Stare powiedzenie inwestorów radzi, by kupować akcje, kiedy leje się krew, a sprzedawać przy dźwięku fanfar. Gdyby przełożyć je na dzisiejszą sytuację, pierwsza jego część brzmiałaby zapewne: „kupuj, gdy Grecy stają w kolejkach do bankomatów”. O tym, że nadchodzące z Grecji niepokojące wiadomości mogą wyznaczać dno rynkowe, świadczy wygląd wykresu indeksu małych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie.
Od majowego szczytu indeks sWIG80 stracił 10,6 proc. Na dnie poniedziałkowej paniki wskaźnik osiągnął dolne ograniczenie opisującego jego wykres kanału długoterminowego. To kluczowe wsparcie, leżące obecnie na wysokości 12 560 punktów (czyli 2,0 proc. powyżej notowań na wtorkowym zamknięciu), zatrzymało każdą bessę i korektę w ciągu ostatnich 10 lat. Wiele wskazuje, że wytrzyma i tym razem, a to argument, by rozpocząć zakupy akcji na szerokim rynku.
Jeżeli wsparcie nie zostanie przełamane, proces ubijania dna zakończy się jeszcze przed końcem wakacji i poprzedzi jedną lub więcej fal hossy, które wypchną wskaźnik sWIG80 w okolice górnego ograniczenia kanału długoterminowego. Obecnie leży ono na wysokości 17 620 punktów, czyli o 37 proc. powyżej obecnych notowań. Przy założeniu, że dotarcie indeksu do górnego ograniczenia zajmie około półtora roku, można spodziewać się 62-procentowego potencjału zwyżek notowań małych spółek. Opór będzie znajdował się wówczas na wysokości 20 880 punktów, zaledwie 4 proc. poniżej historycznego szczytu z 2007 r.
Długoterminowa formacja kanału wzrostowego, widoczna na wykresie indeksu sWIG80. Źródło: pb.pl, Bloomberg.
