Bernarda Madoffa, twórcę największej piramidy finansowej świata, skazano na 150 lat więzienia w czerwcu 2009 r., zaledwie pół roku po tym, jak wyszło na jaw, że w kasie jego funduszu brakuje 50 mld USD. Założyciele Interbroka, największej polskiej piramidy finansowej, na prawomocny wyrok czekali pięć lat od wybuchu afery. I choć wyroki usłyszeli w kwietniu 2012 r., jeden z nich nie poniósł kary do dziś. Najpoważniejsi kandydaci na „polskich Madoffów” zostali skazani na kary więzienia bez zawieszenia: Andrzej Księżny (wiceminister łączności w rządzie SLD) i Maciej Sikorski dostali po 3 lata i 100 tys. zł grzywny, a Emil Dróżdż — 7,5 roku więzienia i 300 tys. zł grzywny. Potraktowano go surowiej, bo oprócz wyrządzenia szkody klientom Interbroka na prawie 260 mln zł i działania bez wymaganej prawem licencji KNF sąd udowodnił mu też poświadczanie nieprawdy w wystawianych klientom deklaracjach PIT i podrabianie gwarancji bankowych, wystawianych przez BRE Bank.
Sąd szuka skazanego
Andrzej Księżny w areszcie karnym stawił się najszybciej: w lipcu 2012 r. Maciej Sikorski próbował odroczyć odbycie kary, ale sądy dwóch instancji się na to nie zgodziły i za kratki trafił ostatecznie 7 lutego 2013 r. A Emil Dróżdż? Wciąż cieszy się wolnością. Kilka dni temu warszawski sąd okręgowy przesłał do komendy powiatowej policji w Starachowicach nakaz doprowadzenia go do aresztu śledczego na warszawskim Mokotowie. Wcześniej trzykrotnie — we wrześniu i w grudniu 2012 r. oraz w lutym 2013 r. — takie samo pismo wysyłał do komendy policji w Piasecznie, na której terenie Dróżdż miał mieszkać. Ta jednak odpowiedziała, że go tam nie ma i może warto poszukać w Starachowicach, gdzie jest zameldowany.
Pewności, że rzeczywiście tam jest, jednak nie ma. Równie dobrze może być za granicą. Sąd najwyraźniej nie ma pojęcia o miejscu jego pobytu, bo równocześnie z nakazem do starachowickiej policji wysłał pismo do Centralnego Zarządu Służby Więziennej — z prośbą o podanie informacji, czy Dróżdż nie znajduje się przypadkiem, w związku z jakąś inną sprawą, w którymś z zakładów karnych.
Utracone miliony
Te informacje z pewnością irytują ponad 600 poszkodowanych klientów Interbroka, wśród których, jak ujawniliśmy w „PB”, aż roi się od ludzi polityki, kultury i wielkiego biznesu, w tym akcjonariuszy i menedżerów firm giełdowych (patrz ramka). Z utraconych około 260 mln zł odzyskali bardzo małą część. Właściciele firmy inwestującej na rynku forex wyczyścili bowiem jej kasę niemal do zera. Niewiele zmieniło też ogłoszenie upadłości Andrzeja Księżnego i Emila Drożdża, co było możliwe, bo Interbrok był spółką jawną (Macieja Sikorskiego to nie dotyczyło, bo wystąpił wcześniej ze spółki). Z licytacji majątków firmy i jej dwóch wspólników syndyk uzyskał jedynie około 12 mln zł (choć tylko w latach 2003-06 Dróżdż, Księżny i Sikorski wypłacili sobie ponad 40 mln zł dywidendy).
Paradoksalnie, znacznie większy zastrzyk finansowy inwestujący w Interbroka dostali z budżetu państwa. Przez lata klienci płacili bowiem podatki od zysków, których tak naprawdę nie było i które fiskus ostatecznie musiał im zwrócić. Z informacji „PB” wynika, że w ten sposób do poszkodowanych w aferze trafiło ponad 50 mln zł. Na więcej nie mają co liczyć.
Co prawda, sąd nakazał wspólnikom Interbroka naprawienie wyrządzonych szkód, ale dwaj są oficjalnie bankrutami, a trzeci nie dysponuje już żadnym majątkiem.
260 mln zł Taką kwotę utopiło w Interbroku ponad 600 poszkodowanych klientów.
Wśród pechowców byli m.in.: satyryk Tadeusz Drozda (760 tys. zł), założyciele i byli szefowie giełdowego Bomi: Piotr Dziabas, Stanisław Okonek, Marian Pełka i Mirosław Tkaczyk (łącznie 9,3 mln zł), Dariusz Gardener, były akcjonariusz spółki Dr Witt (1,9 mln zł), Kalina Janicka, prezes Clear Chanel Poland (2,23 mln zł), Elżbieta i Wojciech Szymańscy, właściciele firmy mięsnej Lukullus (7,2 mln zł), Andrzej Macenowicz, były wiceprezes PKN Orlen (1 mln zł), Sławomir Masiak, były szef Boryszewa i Impexmetalu (274 tys. zł), Tadeusz Steckiewicz, Barbara Sissons i Leszek Kula, członkowie władz Mennicy Polskiej (ponad 2,2 mln zł), Jan Smulski, były szef Compaq Computer Poland (1,8 mln zł), i Marek Ungier, szef gabinetu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego (1 mln zł).