Szef rządu nad głową państwa

opublikowano: 16-04-2018, 22:00

Nie wolno dopuścić do niszczenia 100. rocznicy odzyskania niepodległości organizowaniem referendum w niedzielę 11 listopada 2018 r.

Prawie rok temu, podczas obchodów 226. rocznicy Konstytucji 3 Maja, krótko po 20. rocznicy uchwalenia obecnej Konstytucji RP prezydent ogłosił ideę zorganizowania w 2018 r. referendum w sprawie nowej konstytucji. Nawet polityków PiS zaskoczyło nie tyle poruszenie problemu, ile pomysł referendum. Była to osobista inicjatywa Andrzeja Dudy, nieuzgodniona z jego mentorem Jarosławem Kaczyńskim. Wtedy trudno było uwierzyć w podjęcie przez PiS-owskiego prezydenta aż tak odważnej próby odpępnienia się. Później jednak przyszedł lipiec i szokujące ekipę tzw. dobrej zmiany weta do ustaw sądowych.

Protokolarnie numerem jeden jest prezydent,
ale realnie większe są kompetencje premiera.
Zobacz więcej

Protokolarnie numerem jeden jest prezydent, ale realnie większe są kompetencje premiera. Fot. Michał Dyjuk - Forum

Projekt referendum konstytucyjnego posuwa się ścieżką zdumiewającą. Zachowuje cechy prywatnej inicjatywy Andrzeja Dudy, abstrakcyjnie zawieszonej ponad realiami. Prezes po wetach nigdy, mimo późniejszego porozumienia, nie darował krnąbrnemu wychowankowi niesubordynacji i w ramach sankcji nakazał partii odcięcie się od referendum. Tylko w jednej sprawie panuje zgoda, lecz PiS z… całą opozycją i generalnie Polakami — że nie wolno dopuścić do niszczenia 100. rocznicy odzyskania niepodległości organizowaniem kontrowersyjnego referendum w niedzielę 11 listopada 2018 r. Mijają miesiące, ale Andrzej Duda wciąż brnie w swój terminowy absurd, na który przecież Senat (akceptujący pytania oraz datę) nigdy się nie zgodzi. Notabene jesienny kalendarz już zajęły wybory samorządowe, jeden z możliwych wariantów przewiduje głosowanie 4 listopada, z drugą turą 18 listopada.

Za najnowsze weto, degradacyjne, PiS wczoraj ukarało niewdzięcznika również merytorycznie. W obecności całej partyjno-rządowej wierchuszki, ale bez jakiegokolwiek wpływu ośrodka prezydenckiego podsumowano wyniki tzw. ankiety konstytucyjnej. Jarosław Kaczyński rozesłał ją do kilku okołopartyjnych prawników, zanim jeszcze prezydent obudził się z referendum. Ankieta dotyczyła czterech wątków: zasady konstytucji, statusu jednostki, systemu rządów oraz sądów. Najważniejszym konkretem, zwłaszcza w kontekście pęknięcia w obozie tzw. dobrej zmiany, jest wniosek o wyższości ustroju kanclerskiego, sprowadzający prezydenta do roli dekoracyjnej. Czyli wypisz, wymaluj — Węgry, chociaż także Niemcy. Nasz ustrój parlamentarno-gabinetowy z domieszką prezydencką i tak umocowuje szefa rządu, ale w niektórych sytuacjach wchodzi aktywnie do gry głowa państwa. Jarosław Kaczyński ma zwyczaj wyrzucać swoich premierów w dowolnej chwili, dotknęło to Kazimierza Marcinkiewicza i Beaty Szydło. Prezesowscy prezydenci znajdowali/znajdują się natomiast poza zasięgiem — jaskrawym przykładem był Lech Wałęsa, obecnie zaś epizodycznie bywa Andrzej Duda. Ciekawe, że za kadencji Lecha Kaczyńskiego obaj bliźniacy opowiadali się za silnym ustrojem prezydenckim…

W sumie najbardziej optymistyczna pozostaje okoliczność, że Konstytucja RP na razie nie jest do ruszenia. Marzeniem prezesa PiS jest dorównanie Viktorowi Orbánowi i zdobycie w 2019 r. sejmowej większości 2/3. Taki wynik PiS wcale nie byłby jednak wieścią radosną dla Andrzeja Dudy, abstrahując od jego starań o reelekcję w 2020 r. Przecież konstytucja forsowana przez PiS standardową ścieżką parlamentarną wcale nie musiałaby uwzględniać wyniku referendum z 2018 r., ba, nawet… treści pytań.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Szef rządu nad głową państwa