Szklany sufit w krzemowym świecie

opublikowano: 07-03-2017, 22:00

Kobiety są dobre w przedmiotach ścisłych i umieją programować. Skąd więc siła mitu, że nie nadają się do IT? I co na tym tracą firmy?

W Polsce brakuje około 50 tys. specjalistów IT, w USA — 10 razy więcej. A w Unii Europejskiej do 2020 r. liczba wakatów sięgnie miliona. Gdzie szukać rezerw? 8 marca odpowiedź nasuwa się sama: wśród ambitnych, świetnie wykształconych i otwartych na nowe umiejętności i wiedzę kobiet. Tymczasem przedsiębiorstwa teleinformatyczne zdominowali mężczyźni. Na domiar złego utarło się przekonanie, że kobiety powinny trzymać się od takich firm z daleka. Doskonale oddaje to mało wyszukany dowcip, przytoczony przez kulturoznawcę Piotra Grotowskiego w artykule „Dlaczego śmiejemy się z informatyków?”: „Kobieta informatyk jest jak świnka morska. Ani świnka, ani morska”.

Wyłom w kulturowym tabu

Kinga Piecuch, prezes SAP Polska, sprzeciwia się dzieleniu branż na kobiece i męskie. Powołując się na swoje doświadczenia, ale też życiorysy wielu jej koleżanek z branży informatycznej, stwierdza, że rynek nowych technologii stwarza reprezentantkom jej płci ogromne możliwości rozwoju. Statystyki zatrudnienia wydają się temu przeczyć — dodaje — ale wynika to głównie ze znikomej promocji IT wśród młodych kobiet. W rezultacie wiele z nich nie traktuje przedstawicieli tzw. gospodarki cyfrowej w kategoriach potencjalnych pracodawców.

— Panie są słabo reprezentowane na stanowiskach deweloperów, programistów oraz związanych ze wsparciem i tworzeniem produktów. Ale my, zarządzający spółkami technologicznymi, możemy dać szansę kobietom, które dopiero wybierają kierunek kariery zawodowej. Dlatego jestem wielką zwolenniczką studenckich programów stażowych — mówi Kinga Piecuch.

Bez wsparcia środowiska trudno odnieść sukces — to natomiast pogląd Edyty Gałaszewskiej-Bogusz, dyrektor Accenture Operations w Polsce. Jej zdaniem, kobiety często lekceważą szanse, które na pierwszy rzut oka wydają się je przerastać. Mówi, że największe wyzwania wynikają z naszych własnych obaw i wysokich oczekiwań wobec siebie. To następstwo stereotypów, według których mężczyźni dużo lepiej nadają się do pewnych rzeczy — polityki, finansów czy przedmiotów ścisłych. Wystarczy jednak, że panie poszerzą lub zdobędą nowe kompetencje, a uda się im zrobić wyłom

w kulturowym tabu. Kobiecy pęd do nauki i głód wiedzy pozwalają menedżerce wierzyć, że wcześniej czy później zniknie dyskryminacja z powodu płci i głównym kryterium przy rekrutacji i awansach będą kwalifikacje zawodowe.

— Jest wiele sposobów na zmniejszenie różnic w traktowaniu kobiet i mężczyzn w pracy, jednak szczególnego znaczenia nabierają umiejętności wykorzystania technologii cyfrowych. Choć równouprawnienie płci nie nastąpi z dnia na dzień, inwestycje w kompetencje informatyczne przełożą się na większy dostęp do stanowisk specjalistycznych i menedżerskich. Dotyczy to także firm nietechnologicznych — uważa Edyta Gałaszewska-Bogusz.

Równość to nie urawniłowka

O podjęciu pracy w IT nierzadko decyduje przypadek. Tak było z Katarzyną Kręcisz, deweloperem oprogramowania we wrocławskim biurze Luxoft Poland. Studiowała biotechnologię, ale gdy znajomy z agencji digitalowej zapytał ją, czy chce jej pomagać, nie zastanawiała się długo. Kilka lat później, już jako menedżerka, wraz z koleżanką postawiła wszystko na jedną kartę — dostała się na program dla początkujących programistów w Luxofcie, po którym została stałym członkiem zespołu.

— Budujące jest to, że większości facetów z IT nie bawią żarty o informatyczkach, będące reliktem mijającej epoki. Ze strony kolegów spotykałam się tylko ze zrozumieniemi wsparciem. Kiedy zdecydowałam się pójść na informatykę, znajomi programiści podpowiadali mi, co robić dalej, by rozwijać się w zawodzie. Inne dziewczyny w branży też nie mają kompleksów — wskazuje Katarzyna Kręcisz.

Co firma traci, nie zatrudniając kobiet na odpowiedzialnych stanowiskach?

— To pytanie jest porównywalne do tego, co Ameryka traci, nie przyjmując imigrantów. Wszyscy amerykańscy nobliści 2006 r. to imigranci. Jak pokazują badania, uniwersytety, które mają największą liczbę imigrantów, mają też na swoim koncie największą liczbę odkryć naukowych, nagród i patentów innowacyjnych. Dlaczego? Bo nic tak nie sprzyja rozwojowi jak różnorodność — odpowiada Julia Izmałkowa, psycholog, założycielka i szefowa agencji badawczej Izmałkowa. Poprawność polityczna każe postawić znak równości między równouprawnieniem a identycznością. Tymczasem — zdaniem Julii Izmałkowej — właśnie to, co różni specjalistki od specjalistów i menedżerki od menedżerów, napędza biznes. Gdzie pielęgnuje się różnice, odmienności, a nawet kontrasty, tam powstają najlepsze pomysły i twórcza energia.

— W niektórych środowiskach dominują poglądy, że kobiety i mężczyźni są tacy sami. Nie są. Możemy mieć taką samą wiedzę, takie same kompetencje merytoryczne, ale nasza inteligencja emocjonalna jest często zupełna inna. Nasz styl zarządzania, modele

podejmowania decyzji są odmienne. Żadne z nich nie są ani lepsze, ani gorsze. Są inne. A kiedy jest inność, jest postęp! Jest też możliwość szybszego wykrywania zagrożeń, bo kiedy wszyscy patrzą w tym samym kierunku i przez te same soczewki, więcej można przeoczyć — argumentuje Julia Izmałkowa.

Kompetencje czy parytety

Czy branża technologiczna powinna kierować się parytetami? A może lepszym kryterium podczas podejmowania decyzji personalnych są kompetencje? Kinga Piecuch oświadcza, że stawia na merytokrację. Jak ta deklaracja ma się do faktów?

— Wraz ze wzrostem znaczenia naszego centrum SAP Labs Poland w Gliwicach sukcesywnie zwiększamy zatrudnienie, oferując absolwentom szkół wyższych wysoce specjalistyczne stanowiska. Płeć nie ma w tym wypadku znaczenia — zapewnia prezes polskiego oddziału SAP. Natomiast Julia Izmałkowa stoi na stanowisku, że równy podział stanowisk pod kątem demograficznym czy genderowym to droga donikąd. Uwzględnianie innych czynników niż merytoryka świadczyłoby o niedocenianiu kobiet — powinny sprawować ważne funkcje nie z powodu poprawności politycznej i parytetów, ale dlatego, że się do tego nadają, co potwierdzają ich umiejętności, wiedza i osiągnięcia.

— Stereotypowe postrzeganie, że mężczyźni pochodzą z Marsa, czyli reprezentują siłę, a kobiety są z Wenus, bo wprowadzają miękki, empatyczny styl, włóżmy między bajki. Ale płeć, jak etniczność, kultura, wiek, wprowadza nowe perspektywy, nowe spojrzenie, nowe rozwiązania. Z lęku lub niechęci do promowania kobiet tracimy więc talenty, które mogą wpłynąć pozytywnie na zarządzanie przedsiębiorstwem — zaznacza konsultantka. Wnioski z badań organizacji przeprowadzone przez agencję Izmałkowa są zbieżne z wynikami analiz na całym świecie — firmy, w których dominują mężczyźni, często prezentują bardzo konkurencyjną kulturę organizacyjną. Ważne jest dla nich osiągnięcie celu, bycie lepszym. Kobiety są natomiast bardziej skoncentrowane na tym, jaki dokładnie cel chcemy osiągnąć, jakim kosztem i jak to długoterminowo wpłynie na zespół i całą instytucję. Nie znaczy to, że nie są nastawione na cel. To znaczy, że przy podejmowaniu decyzji uwzględniają więcej aspektów, patrzą szerzej. Czy więc nie należy tworzyć firmy lub drużyny biznesowej według reguły komplementarności, czyli tak, by każdy pracownik niezależnie od płci wnosił do zespołu cechy i umiejętności unikatowe?

PRZEKRACZANIE BARIER: Stereotypy — takie jak ten, że nowoczesne technologie nie są branżą dla kobiet — zawężają perspektywę i ograniczają możliwości. Wychodzenie poza schematy w połączeniu z uporem i determinacją to nieodzowny element sukcesu — mówi Kinga Piecuch, prezes SAP Polska. [FOT. ARC]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu