Szalone stokrotki płyną na eksport

Marta Biernacka
23-06-2004, 00:00

Andrzej Połchowski najpierw postawił na sprzedaż bezpośrednią, a potem na zagranicę.

Oryginalny produkt to tylko jeden z filarów sukcesu Andreas Pol-Plus. Tak naprawdę najważniejsza jest strategia sprzedaży, którą Andrzej Połchowski, prezes i właściciel firmy, opracował opierając się na doświadczeniach w handlu bezpośrednim.

Andrzej Połchowski przygodę z biznesem zaczął w latach 70.

— Nie było podręczników i szkół, jak obchodzić się z klientem. Sprzedaż bezpośrednia okazała się jednak kluczem do sukcesu wielu moich produktów — podkreśla.

Na trop zraszającego glebę kwiatka wpadł 5 lat temu.

— To była klapa, zalegał na półkach. Zadzwoniłem do producenta i zaoferowałem, że zajmę się dystrybucją i promocją — wspomina Andrzej Połchowski.

Sprzedaż ruszyła z miejsca. Pomogły doświadczenia w handlu.

— Kupiłem kabiny do demonstracji, w których na pokazach montowałem kwiatek, w miejscach gdzie zawsze było dużo gapiów — na nadmorskich deptakach, na festynach, stacjach benzynowych — wylicza Andrzej Połchowski.

Kwiatek zyskiwał na popularności, ale i konkurencja była spora. Dlatego przedsiębiorca podjął decyzję o wyjściu poza Polskę. Poszukał lokalnych, mniejszych dystrybutorów, aby łatwiej się z nimi dogadać.

Pierwsze były Niemcy, ze względu na bliskość. Dystrybutorzy odwiedzali kolejne miasta. Gdy i tu weszła konkurencja, firma ruszyła do Szwecji, potem Austrii, Szwajcarii, na kolejne rynki skandynawskie, a nawet Wyspy Kanaryjskie.

Na własną rękę

W 2002 r. Andreas zaczął własną produkcję. Narodziła się „szalona stokrotka”.

— Adaptowaliśmy halę, wynajęliśmy magazyny, kupiliśmy sprzęt. Z kieszeni zniknęło 200 tys. zł. Na 2004 r. przeznaczyłem kolejne 300 tys. zł na budowę magazynów, wydatki na środki trwałe i transport — mówi Andrzej Połchowski.

Uruchomienie produkcji dało nowe możliwości. W 2003 r. firma wzięła udział w ogrodniczych targach w Szwecji. Znalazła partnera — House & Gardner, w którym udziałowcem był Szwed polskiego pochodzenia. Współudziałowcy byli sceptyczni. Jednak szef Andreasa pojechał do Szwecji, a zainteresowanie zwiedzających kwiatkiem przekonało oponentów z House & Gardner.

— W tym roku wystawialiśmy się na prestiżowych targach Grüne Woche w Berlinie. Obdzwaniałem całą Polskę w poszukiwaniu instytucji, która pomogłaby w wyjeździe — mówi Andrzej Połchowski.

I tak trafił do poznańskiej Polskiej Izby Gospodarczej Importerów i Eksporterów.

— Okazała się bardzo pomocna. Starania się opłaciły, nawiązaliśmy współpracę z trzema nowymi dystrybutorami z Niemiec — mówi Andrzej Połchowski.

Niespodzianką było zaproszenie na wystawę branżową od jej organizatorów, obecnych w Berlinie.

— Barwna ekspozycja — „szalone stokrotki” przyciągnęły tłumy. Organizator lipskiej Florigii umożliwił nam bezpłatny udział — mówi Andrzej Połchowski.

Po tych targach miał propozycję sprzedaży produktu do sieci handlowych. Odmówił.

— Nie chcę, aby ktoś dyktował mi warunki. Wolę obracać się w gronie mniejszych firm, z którymi współpraca opiera się na kompromisie. I kto zadbałby o promocję w supermarkecie? — mówi Andrzej Połchowski.

Ruszajcie na Wschód

W marcu firma wyjechała do Mińska na Białoruś, na polską wystawę narodową, organizowaną przez Polexpo Exhibitions.

— Wyjazd to była dobra decyzja. Tam są pieniądze, a różne opowieści to strachy na Lachy. Nawiązałem kontakty z czterema dystrybutorami. Tam jeszcze nie dotarła zachodnia konkurencja — mówi Andrzej Połchowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Biernacka

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Szalone stokrotki płyną na eksport