dobrze im idzie. Były nagrody, wyróżnienia, ale nie zabrakło rozczarowań.

— Po pierwszej euforii, że twoje billboardy wiszą w całym mieście, przychodzi proza pracy rzemieślniczej. To, co miało być autorskim pomysłem, staje się przemieloną przez sito poleceń klientów reklamową papką, do której czasem wstyd się przyznać — mówi Bartek Nowakowski.

Oboje chcieli stworzyć coś swojego od początku do końca. Coś, na co sami mieliby wpływ — żeby nie do końca wyprało im mózgi. Pomyśleli i doszli do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem będzie biznes koszulkowy. T-shirty zawsze przewijały się w ich życiu. Bartek ma ogromną kolekcję, z wyjazdów sobie jakieś przywozi jako pamiątki. Najpierw chcieli sprowadzać do Polski koszulki znanej australijskiej marki Mambo. Potem popukali się w głowy — po co przywozić cudze, skoro jesteśmy wystarczająco zdolni, że możemy robić T-shirty sami. Oboje po ASP, więc predyspozycje na kreatorów mieli. Poszli na żywioł.

Prawdziwa marka

W maju 2002 roku zarejestrowali działalność pod nazwą Chrum. com. Znakiem rozpoznawczym stała się świnia. Skąd takie logo?

— Na to nie mam zabawnej anegdoty. Świnie zawsze były wokół nas. Ewa ma pseudonim „Ryj”. Świnia w ogóle jest poczciwym zwierzęciem. Nie ukrywam jednak, że lata praktyki reklamowej zrobiły swoje. Słowo świnia jest dwuznaczne, a chwytliwa nazwa to klucz do sukcesu marki — przyznaje Bartek Nowakowski.

I nadszedł czas wyjścia ze sfery idei do konkretnych efektów. Na początek mieli zaoszczędzony kapitał — 100 tys. zł. Wiedzieli już, jak chcą sprzedawać produkt — tylko przez internet, ale żeby sprzedać, trzeba najpierw mieć.

— Nie chcieliśmy stworzyć kolejnej firmy robiącej „jakieś” koszulki. Klient, biorąc do ręki gotowy T-shirt, nie może pomyśleć, że siedzieliśmy w domu i naklejaliśmy aplikacje żelazkiem. Naszym celem było zbudowanie marki z prawdziwego zdarzenia — mówi Bartek Nowakowski.

Warto zdać się na innych

Znaleźli dużego producenta i dystrybutora koszulek, który oferuje T-shirty różnej jakości. Wybrali te najwyższej — żeby po praniu nie wyglądały jak szmata do podłogi. Opracowali wzory aplikacji, metki — szycie zostawili podwykonawcy. Zresztą nie tylko szycie. Chrum. com brakowało sklepu. Stronę www.chrum.com z opcją sprzedaży zrobił zaprzyjaźniony twórca serwisów internetowych MarcelPan, zarządzanie nią przejęła stołeczna firma 3e. Krótko mówiąc, innym firmom zlecili te prace, których wykonać nie mogli lub nie umieli, sobie zostawiając projektowanie ciuchów i ich dystrybucję.

— Żeby dojść do czegoś w biznesie nie musisz być człowiekiem renesansu, nie musisz znać się na wszystkim. Warto czasem zdać się na innych, skoro zrobią robotę lepiej od ciebie. Chrum.com się to opłaciło — twierdzi Bartek Nowakowski.

Pomysł z dzieckiem

Co dalej? Ustalono uniwersalną cenę na koszulki — 70 zł. Początkowo pojawiły się w sklepie 3 działy tematyczne T-shirtów, stopniowo jednak zaczęły dochodzić nowe świńskie pomysły założycieli.

— Nie aktualizujemy oferty regularnie, nie wypuszczamy kolekcji sezonowych. Nowe produkty wprowadzamy, gdy wpadniemy na fajny pomysł, a ten — jak wiadomo — przychodzi, kiedy sam chce — tłumaczy Bartek Nowakowski.

Jeden przyszedł z pierwszym dzieckiem. Po jego narodzinach zaprojektowali linię „mortadela familijna”, w której można kupić koszulkę supertaty albo wystrzałowej teściowej. Reszta to często efekt ich wybujałej wyobraźni.

Jak tylko ruszył sklep rozpoczęli kampanię reklamową. Wstawiali do ekskluzywnych punktów w stolicy zabawne pocztówki, zamieszczali na różnych stronach internetowych linki do swojej. Specjalnie męczyć się nie musieli, bo nagle ich inicjatywa zaczęła żyć własnym życiem.

— Odnośniki do Chruma zaczęły pojawiać się w blogach, obcy ludzie sami zaczęli reklamować firmę w internecie. Nic o tym nie wiedząc, zostaliśmy zakwalifikowani do udziału w wystawie polskiego designu we Frankfurcie nad Menem, która odbyła się we wrześniu zeszłego roku — informuje Bartek Nowakowski.

Posypały się również propozycje sesji zdjęciowych dla kolorowych magazynów, jak „Fluid” czy „Exclusiv”. Kreatorom nie brakuje interesujących pomysłów, nie boją się wszechobecnej cenzury. Kupującym natomiast seksualne podteksty koszulek odpowiadają. Przychodzą zgłoszenia z kraju i zza granicy — Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Francji, Włoch, Finlandii.

Od zeszłego roku biznes kręci się już „własnymi pieniędzmi”. Plany na przyszłość? Zdaniem Bartka Nowakowskiego, Chrum.com będzie działał, jak działa. On sam ma już jednak nowy pomysł.