Sektor winiarski jest silnie uzależniony od globalnych łańcuchów dostaw. Choć najwięcej wina trafia do Polski z krajów Europy Południowej, ważnymi dostawcami są także bardziej oddalone rynki: Ameryka Południowa, Afryka i Australia. Każdy większy wstrząs w światowej logistyce szybko odbija się na kosztach importu.
Logistyka pod presją
Globalna logistyka napojów alkoholowych zaczyna odczuwać skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie. Hillebrand Gori Poland – polski oddział operatora specjalizującego się w transporcie alkoholi – od kilkunastu dni działa w stanie podwyższonej gotowości.
– Perturbacje wojenne w Zatoce Perskiej wpływają na globalną logistykę w sposób bezprecedensowy – przyznaje Olga Kołakowska, szefowa polskiego oddziału Hillebrand Gori Poland.
Menedżerka podkreśla, że największym problemem jest sytuacja w Cieśninie Ormuz. Przez ten korytarz przechodzi około 20 proc. światowego handlu ropą, dlatego każde zakłócenie natychmiast odbija się na kosztach transportu.
– Gwałtowna zmienność cen paliw przekłada się na transport morski, lotniczy i drogowy. Statki kierowane są wokół Afryki, część połączeń lotniczych została ograniczona, a drożejące paliwo podnosi stawki przewoźników na całym świecie – tłumaczy Olga Kołakowska.
Omijanie Cieśniny Ormuz wydłuża trasy nawet o trzy tygodnie, co prowadzi do przeciążenia portów, niedoborów kontenerów i dalszego wzrostu kosztów. Dla branży winiarskiej ma to szczególne znaczenie. Wino jest wrażliwe na temperaturę i sezonowość sprzedaży, dlatego opóźnienia w dostawach mogą być bardziej dotkliwe niż w wielu innych sektorach.
Firmy szykują się na turbulencje
Producenci i importerzy wina obserwują sytuację z rosnącym niepokojem.
– Obecnie konflikt na Bliskim Wschodzie nie ma jeszcze bezpośredniego przełożenia na ceny alkoholu na półkach. To jednak tykająca bomba logistyczna – mówi Krzysztof Apostolidis, prezes Partner Center.
Jeśli zaburzenia w transporcie morskim się przedłużą, wzrosną koszty wielu komponentów – od opakowań po surowce i energię.
– Cena gazu, kluczowa dla produkcji szkła, jest bardzo wrażliwa na zawirowania geopolityczne. W efekcie drożeć mogą również butelki i inne elementy opakowań – wyjaśnia Krzysztof Apostolidis.
Bliski Wschód miesza w kieliszkach
Podobne ryzyka dostrzega Grzegorz Bartol, wiceprezes Barteksu, który eksportuje swoje produkty do około 20 krajów i importuje wina z 25 rynków.
– Największym zagrożeniem jest dziś niestabilność międzynarodowych łańcuchów dostaw oraz rosnące koszty frachtu morskiego i drogowego – uważa Grzegorz Bartol.
Firmy próbują ograniczać ryzyko poprzez dywersyfikację dostawców, budowanie większych zapasów i bardziej elastyczne planowanie transportu. To może jednak nie wystarczyć, by utrzymać ceny na niezmienionym poziomie.
– Jeżeli konflikt się przedłuży, ceny wina pójdą w górę. Szczególnie tego importowanego z Australii czy Nowej Zelandii – mówi wiceprezes Barteksu.
Ceny wina pod znakiem zapytania
Na razie firmy starają się przede wszystkim utrzymać stabilność dostaw.
– Bezpośredni wpływ konfliktu na działalność naszej firmy jest obecnie ograniczony. Jeśli jednak sytuacja przerodzi się w długotrwałą eskalację, wszyscy odczujemy jej skutki – potwierdza Joanna Dolęga-Semczuk, członkini zarządu oraz dyrektor ds. handlu i marketingu Henkell Freixenet Polska.
Zwraca uwagę, że w lepszej sytuacji są te firmy, które postawiły na kontrakty długoterminowe pozwalające ograniczyć wpływ krótkoterminowych wahań na rynku energii i transportu.
