Sypialnia z krainy czarów

25-08-2016, 22:00

Ewelina i Artur Drewniak połączyli pasję z umiejętnościami i stworzyli w Wiśle… Szuflandię. Przepełnione magią miejsce, z którego nie chce się wyjeżdżać.

Kompleks dwóch budynków apartamentowych Szuflandia przyjął pierwszych gości w styczniu 2016 r. Zanim jednak do tego doszło, jego właściciele — Ewelina i Artur Drewniak — musieli stawić czoła wielu trudnościom. Ale udało się! Mimo krótkiej historii Szuflandia budzi zainteresowanie Polaków i obcokrajowców, którzy bardzo chętnie zatrzymują się w tym miejscu. Czasami choćby po to, by zrobić sobie zdjęcie.

Na placu boju

Państwo Drewniak zawsze marzyli o wspólnej pracy, by móc spędzać ze sobą więcej czasu. — Z wykształcenia i pasji jestem hotelarzem, z kolei mąż miał własną działalność, a więc zna się dobrze na prowadzeniu firmy i na dodatek jest tzw. złotą rączką. Oboje jesteśmy otwarci, towarzyscy i lubimy poznawać nowych ludzi. Taka mieszanka wystarcza, by zaryzykować z hotelarskim biznesem — zapewnia Ewelina Drewniak.

Wpadli na pomysł wybudowania w górach nietypowych apartamentowców, jednak początki nie były łatwe. Szukanie miejsca na inwestycję trwało prawie trzy lata.

— Gdy w końcu trafiliśmy na działkę przy ulicy Wańkowskiej w Wiśle, od razu wiedzieliśmy, że to właśnie to. Może nie wyglądała zachwycająco, ale miała olbrzymi potencjał. Dość strome zbocze góry Kiczera porośnięte samosiejkami, otoczone z trzech stron lasem, górskim potokiem i starym wyciągiem narciarskim. Wiedzieliśmy, że nasze domki muszą być bardzo nietypowe, by klimatem i architekturą zachęcały gości do przyjazdu — opowiada Ewelina Drewniak. Studnią inspiracji okazała się architektura skandynawska, z której zaczerpnięto pomysł na bryłę i niektóre elementy wnętrz. Projekt stworzyli Joanna i Łukasz Brandys ze studia BrandysDesign.

— Pomysły konsultowaliśmy z naszymi przyjaciółmi, znajomymi, od których otrzymaliśmy mnóstwo wskazówek. Bryła wszystkim przypadła go gustu. Trafiona była również idea sypialni z dużym oknem wysuniętym poza główną konstrukcję. Nie pozostawało nic innego, jak zaczynać — mówi Artur Drewniak.

Budowa trwała prawie cztery lata.

— Pierwsze problemy, jakie napotkaliśmy, związane były z koniecznością przesunięcia rur przechodzących przez środek działki. Nie wiedzieliśmy, że tam są, gdyż nie było ich na mapach. Prace w trudnym terenie mocno przekroczyły nasze założenia budżetowe. Doszliśmy do wniosku, że taniej byłoby kupić koparkę, uzyskać uprawnienia i zrobić to samemu. Koszty regulacji terenu były bowiem ogromne. Poza tym okazało się, że nasza działka była regularnie zalewana przez wody gruntowe, spływające ze stoku narciarskiego, co również wiązało się z dodatkowymi kosztami odwodnienia. I tak co jakiś czas pojawiał się nowy problem do rozwiązania. Mieliśmy już nawet myśli o rezygnacji z tego przedsięwzięcia — przyznaje Artur Drewniak.

Czarujący zakątek

Ale Szuflandia powstała i okazała się sukcesem. Największą niespodzianką dla gości jest architektura budynków.

— Często myślą, że konstrukcja opiera się na blokach z kontenerów. Ku ich zaskoczeniu okazuje się, że całość jest drewniana. Elewacja jest zrobiona z desek modrzewiowych, tarasy również. Wnętrza zaś w całości wyłożone są brzozową sklejką. Choć minimalistycznie urządzone, dają poczucie ciepła i przytulności. Niewątpliwie największe wrażenie na gościach robią sypialnie, wychodzące poza bryłę budynku — są jakby zawieszone w powietrzu. Każda ma duże okno i po prostu nie chce się z niej wychodzić — opisuje Artur Drewniak.

Państwo Drewniak zadbali także o teren wokół, by naturalnie wpisywał się w otaczający działkę krajobraz. Schody i mury oporowe są kamienne, natomiast ścieżki to luźno położone płyty kamienne, między którymi rośnie trawa.

— Mamy przygotowane miejsce do grillowania, miejsce na ognisko oraz mały plac zabaw dla dzieci z boiskiem do gry w badmintona czy siatkówkę — mówi Ewelina Drewniak.

Jej mąż dodaje, że goście często przyznają, iż na żywo obiekt wygląda lepiej niż na zdjęciach. — To dla nas bardzo duży komplement. Widzimy, jak ludzie przyjeżdżają do nas tylko po to, by zrobić sobie zdjęcia na tle Szuflandii. Wieści o nas rozchodzą się głównie pocztą pantoflową. Mamy mnóstwo stałych gości i gości z polecenia. To najlepsza reklama — mówi Artur Drewniak.

Pole inspiracji

Właściciele zapewniają, że starają się robić co w ich mocy, by odwiedzający wyjeżdżali zadowoleni. — Naszym gościem był kiedyś rosły mężczyzna, prawdziwy twardziel, który bał się spać na drugim piętrze, bo jak się zerwie sypialnia, to co wtedy? Zaoferowaliśmy mu niższy apartament zawieszony około półtora metra nad ziemią i dał radę. Największy ubaw miała jego żona, która nie znała go od tej strony.

To było fantastyczne małżeństwo. Kiedyś na naszym parkingu pojawił się dorodny jeleń. Goście dzwonili do nas wtedy z pytaniem, czy mogą trochę przedłużyć pobyt, bo się boją podejść do samochodu. Najzabawniejsze są jednak sytuacje, w których dzieci proszą rodziców, by zrobili im taką sypialnię w domu — żartują Ewelina i Artur Drewniak. W planach mają postawienie jeszcze jednego budynku, w którym jeden apartament będzie przeznaczony dla gości ze zwierzętami. Powstają też sauny zewnętrzne i letni basen.

— Marzy się nam, by goście po wyczerpujące jeździe na nartach — bo warto wspomnieć, że sąsiadujemy ze stokiem narciarskim — mogli się wygrzać w saunie i schłodzić w śniegu. Szuflandia jest miejscem raczej spokojnego wypoczynku, dlatego wszystkie planowane atrakcje mają zapewniać odpoczynek rodzinom i parom, które nas odwiedzają — sumują Ewelina i Artur Drewniak. &

© Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ANNA GOŁASA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Sypialnia z krainy czarów