Na sobotniej konwencji głos zabrali m.in. lider PSL Janusz Piechociński i szef Rady Naczelnej tej partii Jarosław Kalinowski. Ludowcy zaprezentowali też spot i hasło wyborcze: „Samorząd. Tu zaczyna się Polska".

"Dzisiaj pół Europy pyta: kim jest ten Piechociński, którym straszyła Ewa Kopacz; że nie może się zgodzić na to i na to, bo nie tylko polski, ale i europejski przemysł stanie okoniem. Stąd z całą satysfakcją mówię: dopilnowaliśmy kolejny raz polskich spraw, także w pakiecie klimatyczno-energetycznym" - relacjonuje słowa Janusza Piechocińskiego portal gazeta.pl, który podkreśla, że wicepremier odniósł się w tych słowach do szczytu klimatycznego w Brukseli.
"Naszym przeciwnikiem, nie tylko w wyborach, ale na co dzień, jest niepewność, brak solidarności, brak pracy, brak perspektyw, często zaciekłość ludzkich sumień i serc - mówił Janusz Piechociński w wystąpieniu rozpoczynającym konwencję. - Dlatego w imieniu sprawdzonych w samorządowej robocie ludzi PSL, mówimy: nie czas dzisiaj na swary i kłótnie, czas na wspólną pracę".
Dodał, że w wyborach samorządowych nie startują czołowi politycy ugrupowań partyjnych. "Tam na dole w tych wyborach nie startują: Kopacz, Kaczyński, Miller czy Piechociński. Startują konkretni działacze, konkretni ludzie, często bez legitymacji partyjnych, ale z jedną wielką sympatią dla pozytywistycznej polskiej pracy, tak nam potrzebnej" - podkreślił szef PSL.
Przed budynkiem, w którym odbywała się konwencja PSL, młodzi działacze SLD zorganizowali happening nawiązujący do wypowiedzi Sawickiego i rozdawali ulotki z wizerunkiem ministra rolnictwa oraz cytatem: "szanuję biznesmenów, nie frajerów".
Piechociński nawiązał w przemówieniu do aktywności Sojuszu w zabieganiu o wiejski elektorat. „Nie ulegnijcie krzykowi, jazgotowi tych, którzy potrafią się budzić tylko na wybory” - mówił szef PSL.
Przekonywał, że są oni na polskiej, wsi „tylko wtedy, gdy chcą wyłudzić głosy”. „Kiedyś chcieli kolektywizować wieś, a dziś chcą tę wieś pouczać, jak żyć” - dodał.
Do akcji Sojuszu, planującego rozdawać w całym kraju ulotki z wizerunkiem Sawickiego, odniósł się też w swoim przemówieniu Jarosław Kalinowski, który podkreślił, że rolnicy „potrafią rozpoznać fałszywych przyjaciół wsi”. „Panie przewodniczący Miller, rolnicy potrafią odróżnić ziarno od plew. Na darmo te umizgi i ta wielka akcja” - mówił Kalinowski podczas konwencji wyborczej PSL.
Nawiązał też to okresu, gdy był wicepremierem w rządzie Leszka Millera, który na szczycie UE w Kopenhadze negocjował warunki przyjęcia Polski do Unii. „Warto przypomnieć, że dwa tygodnie przed szczytem w Kopenhadze premier Miller już w zasadzie podjął decyzję na Radzie Ministrów, że Polska poddaje rolnictwo” - mówił polityk PSL.
Kalinowski stanął też w obronie ministra rolnictwa Marka Sawickiego w związku z jego niedawną wypowiedzią, w której w odniesieniu do rolników użył on określenia "frajerzy". „Powiedział niewłaściwe słowo i przeprosił za to” - zaznaczył. Dodał, że słowa Sawickiego nie były skierowane przeciwko rolnikom, tylko - jak mówił - „nieuczciwym przedsiębiorcom, którzy wykorzystując efekty embarga rosyjskiego, próbują żerować na nieszczęściu rolników".
W niedawnym wywiadzie dla portalu mPolska24.pl Sawicki pytany, co z rolnikami, którzy za 12 groszy za kilogram w skupie muszą sprzedawać jabłka przemysłowe odparł: "Są frajerami. Ja szanuję biznesmenów, a nie frajerów. Jeśli zaproponowaliśmy już w połowie sierpnia instrument wycofania z rynku, w którym za jabłka proponujemy 27 groszy, a frajerzy wiozą jabłka na przetwórstwo po 12-14 groszy ich wybór. Wolny kraj, demokracja".
W późniejszej rozmowie z PAP Sawicki zapewnił, że nie chciał obrazić rolników, a jedynie zwrócić ich uwagę, że sprzedają jabłka ze bezcen. Ocenił, że z perspektywy kilku dni uważa, że niepotrzebnie w udzielonym wywiadzie użył słowa "frajerzy".