Giełdowy Bytom postawił na krajową sprzedaż garniturów pod własną marką. I ta strategia przynosi już pozytywne efekty.
Zakłady Odzieżowe Bytom od kilku lat przynoszą straty. Jest jednak szansa, że za rok-dwa spółka odzyska rentowność.
— To może buńczuczna zapowiedź, ale całkiem realistyczna — zapewnia Tomasz Sarapata, prezes Bytomia.
Jego zdaniem, jest to efekt nowej strategii, która przynosi pozytywne efekty. Głównym elementem jest rezygnacja z eksportu.
— W kraju jest wielu chętnych na garnitury z Bytomia. A sprzedaż na lokalnym rynku pod własną marką jest bardziej opłacalna niż szycie dla zagranicznego klienta — wyjaśnia prezes.
Jeszcze w ubiegłym roku sprzedaż w kraju stanowiła ledwie 15 proc. produkcji Bytomia, Obecnie proporcje zaczynają się zmieniać. Docelowo ta liczba ma się zwiększyć do 25-35 proc.
To nie zmienia faktu, że eksport zapewne pozostanie głównym źródłem przychodów przedsiębiorstwa. W sumie Bytom produkuje średnio 200 tys. garniturów rocznie.
Najpoważniejszym kłopotem obecnego prezesa Bytomia jest w tej chwili spłata długów, jakie pozostały po latach funkcjonowania przy ujemnej marży zysku.
Na koniec półrocza zobowiązania firmy wynosiły 20,5 mln zł. Spółka realizuje już postanowienia układu z wierzycielami. Objął on zobowiązania na łączną kwotę 16 mln zł, które zostały zredukowane o 40 proc. Bytom ma już jednak całkiem nową propozycję dla wierzycieli.
— Proponujemy dalszą redukcję długów w zamian za ich wcześniejszą spłatę. Myślę, że w ten sposób można obciąć nasze zobowiązania o dalsze kilkanaście, albo nawet kilkadziesiąt procent —uważa Tomasz Sarapata.
Sęk jednak w tym, że sama formuła układu nakłada istotne ograniczenia w prowadzonych właśnie w tej sprawie negocjacjach z wierzycielami. Chodzi o to, że nikogo nie można wyróżniać, a zatem na zmiany warunków układu muszą się zgodzić wszyscy.
— Wcześniejsza spłata zredukowanych długów bardzo by spółce pomogła. Pozwoliłoby to Bytomowi wyjść w końcu na prostą — dodaje prezes spółki.