Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), nie zrealizowała wytycznych Rady Ministrów i z uporem forsuje zwiększenie swoich uprawnień w sposób urągający zasadom państwa prawa. Wskazują na to opinie nadesłane do jej projektu przepisów nakładających na szefów firm kary finansowe do 0,5 mln EUR (ponad 2 mln zł) za udział w kartelach. Zaproponowane przez urząd regulacje bulwersują nie tylko organizacje biznesowe. Spotkały się także z ostrą reprymendą ze strony Rządowego Centrum Legislacji (RCL). Kardynalne błędy wytknął również Stanisław Dąbrowski, pierwszy prezes Sądu Najwyższego (SN). Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel odmówiła „PB” komentarza do tych niezwykle ciężkich zarzutów.

Totalny bubel
UOKiK od wielu miesięcy pracuje nad obszerną nowelizacją ustawy antymonopolowej. Jedną z głównych propozycji jest wprowadzenie kar dla menedżerów za udział w niedozwolonych porozumieniach (kartele). Zdaniem szefowej urzędu, tylko wysokie sankcje finansowe skutecznie odstraszą od nielegalnych praktyk. W 2012 r. projekt założeń wywołał silne protesty ze strony biznesu. Dostało mu się wówczas także od RCL i Rady Legislacyjnej przy premierze. Eksperci uznali, że projekt założeń łamie podstawowe normy konstytucji. Mimo tych wad 20 listopada 2012 r. Rada Ministrów przyjęła projekt założeń. Postawiła jednak warunki: przepisy mają respektować prawo menedżerów do obrony i być w pełni zgodne z konstytucją. Szefowa UOKiK ich nie spełniła. Piotr Gryska, wiceprezes RCL, podkreśla, że zgodnie z przyjętymi przez Radę Ministrów założeniami wprowadzenie kar finansowych dla menedżerów za udział w kartelach ukierunkowuje odpowiedzialność w stronę prawa karnego i może nastąpić pod warunkiem zagwarantowania prawa do obrony. — Przedłożony projekt nie zapewnia go stronom postępowania przed prezesem UOKiK — twierdzi Piotr Gryska. Zwraca uwagę, że kary dla menedżerów miały pojawiać się dopiero po ukaraniu firmy. Ale jest inaczej. — Projekt przyjmuje koncepcję orzekania o odpowiedzialności przedsiębiorców i osób zarządzających w jednej decyzji administracyjnej, która nie zapewnia w pełni respektowania zasady następczości obu kategorii odpowiedzialności, komplikując przy tym sytuację procesową stron. Projekt nie zapewnia też mechanizmu wzruszania z urzędu decyzji prezesa UOKiK, gdy wzruszona zostanie decyzja względem przedsiębiorcy — zauważa wiceprezes RCL. Projekt zakłada też, że za brak współpracy z urzędem, nieprzedstawianie dokumentów i żądanych informacji menedżer ma być ukarany do 50-krotności przeciętnego wynagrodzenia (175 tys. zł). — Obowiązek dostarczania informacji będzie prowadzić wprost do ograniczenia prawa do obrony. Nieprzedstawienie informacji będzie zagrożone sankcją za odmowę dostarczania dowodów przeciwko sobie. Tak ukształtowana regulacja przeczy zasadzie „Nikogo nie można zmusić do oskarżenia siebie samego”, stanowiącej fundament prawa do obrony. Wprowadzenie tej regulacji będzie wiązać się z ryzykiem uznania jej za niezgodną z Konstytucją RP — uważa Piotr Gryska. W jego ocenie, konstytucję łamie też zapis, że kary miałyby być nakładane za czyny popełnione przed wejściem ustawy w życie. — Oznacza to de facto działanie ustawy z mocą wsteczną, co jest niezgodne z art. 2. Konstytucji RP — zaznacza wiceprezes RCL. Prezes UOKiK od początku uspokajała, że przy wymierzaniu kary będzie brała pod uwagę sytuację materialną obwinionych menedżerów. Wiceprezes RCL w swojej opinii wytyka, że projekt nie wyposaża prezesa UOKiK w środki prawne do tego służące, i konstatuje, że określenie maksymalnej kary w euro jest niespotykane na gruncie polskiego prawa.
Drugie dno
Równie krytyczny jest Stanisław Dąbrowski, pierwszy prezes SN. Jego zdaniem, projekt służy wzmocnieniu uprawnień UOKiK i pomija gwarancje praw przedsiębiorców. — Prezes UOKiK może uruchomić całą machinę propagandową przed wydaniem decyzji, w której przesądzi o naruszaniu przez przedsiębiorcę ustawowych zakazów — zauważa Stanisław Dąbrowski. W jego ocenie, krąg osób mogących podlegać karze jest zbyt szeroki i może obejmować nie tylko kadrę zarządzającą, ale też personel decyzyjny średniego i niższego szczebla. Wytyka projektowi zmuszanie menedżerów do dostarczania dowodów przeciwko sobie oraz brak korelacji wysokości kary z wynagrodzeniem karanych. — Taka konstrukcja górnej granicy kary budzi poważne wątpliwości co do zgodności z zasadą proporcjonalności — uważa prezes SN. Jego zdaniem, „proponowane w projekcie rozwiązania służą jedynie temu, by osoby zarządzające były skłonne dostarczać prezesowi UOKiK dowody obciążające własnego pracodawcę lub innych przedsiębiorców”.
Za co kary dla menedżerów
ustalanie cen lub innych warunków zakupu lub sprzedaży towarów
ograniczanie lub kontrolowanie produkcji, zbytu, inwestycji, postępu technicznego
podział rynków zbytu lub zakupu
stosowanie w podobnych umowach z osobami trzecimi uciążliwych lub niejednolitych warunków umów
ograniczanie dostępu do rynku lub eliminowanie z rynku przedsiębiorców nieobjętych porozumieniem
uzależnienie zawarcia umowy od przyjęcia lub spełnienia przez drugą stronę innego świadczenia, niemającego związku z przedmiotem umowy
Źródło: ustawa
400 mln zł Tyle wyniosły kary nałożone przez UOKiK na przedsiębiorców w 2011 r.
Przedsiębiorcy jednogłośnie krytykują „dzieło” szefowej UOKiK i apelują do rządu o jego odrzucenie
Na projekcie kar finansowych dla menedżerów, autorstwa Małgorzaty Krasnodębskiej- -Tomkiel, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), przedsiębiorcy nie zostawiają suchej nitki. Popierają walkę z nielegalnymi porozumieniami, ale nie w zaproponowany przez UOKiK sposób, łamiący najważniejsze zasady państwa prawa.
Litania zarzutów
Zdaniem Zbigniewa Jakubasa, znanego biznesmena, UOKiK chce pełni władzy. — Urząd nie może być jednocześnie prokuratorem, sędzią i katem. Skupienie w jednym ręku tak dużych uprawnień jest niedopuszczalne. Wydaje mi się, że mamy tu do czynienia z nadgorliwością prezes UOKiK w przyznawaniu sobie coraz większej władzy — mówi Zbigniew Jakubas.
— Projekt budzi poważne zaniepokojenie przedsiębiorców. Wiele jego propozycji może niekorzystnie wpływać na działalność gospodarczą oraz interesy konsumentów. Wbrew twierdzeniom prezesa UOKiK, proponowane zmiany nie prowadzą do wzmocnienia praw przedsiębiorców. Nie są też konieczne prezes UOKiK do prawidłowego wykonywania obowiązków. Obowiązujące przepisy umożliwiają jej skuteczne działania. Największy niepokój budzi wprowadzenie odpowiedzialności karnej osób zarządzających — uważa Wacław Iszkowski, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji (PIIiT).
Jego zdaniem, projekt narusza szereg zasad prawa karnego, a w szczególności prawa do obrony oraz powodować będzie zbiorową odpowiedzialność członków zarządów, niezależnie od wewnętrznego podziału kompetencji.
Sensu wprowadzenia kar finansowych dla szefów firm nie widzi Zbigniew
Niemczycki, prezes Polskiej Rady Biznesu.
— Już obecne regulacje prawne zapewniają UOKiK możliwość skutecznego ścigania nielegalnych praktyk rynkowych. Kto łamie przepisy, może więc być pociągnięty do odpowiedzialności przez właściwe organy i nie ma konieczności tworzenia dodatkowych uprawnień dla urzędu antymonopolowego — mówi Zbigniew Niemczycki.
— Menedżerowie winni łamania prawa powinni być pociągani do odpowiedzialności, ale według cywilizowanych zasad państwa prawa. UOKiK już ma narzędzia do działania. Przyznawanie mu dodatkowych uprawnień nie jest właściwe. A czy prezes tego urzędu odpowiada za swoje błędne decyzje? — mówi Jacek Socha, przez 10 lat przewodniczący Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, obecnie partner w PwC.
Paraliż decyzyjny
Pomysł prezes Krasnodębskiej- Tomkiel może sparaliżować obrót gospodarczy.
— Tak wysokie kary nakładane na menedżerów, z pominięciem zasad procedury karnej, mogą doprowadzić do ich paraliżu decyzyjnego. Obawiając się wysokich kar, mogą rezygnować z podejmowania jakichkolwiek decyzji, gdy nie sposób stwierdzić, czy dana decyzja nie zostanie w przyszłości podważona przez prezesa UOKiK — zauważa Henryka Bochniarz, prezydent PKPP Lewiatan.
— Osoby zarządzające mogą być karane za naruszenia, na które nie miały wpływu i którym w żaden sposób nie mogły zapobiec, a nawet o nich nie wiedziały — uważa Maria Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. Prezes UOKiK samodzielnie ścigałby menedżerów, ustalał ich winę i nakładał kary.
— Nie wyobrażam sobie szafowania tak surowych kar bez procesu sądowego. UOKiK stałby się jakimś superurzędem stojącym ponad prawem — mówi Mariusz Grendowicz, były prezes BRE Banku.