Program tzw. partnerstwa wschodniego UE przyjęty został w 2009 r. Spośród objętych nim państw Białoruś od początku okazała się mirażem, realnie odpadły już Armenia i Azerbejdżan, Mołdawia przypomina wahadło zmieniające pozycję w zależności od wyników wyborów (ostatnio przesunęło się w stronę zachodnią), zaś tak naprawdę trwały kurs na integrację z UE obrały Ukraina i Gruzja. To właśnie odmowa podpisania przez prezydenta Wiktora Janukowycza gotowego układu stowarzyszeniowego wywołała w 2014 r. w Kijowie rewolucję, która w propagandzie Kremla przedstawiana jest jako tzw. faszystowski zamach stanu oraz powód obecnej tzw. wyzwoleńczej operacji specjalnej. Takie przypomnienie faktów podkreśla znaczenie panelu „Ukraina w Unii Europejskiej — plan dla wschodniego sąsiada” podczas XIV Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Ukraińskie nadzieje
Piotr Buras z think tanku Europejska Rada Spraw Zagranicznych, moderator panelu, na wstępie przypomniał dwa fakty z okresu napaści Rosji: prezydent Wołodymyr Zełenski złożył 28 lutego formalny wniosek akcesyjny Ukrainy do UE, zaś 8 kwietnia wymagany obszerny kwestionariusz, który analizuje Komisja Europejska. Unijne młyny mielą bardzo powoli, gdyby na szczycie Rady Europejskiej 23-24 czerwca podjęta została decyzja (wymaga jednomyślności 27 państw) o przyznaniu Ukrainie oficjalnego statusu kandydata, byłby to proceduralny rekord.

Fundamentem wszelkich rozważań o planie odbudowy ze zniszczeń oraz o unijnej przyszłości Ukrainy jest jej zwycięstwo w wojnie. To nośne hasło, trudno powiedzieć, na czym miałoby polegać — w praktyce chodzi po prostu o obronienie niepodległego bytu. Zwycięstwo jest oczywistością dla Weroniki Mowczan z kijowskiego Instytutu Badań Ekonomicznych i Doradztwa Politycznego, która przypomniała o ogromnym poparciu społecznym na Ukrainie dla pełnego członkostwa w UE. Byłoby ono historycznym symbolem oraz docenieniem ogromnego wysiłku legislacyjnego już wykonanego w związku z układem stowarzyszeniowym. Wojna to ogromna tragedia Ukrainy, realnie grożące oderwanie Donbasu równałoby się utracie przemysłu ciężkiego. Z drugiej jednak strony może przyspieszyłoby postęp technologiczny i rozwój innych sektorów.
Na podstawie polskich — także osobistych — doświadczeń sprzed ćwierć wieku senator Krzysztof Kwiatkowski podkreślał, jak ogromnym i trudnym przedsięwzięciem jest proces akcesyjny państwa do UE. Procedura zawiera traktatowe rygory, ale wypada mieć nadzieję, że zachodnioeuropejska klasa polityczna zrozumiała, jakie popełniła błędy w relacjach z Rosją — przede wszystkim brak wrażliwości i reakcji na sygnały ostrzegawcze z państw naszego regionu. Dlatego według senatora raczej nie powinno obecnie wystąpić ostentacyjne blokowanie akcesji Ukrainy. Jednym z wariantów mogłoby stać się połączenie statusu kandydata ze strefą wolnego handlu, w niektórych wątkach byłoby to nawet bardziej atrakcyjne od pełnego członkostwa w UE. Nie można zapominać, że ma ono tzw. plusy dodatnie oraz ujemne — dla Ukrainy niezwykle ciężkie będzie np. podporządkowanie się wspólnej polityce rolnej. Po wygranej wojnie z Rosją pozycja przetargowa napadniętego państwa będzie silna, wszak Zachód będzie Ukrainie zawdzięczał rzeczywistą, a nie deklarowaną obronę wartości unijnych.
Entuzjazm Ukraińców dla integracji europejskiej jest całkowicie zrozumiały dla Jacka Kluczkowskiego, byłego ambasadora Polski w Kijowie. Zwrócił jednak uwagę, że to proces bardzo długi i skomplikowany. Ukraina już ma tego typu doświadczenia, długie lata starała się o członkostwo w Światowej Organizacji Handlu (WTO), co sfinalizowało się w 2008 r. (notabene Rosja została przyjęta w 2012 r.). Ambasador dobrze zapamiętał z tamtych czasów, jak wiele ożywiło się wtedy różnych lobby przeciwnych przystąpieniu Ukrainy do WTO, ponieważ podporządkowanie się transparentnym regułom naruszało najróżniejsze interesy — branżowe, urzędnicze, regionalne etc. Takie zjawisko wewnętrznej obstrukcji oczywiście może powtórzyć się w konkretnych negocjacjach akcesyjnych. Entuzjazm społeczny musi zatem zostać wsparty planem powojennej odbudowy Ukrainy, wychodzącym naprzeciw przyszłemu członkostwu.
Europejskie nastroje
Zdalnie włączył się do panelu niemiecki politolog Kai-Olaf Lang z Fundacji Nauka i Polityka. Przypomniał sytuację Bałkanów Zachodnich, gdzie aż cztery państwa — Macedonia Północna, Czarnogóra, Serbia i Albania — mają status kandydatów do UE, ale ich negocjacje akcesyjne od wielu lat realnie stoją w miejscu. Związana z tym naturalna frustracja bałkańskich społeczeństw powoduje systematyczne obniżanie się poziomu poparcia dla integracji. W relacjach ukraińsko-unijnych najgorszy byłby podobny kryzys zaufania. Nastroje w kilku państwach członkowskich UE absolutnie nie sprzyjają rozszerzaniu wspólnoty, dlatego być może dla Ukrainy powinna zostać wypracowana specjalnie jakaś nowa formuła. Wykluczone jest oczywiście poszerzenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego, albowiem biednej Ukrainy absolutnie nie stać na ponoszenie kosztów dostępu do unijnego rynku analogicznie do bogatej Norwegii. Wiele możliwości otwiera współpraca sektorowa, na przykład objęcie Ukrainy unijną wspólnotą energetyczną. Konieczne jest także rozbudowywanie wspólnych struktur bezpieczeństwa, wykraczających poza stricte militarne — na przykład infrastrukturalnych czy tworzących łańcuchy dostaw.
Ścieżki zbliżenia
Daniel Szeligowski, koordynator programu wschodniego Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, zwrócił uwagę na szkodliwość koncepcji dopuszczenia Ukrainy tylko do wspólnotowego rynku z jednoczesnym wykluczeniem ze współdecydowania instytucjonalnego. Dynamika wydarzeń wojennych zmusza do odejścia od schematów, nakazu żmudnego zamykania przez Ukrainę rozdziałów negocjacyjnych etc. Antyrozszerzeniowy beton znajduje się zarówno w brukselskiej centrali UE, jak też w stolicach niektórych państw członkowskich. Notabene wielkie osłabienie Ukrainy wyniszczającą wojną powoduje, że wcale nie powinna tak spieszyć się z negocjacjami, ponieważ uzyska gorsze warunki przystąpienia. Nie ulega jednak wątpliwości, że UE musi pilnie wytyczyć Ukrainie ścieżkę zbliżenia bardziej ścisłego niż tylko w formule stowarzyszeniowej. Dla Weroniki Mowczan krokiem pierwszym i absolutnie koniecznym byłoby szybkie przyznanie Ukrainie statusu kandydackiego.
Konieczny krok
Do perspektywy przystąpienia Ukrainy do UE równie realistycznie co sceptycznie odniósł się politolog Przemysław Żurawski vel Grajewski, który włączył się do debaty z publiczności. Przypomniał, że do rozszerzenia wymagana jest jednomyślność dotychczasowych państw członkowskich UE, a kilka na pewno przekaże decyzję obywatelom w trybie referendalnym. Francja na przykład wpisała taki warunek do konstytucji, obejmując nim potencjalnych kandydatów z liczbą mieszkańców przekraczającą 5 proc. ludności UE. Chodziło o zablokowanie przyjęcia wielkiej Turcji, ale zaporowy próg demograficzny przekracza również Ukraina.
Panel nie rozstrzygnął dylematu zapisanego w tytule tego tekstu. Panowała jednak pełna zgodność, że koniecznym krokiem UE jest oficjalne przyznanie Ukrainie statusu kandydackiego. Taka decyzja sama w sobie nie generuje żadnych obciążeń unijnego budżetu, zatem nie powinny jej blokować państwa UE sceptyczne wobec rozszerzania wspólnoty. Najlepiej, żeby konieczny krok postawiony został na szczycie w czerwcu.
