Swoboda w dystynkcji

Jerzy Turbasa, krawiec
opublikowano: 30-05-2008, 00:00

Kiedy przebrzmiała już trochę wrzawa po ślubie prezydenta Francji, mieliśmy czas, by się przyjrzeć, jak szybko i diametralnie zmienił się wizerunek Carli Bruni. Także, a może zwłaszcza w odzieniu.

Niektórych gorszył rozwód popularnego polityka. Ale… Druga żona Nicolasa Sarkozy’ego? Prezydent Francji odpada przecież w przedbiegach w konkurencji z takimi politykami-rekordzistami, jak kanclerz Gerhard Schröder, który zdecydował się na małżeństwo po raz czwarty, czy eks-szef niemieckiej dyplomacji Joschka Fischer, który uczynił to piąty raz. Uwagę przyciągały także osobowość i wiedza Bruni. Nietuzinkowe, choć jakby przez spektakularność samego ślubu zepchnięte na nieco dalszy plan.

Z Sorbony

Carla Bruni pochodzi z bogatej arystokratycznej rodziny mediolańskiej. Uczęszczała do szkoły z internatem w Szwajcarii, studiowała na Sorbonie — architekturę i sztukę. Ale jej nienaganna figura, wyraziste błękitne oczy w oprawie porcelanowej twarzy sprawiły, że pisana jej była zupełnie inna kariera — modelki, i to w zawodowym panteonie, obok Naomi Campbell, Lindy Evangelisty czy Kate Moss. W tym towarzystwie wyróżniała się wyjątkową charyzmą, inteligencją i dowcipem. To z jej ust padł słynny bon mot o zawodzie modelki („ma być wisienką na środku tortu”).

Jako fascynująca królowa elegancji dała swoją twarz domom mody tej klasy, co Dior, Escada, Iceburg czy Prada. Stała się kobiecą odmianą wersji króla Midasa: wszystko, co wzbudzi jej zainteresowanie, kończy się sukcesem. Jej słuch, odziedziczony po rodzicach (ojciec — twórca oper, matka — znakomita pianistka) sprawił, że została piosenkarką, a jej pierwsza płyta rozeszła się w 1,2 mln egzemplarzy!

Piękno przyciąga i kusi, a filozofia mnożących się romansów („monogamia mnie nie interesuje”) sprawiła, że przylgnęła do niej opinia złodziejki mężów, niebezpiecznej niczym Lukrecja Borgia. Filozof Raphael Enthoven, Eric Clapton, Mick Jagger, potem miliarder, były premier — oto trofea. Wreszcie „celem na muszce” stał się prezydent Francji, znany ze słabości do piękna. Wszak jego pierwsza żona Cecilia — która miała w nosie protokoły dyplomatyczne i wykazywała większą ochotę, by zostać żoną szejka, niż być Pierwszą Damą — również niegdyś pracowała w branży pięknej Carli.

Już za progiem

I stała się lokatorką Pałacu Elizejskiego, jako nowa pani Sarkozy. Jej profesjonalizm i nieprzeciętna inteligencja sprawiły, że błyskawicznie przeistoczyła się w zupełnie nową postać. Oto znawczyni etykiety, poruszająca się skromnie w stosownej odległości tuż za prezydentem, wyprężona, lecz z lekko pochyloną głową, uśmiechnięta, nawiązująca znakomicie kontakt z otoczeniem — to wyniosła z lombardzkiej rodziny. Każdy ruch, gest pełen elegancji, ale nie wystudiowanej, lecz swobodnej. Ona, która nie wychodziła bez szpilek, wkłada płaskie pantofelki od Chanel, a jej chód nabiera dystynkcji. To już dostosowanie, wszak czubek głowy Nicolasa Sarkozego jest 13 cm niżej od jej własnego. Jej wyrafinowany gust gwarantuje, że najwyższej próby elegancję zobaczymy w politycznych salonach.

W Pałacu Buckingham

Dała tego próbkę, na przykład ubierając się na oficjalną prezydencką wizytę za kanał La Manche. Tak jak niegdyś ikona mediów księżna Diana, skorzystała z kolekcji flagowego okrętu mody francuskiej, Christiana Diora. I niewykluczone, że wypełni opuszczone po niej miejsce w kolorowych magazynach. Zaprezentowała bijące zniewalającą prostotą bordową suknię, proste kostiumy, znakomitą fioletową dyplomatkę — w połączeniu ze spodniami spod ręki niesamowitego Johna Galiano. I wszystko takie, jakby odtrąbiono kolejny triumf klasyki. Zwycięża nie moda, lecz najwyższej próby styl.

Czyżby narodziła nam się prawdziwa First Lady, dyktująca trendy mody niczym Jacqueline Kennedy? Kłopot w tym, że nie pierwsza, bo po Cecilii jest tą drugą! No i pozostaje kwestia: czy kobietę, której fotkę rozebraną do rosołu obejrzał już — dzięki bezwzględnym mediom — cały świat, można nazywać damą? Może można. Choć Veronica Lario, żona Silvio Berlusconiego, zauważyła: „Polityka złamała wzorce tradycyjnej rodziny”. Pewnie coś o tym wie… Zostawmy First Lady. W końcu — jakie czasy, taka dama. Nowocześniejsza. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Turbasa, krawiec

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu