Szanse oparte na chciejstwie

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2013-03-28 00:00

Olimpiada w Polsce 2022?

Klasyk Jerzy Stuhr już wiele lat temu dowiódł, że śpiewać każdy może. Idąc za jego tezą — również każdy, kto zgromadzi wymagane dokumenty, może na przykład zgłosić do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) dowolnie abstrakcyjną kandydaturę do organizacji igrzysk, zarówno letnich, jak i zimowych.

Wczoraj w Popradzie premierzy Donald Tusk i Robert Fico określili jako „realne” szanse zimowych igrzysk 2022 z miastem olimpijskim Krakowem. Wspólne zgłoszenie polsko-słowackie oczywiście jest mądrzejsze niż osobna rywalizacja Zakopanego i Popradu o igrzyska 2006. Wtedy obie strony Tatr miały absolutnie zerowe szanse w rywalizacji z takimi potęgami, jak zwycięski Turyn czy pokonany szwajcarski Sion. Obecnie wspólne szanse potężnie rosną, aż do… 1-2 proc.

Jedynym argumentem za Krakowem i zjednoczonymi Tatrami, ale mającym charakter raczej ciekawostki, byłoby zorganizowanie pierwszej w historii zimowej olimpiady transgranicznej. Ale dla globalnej sitwy olimpijskiej znacznie ciekawszy jest inny równie prekursorski wątek — że w roku 2022 zimowe igrzyska pierwszy raz w dziejach przyjmie miasto, które organizowało już… letnie. Zetrą się prawdziwe potęgi — Bawaria nie może sobie darować ostatniej porażki w walce o rok 2018 z Koreańczykami i ponawia kandydaturę Monachium, a dumna Katalonia wystawia Barcelonę.

Wzajemnie sobie kadząc, obaj premierzy uznali, że słowacko-polski konflikt żywnościowy to pikuś. Ale nasza strona zupełnie pominęła pewien drobiazg. Otóż z oczywistych względów niewyobrażalna i dyskwalifikująca zgłoszenie jest sytuacja, by w dwóch częściach igrzysk obowiązywały… inne waluty. Tymczasem szanse na to, że w roku 2022 po południowej i północnej stronie Tatr będzie w obiegu euro, są tak samo małe jak szanse Krakowa za dwa lata na sesji MKOl.