Sygnity przestanie być ptakiem dodo

Informatyczna spółka, która latami przeżywała turbulencje, zrestrukturyzowała najtrudniejsze kontrakty, ścięła koszty i z fazy walki o przetrwanie przechodzi do rozwoju

Od lat kolejne zarządy Sygnity obiecywały redukcję kosztów, koncentrację na wyskomarżowych produktach własnych i rozwój nowych rentownych obszarów. Po czasie okazywało się, że tak potrzebne spółce pieniądze pochłaniały bardzo drogie i nieefektywne działania marketingowe czy nowe biura, po których hulał wiatr. Spółka o największe kontrakty agresywnie walczyła ceną, co często kończyło się tym, że musiała do nich dokładać. Sen o potędze skończył się nieco ponad rok temu, gdy złamała kowenanty i stanęła na krawędzi bankructwa.

PO KRUCHYM LODZIE, ALE DO PRZODU:
Zobacz więcej

PO KRUCHYM LODZIE, ALE DO PRZODU:

Przed rokiem Mariusz Nowak, kierujący Sygnity, zapowiadał cięcie kosztów, posługując się metaforą kenijskiego biegacza, który ma tylko tyle mięśni, żeby utrzymać szkielet. Cel zrealizował — przez rok koszty zostały ścięte o około 25 mln zł. Fot. Marek Wiśniewski

Walka o przetrwanie

Nadrzędnym celem w ciągu ostatniego bardzo burzliwego roku było niedopuszczenie do powtórzenia losu ptaka dodo (gatunek, który wymarł w XVII wieku, w kulturze stał się symbolem wymierania — w języku angielskim istnieje powiedzenie „martwy jak dodo”, oznaczające coś utraconego bezpowrotnie). Po wielu miesiącach rozmów w końcu udało się podpisać z wierzycielami umowę restrukturyzacyjną, która jest obecnie realizowana.

— Współpraca spółki z wierzycielami i akcjonariuszami jest bardzo pozytywna. Mamy poczucie, że gramy do jednej bramki — mówi Mariusz Nowak, prezes Sygnity.

Spłaty zobowiązań wynikających z umowy restrukturyzacyjnej będą kwartalne i rozpoczną się w I kwartale 2019 r. Jeden z warunków umowy to pozyskanie z emisji 10-12 mln zł. Pierwotnie emisja miała być przeprowadzona w największym kryzysie, czyli ponad rok temu, a jej celem miało być pozyskanie pieniędzy niezbędnych do prowadzenia przez spółkę bieżącej działalności.

— Od tamtej pory, pomimo niezrealizowania emisji, spółce udało się przetrwać, a na dodatek utrzymać odpowiednio wysoki — wymagany również umową restrukturyzacyjną— poziom gotówki, by kontynuować biznes. W tym czasie finansowaliśmy realizowane projekty i spłaciliśmy zobowiązania w łącznej kwocie około 30 mln zł. Teraz, po zrestrukturyzowaniu problematycznych projektów, wydaje się, że łatwiej nam będzie przeprowadzić emisję niż np. w czerwcu — mówi szef Sygnity.

Harmonogram emisji zakłada, że na dniach odbędzie się book building, a następnie rada nadzorcza ustali cenę emisyjną.

— Widzimy zainteresowanie inwestorów, w tym również aktualnych akcjonariuszy, ale na koniec dnia cena emisyjna będzie zależała od decyzji rady i kursu na giełdzie. W mojej ocenie, obecny kurs akcji kompletnie nie odzwierciedla aktualnej sytuacji spółki po roku procesu transformacji — mówi Mariusz Nowak.

W listopadzie Sygnity planuje kolejną emisję, z której chciałoby pozyskać około 17 mln zł, na spłatę obligacji. To emisja dyskontowa i jeśli się uda, za 17,25 mln zł spółka wykupi dług o wartości 23 mln zł. Ta emisja również będzie realizowana w trybie subskrypcji prywatnej. Alternatywa to emisja kierowana do obligatariuszy, którzy będą mogli skonwertować do 30 mln zł.

— Nasz cel to uniknięcie konwersji. Oznaczałaby ona bardzo duże rozwodnienie akcjonariatu — mówi prezes Sygnity.

Kolejny krok ewolucji

Choć proces restrukturyzacji będzie trwał jeszcze długo, to wydaje się, że najgorsze spółka ma już za sobą. Może o tym świadczyć fakt, że wśród jej przedstawicieli zaczyna pojawiać się dawno niesłyszane w tych kręgach słowo „rozwój”.

— Biorąc pod uwagę wydarzenia ostatnich 12 miesięcy, do tej pory nadrzędnym celem spółki było przetrwanie. Dziś mogę powiedzieć, że przywróciliśmy jej stabilne funkcjonowanie. Sukcesywnie chcemy zacząć rozwijać nowe produkty i usługi. W budżecie przyszłego roku na pewno pojawią się nakłady na rozwój — mówi Mariusz Nowak.

Dyrektorzy Sygnity zostali poproszeni o przyniesienie swoich pomysłów na perspektywiczne kierunki, które teraz będą gromadzone.

Giełdowa spółka planuje opublikować prognozę na przyszły rok obrotowy jesienią. Główne założenia wyników integratora są mniej więcej znane.

— Nasz cel na najbliższy okres to wypracowywanie 250-300 mln zł przychodów z czystych usług, przy zachowaniu kilkunastoprocentowej rentowności na poziomie EBITDA — mówi prezes.

Docelowo dominującym sektorem w pozyskiwaniu kontraktów ma być sektor finansowy, który jest niezależny od trendów w sektorze publicznym.

— Wrócimy do ofertowania w segmencie publicznym, ale bardzo wybiórczo, w zamówieniach, na których jest szansa zarobić. Nie chcemy powielać błędów poprzedników. Nie upatruję szans na wielkie kontrakty w sektorze użyteczności publicznej, ale będziemy starali się pozyskiwać mniejsze — mówi Mariusz Nowak.

Podtrzymał plan odchodzenia od niskomarżowej sprzedaży sprzętu i oprogramowania firm obcych.

— Wyjątkiem w tym zakresie jest współpraca z Microsoftem, wynikająca z wieloletniego partnerstwa biznesowego, jak również faktu, że jako jeden z największych wierzycieli pozostaje stroną umowy restrukturyzacyjnej — tłumaczy prezes Sygnity.

Prognoza Sygnity na ten rok obrotowy zakładała wypracowanie 22,3 mln zł skonsolidowanego zysku EBITDA i 12,8 mln zł zysku operacyjnego, przy przychodach na poziomie 346,8 mln zł. Czy mimo zdarzeń jednorazowych związanych z restrukturyzacją dużych kontraktów uda się ją zrealizować?

— W ostatnich dniach podpisaliśmy umowy z Pocztą Polską o wartości około 34 mln zł. Do połowy września powinny zakończyć się negocjacje w sprawie pozyskania kolejnego istotnego kontraktu. Jeśli to się uda, to tegoroczna prognoza będzie zrealizowana, nawet biorąc pod uwagę wpływ zdarzeń jednorazowych, o których informowaliśmy. Jeśli nie, spółka poinformuje rynek w odpowiednim trybie — mówi prezes.

Jak informuje w wyniku procesu restrukturyzacji, w połowie tego roku obrotowego (kończy się z końcem września) spółka przestała „przepalać” pieniądze, co pozwoliło jej spłacić część zobowiązań. Zakłada, że przyszły rok obrotowy będzie pozytywny płynnościowo. Prezes szacuje, że w porównaniu z poprzednim rokiem spółce udało się ograniczyć koszty o około 25 mln zł.

Ugody dające ulgę

Jedną z bolączek informatycznej firmy w ostatnich latach były wielkie projekty informatyczne, angażujące sporo gotówki. W ostatnich miesiącach spółka podpisała wiele porozumień z zamawiającymi, które mają zniwelować ryzyka wynikające z tych kontraktów.

— Przez trzy kwartały na projekty typu BGK, ZUS, e-Podatki wydaliśmy łącznie ok. 29 mln zł — to negatywne przepływy gotówkowe na sfinansowanie tych umów. Nie stać nas na realizowanie wieloletnich projektów obciążonych negatywną płynnością, również z uwagi na konieczność spłaty zobowiązań wynikających z umowy restrukturyzacyjnej. W związku z tym nasza elastyczność na projektach istotnie się obniżyła — mówi Mariusz Nowak.

Jego zdaniem, dotychczasowy sposób realizacji kontraktów kosztował spółkę wiele milionów złotych. W przypadku największego z kontraktów, czyli realizowanego dla Ministerstwa Finansów projektu e-Podatki, do wejścia w życie ugody potrzebna jest jeszcze decyzja sądu. Termin rozprawy został wyznaczony na 30 sierpnia.

— W naszej ocenie, treść ugody jest zgodna z obowiązującymi przepisami prawa, w szczególności uwzględnia uwarunkowania PZP, jednak ostateczna decyzja należy do sądu — mówi szef informatycznej firmy. © Ⓟ

OKIEM ANALITYKA

Cron robi różnicę

KONRAD KSIĘŻOPOLSKI

analityk Haitong Bank

Rozwiązanie kwestii problematycznych kontraktów, które wisiały nad spółką jako potencjalne ryzyka, to na pewno krok w dobrą stronę. Pytanie tylko, jakie nowe kontrakty Sygnity będzie pozyskiwało i czy nie będzie ich realizowało w podobny sposób, jak do tej pory. Przypomnę, że największy historycznie kontrakt — ePodatki, był zapowiadany jako przełomowy. Spółka jest w permanentnej restrukturyzacji od około 10 lat, czyli połączenia Computerlandu z Emaksem, i zastanawiająca jest kwestia, czy działając na rynku IT, który jest rynkiempracownika, nie utraciła kluczowych kadr potrzebnych do realizowania kontraktów. Poza tym wydaje mi się, że odbudowa pozycji konkurencyjnej na rynku może trochę potrwać. Cel kilkunastoprocentowej marży EBITDA jest na pewno bardzo ambitny i niejedna firma IT by się go nie powstydziła. Już wiele razy zapowiadane było, że najgorsze jest za Sygnity, więc trudno powiedzieć, czy to jest właśnie moment, gdy te oczekiwania się sprawdzą. Jeden z argumentów, który może przemawiać za poprawą, to posiadanie silnego akcjonariusza [Cron z udziałem ok. 20 proc. — red.], który zaryzykował własne pieniądze i któremu zależy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Suteniec

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

IT

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Sygnity przestanie być ptakiem dodo