Krzysztof Baczała: Szczegółowe rozwiązania reformy budzą sprzeciw
W starej anegdocie kołchozowy sekretarz prowadzący zebranie partyjne przedstawia jego porządek. Punkt pierwszy: budowa wychodka na tyłach magazynu, i punkt drugi: budowa komunizmu w Związku Radzieckim. Na pytanie o uwagi do przedłożonego planu wstaje jeden z towarzyszy mówiąc: „W związku z brakiem desek proponuję przejść od razu do punktu drugiego”.
Komentując dokonujący się na naszych oczach proces transformacji systemu ochrony zdrowia, którego częścią jest bliska mi dystrybucja leków, nie sposób nie wspomnieć o dokuczliwym i istotnym dla postępu reform „braku desek”. Jakkolwiek hasła, które legły u podstaw zmian, nie budzą sprzeciwu, to szczegółowe rozwiązania oraz sposób ich przeprowadzenia nierzadko wywołują zdumienie i trwogę. Osobiście uważam, że problemy z reformą służby zdrowia w dużej części wynikają z niedoskonałego sposobu jej przeprowadzenia. A jakie są jego główne grzechy?
Brak entuzjazmu u osób reformujących to grzech pierwszy. Wszyscy — niezależnie od organizacyjnej przynależności i zakresu kompetencji — mają zatroskane, ponure twarze, na których maluje się strach graniczący z przerażeniem, spowodowany prawdopodobnie zadaniami, jakie przed nimi postawiono. Nie trzeba być wielkim znawcą psychologii, by wiedzieć, że szanse na to, aby sukces stał się ich udziałem, są znikome.
Lider — przywódca potrzebny jest zawsze, a w okresach przełomowych szczególnie. Grzechem drugim jest to, że lidera nie ma. Kto potrafi wskazać osobę personifikującą zachodzące zmiany? Czy jest nią kolejny minister? Ciekawe, ile zostałoby z dorobku reform Balcerowicza, gdyby firmowane były przez kolejnych przedstawicieli aparatu?
Niechęć pacjentów wobec osiągnięć reformatorskich wydaje się usprawiedliwiona tysiącem drobnych i ważnych powodów, wśród których są między innymi: długi okres oczekiwania na przyjęcie przez lekarza specjalistę i zimna szpitalna zupa. Czym jednak wytłumaczyć niechęć wobec reformy samych pracowników służby zdrowia? A to jest grzech trzeci, gdyż służba zdrowia, mając bezpośredni kontakt z pacjentem, w znacznym stopniu kształtuje opinię na jej temat. To ona powinna być ambasadorem tej sprawy. Zdarza się jednak, że lekarz jest jej najbardziej zawziętym krytykiem. Rozmiary zjawiska znacznie wykraczają poza ramy obojętności — to jawny bunt. W sposób niedostateczny zadbano o promocję reformy wśród tych, którzy winni ją najlepiej rozumieć i popierać.
Upolitycznienie kas chorych jest grzechem czwartym i tak służy reformie, i jej medialnemu wizerunkowi, jak, nie przymierzając, obronności kraju służyłoby powierzenie pilnowania granic wojskom sąsiadów. Stanowiska w statutowych organach kas chorych miast być obsadzane przez starannie wyselekcjonowaną kadrę menedżerską, padają łupem partyjnych koterii.
Grzech piąty, szósty i siódmy to... (autor prosi czytelnika o uzupełnienie powyższego zdania w sposób zgodny z jego wiedzą na poruszany temat, jednak wyłącznie za pomocą słów powszechnie uznawanych za obyczajne, co ma stanowić dodatkową trudność). Aby zakończyć tekst optymistycznie, pragnę wyrazić radość z faktu, że reformatorzy, o których mowa, nie ustalali składu reprezentacji w skokach narciarskich, bo prawdopodobnie nie znalazłoby się w niej miejsca dla Zucha Adama. Zbyt wiele cech go dyskwalifikuje, powodując przy okazji, że nigdy nie będzie dobrym reformatorem. Przed skokiem układa sobie plan lotu. W powietrzu koryguje jego przebieg. I najgorsze — ta bezwstydna chęć odniesienia zwycięstwa. Coś okropnego! Fe!
Krzysztof Baczała
jest dyrektorem handlowym spółki Torfarm, prezesem Organizacji Polskich Dystrybutorów Farmaceutycznych