System gwiazdorski

Adam Sofuł
opublikowano: 08-08-2007, 00:00

Najbardziej znane nazwiska w Hollywood nie przynoszą największych zysków — obwieszcza w najnowszym wydaniu magazyn „Forbes”. Łowcy Oscarów nie przynoszą wprawdzie strat, ale producentom dają zarobić — owszem, gwiazdy — ale nie te pierwszej wielkości. To logiczne, bo amerykańskim biznesem filmowym rządzą prawa rynku. Polską polityką zresztą też, tylko jakoś politycy nie chcą tego dostrzec.

Im częściej mowa o wyborach, tym konkretniejsze przymiarki do polowania na gwiazdy. Np. Platforma Obywatelska myśli o wciągnięciu na swoje listy wyborcze Macieja Żurawskiego. Nie wykazywał on dotąd temperamentu politycznego i jedynym pożytkiem z transferu z Celticu do PO mogłoby być dotkliwsze pognębienie w kolejnym meczu reprezentacji Sejmu zespołu TVN .

Partie nie potrafią wykorzystać swoich politycznych gwiazd — Jan Rokita jest w PO zaledwie statystą, Kazimierz Marcinkiewicz nie zmieścił się w PiS do obsady. Częściej partie popadają w inną skrajność — do głównych ról wyznaczają statystów. A przecież „Forbes” pisze wyraźnie: megagwiazdy są zbyt kosztowne, ale sukcesu nie przynoszą tzw. naturszczycy, tylko dobrzy, pracowici i rozpoznawalni aktorzy. No, ale Hollywood to profesjonalny biznes.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu