Szkoła surfingu na czterech kółkach

AGNIESZKA RODOWICZ
29-06-2017, 22:00

Learn2surf to jedna z pierwszych szkół surfingu w Polsce. I jedyna, w której uczą instruktorzy certyfikowani przez International Surfing Association. Szkoła i wypożyczalnia sprzętu mają siedzibę… w kamperze.

Krzysztof Jędrzejak i Krzysztof Sikora znają się niemal od urodzenia. Mieszkali w tym samym bloku, chodzili do tej samej szkoły, wspólnie trenowali szermierkę. Na desce surfingowej też stanęli równocześnie.

Wyświetl galerię [1/6]

Learn2surf Fot. Learn2surf

O dwóch takich…

Dziesięć lat temu wzięli roczne urlopy dziekańskie (Krzysztof Jędrzejak na prawie i administracji, Krzysztof Sikora na zarządzaniu i informatyce ekonomicznej) i pojechali popracować do Anglii. Wylądowali w małym miasteczku w północnym Devonie nad Oceanem Atlantyckim, gdzie wszyscy surfowali.

— Od razu pobiegliśmy spróbować i zaraziliśmy się totalnie tym sportem — wspominają. Odtąd sporą część zarobionych pieniędzy wydawali na sprzęt i pływanie. Po powrocie do Polski zaczęli próbować surfingu na Bałtyku. Było im o tyle łatwo, że mieszkają w Gdańsku. Po studiach Krzysztof Jędrzejak znalazł pracę na uniwersytecie jako specjalista od urządzeń audio-wideo.

Krzysztof Sikora pracował w agencji interaktywnej. Każdą wolną chwilę spędzali na deskach. W Polsce i za granicą. Siedząc za biurkiem i śledząc prognozy falowania Bałtyku, marzyli, by pływać codziennie. I by dzielić się swoją pasją z innymi. Nie mieli pojęcia, jak to zorganizować, ale zdecydowali się zostawić bezpieczne posady i spróbować. Zaczęli we wrześniu 2015 r. od wyjazdu do Holandii, gdzie zdobyli certyfikaty International Surfing Association (ISA), organizacji uznawanej przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski za autorytet w dziedzinie surfingu. ISA organizuje zawody i dba o wysokie standardy tego sportu. Oprócz weekendowego kursu musieli też poznać zasady pracy ratownika wodnego, pierwszej pomocy i wyrobić 20 godz. praktycznych.

— Nie każdy, kto pływa na surfingu, umie uczyć. My umiemy. Dowiedzieliśmy się też na kursach bardzo dużo na temat bezpieczeństwa i czujemy się pewniej, biorąc ludzi na wodę — mówi Krzysztof Jędrzejak.

Po zdobyciu uprawnień postanowili stworzyć szkołę surfingu z prawdziwego zdarzenia i na wysokim poziomie. Nie mieli skąd czerpać wzorców, bo do 2016 r. w Polsce takich szkół nie było. A zagraniczne działają nad oceanem, który stwarza zupełnie inne warunki do surfowania niż Morze Bałtyckie.

Skok na głęboką wodę

— Surfowania na Bałtyku nie można porównać do oceanicznego. Ale według mnie nasze morze jest idealne do nauki — mówi Krzysztof Jędrzejak. Fale mają wystarczająco dużo energii, by początkujący mogli próbować swoich sił. Tyle że Bałtyk jest nieprzewidywalny. Nigdy nie wiadomo, kiedy i gdzie pojawi się fala. Można to sprawdzić kilka dni wcześniej, śledząc prognozy pogody.

— Dlatego musieliśmy stworzyć własny model działania szkoły — wyjaśnia Krzysztof Sikora. Najpierw jednak potrzebowali sprzętu. Wpadli na pomysł współpracy z firmami, które go sprzedają. — W 2016 r. pojechaliśmy do Warszawy na spotkanie z dyrektor sportu marki Tribord, dystrybuowanej przez sieć Decathlon, z pomysłem na współpracę. Chcieliśmy uruchomić szkółkę surfingu Leanr2surf. By z nią ruszyć, potrzebowaliśmy sprzętu. Pomysł się spodobał i po tygodniu mogliśmy odebrać w sklepie w Gdańsku pianki i deski — wspomina Krzysztof Jędrzejak.

— To była obopólna korzyść, bo sklep miał sprzęt, ale nie miał pomysłu, jak promować jeszcze niezbyt popularny sport i dzięki temu zyskiwać klientów. A my nie musieliśmy wykładać dużych pieniędzy na sprzęt — których zresztą nie mieliśmy — nie wiedząc, jak pójdzie pierwszy sezon działalność szkółki — dodaje Krzysztof Sikora.

Po sezonie 2016 r. spotkali się znowu z przedstawicielami marki i sklepu. Obie strony były zadowolone ze współpracy i chciały ją kontynuować. Szkoła Leanr2surf zdobyła wielu klientów, przeprowadziła mnóstwo szkoleń. Sprzedaż sprzętu surfingowego w Decathlonie wzrosła dzięki promocji surfingu przez Krzysztofów Jędrzejaka i Sikorę. Także w formie artykułów sponsorowanych, promujących surfing na Bałtyku, relacji z testowania sprzętu, wywiadów, których udzielali. W efekcie w tegorocznym sezonie wciąż mają do dyspozycji wypożyczony sprzęt. Mogli dobrać go więcej, dostali też deski typu sup, na których można pływać przy pomocy wiosła, gdy nie ma fal.

Praca na biwaku

Szkoły skoncentrowane na surfingu są poza Learn2surf dwie. Indywidualne pojedyncze szkolenia prowadzą też niektórzy surferzy, a także szkółki wind- i kitesurfingu. Wszystkie działają na kempingach, mając tam bazę i klientów. Ponieważ Bałtyk jest nieprzewidywalny i rzadko fale są na nim dwa czy trzy dni pod rząd w jednym miejscu, właściciele Leanr2surf postawili na model mobilny.

— Nasze hasło brzmi: „Jesteśmy tam, gdzie są najlepsze fale”. Może być tak, że każdą lekcję klient będzie miał w innym miejscu. Rano będzie surfował gdzie indziej niż wieczorem. Poza tym koszt wynajęcia miejsca na kempingu i wybudowania bazy jest ogromny. Nie moglibyśmy sobie na to pozwolić. A i tak musielibyśmy wozić ludzi i sprzęt tam, gdzie akurat są fale — opowiada Krzysztof Sikora. W zeszłym roku sprzęt trzymali w garażu Krzysztofa Jędrzejaka, a samochodem kombi Krzysztofa Sikory wozili go na umówione z klientami miejsca.

— Było to niewygodne, bo po szkoleniach musieliśmy za każdym razem wracać do Gdańska, rozładowywać samochód, następnego dnia znowu go pakować i jechać na miejsce szkolenia — wspomina Krzysztof Jędrzejak. Nie mogli też za jednym razem zabrać więcej sprzętu ze względu na rozmiary auta. Tracili czas w korkach i na dojazdach z Gdańska na Półwysep Helski, gdzie najczęściej prowadzą szkolenia, płacili dużo za benzynę. A klientów przybywało.

W tym roku kupili więc mały kamper, który stał się ich domem, biurem, magazynem i wypożyczalnią sprzętu. A że wyklejony kolorowymi foliami samochód od razu przyciąga uwagę, więc jest też nośnikiem reklamy. Surferzy przedsiębiorcy parkują go w ogólnie dostępnych miejscach między Jastrzębią Górą, Władysławowem i Chałupami — w zależności od pogody.

— Półwysep Helski jest uniwersalny, jako że można tam pływać w zasadzie przy każdym kierunku wiatru, a ludziom najłatwiej tam dojechać.

Jest też cała infrastruktura: kempingi, sklepy, knajpy, imprezy — wyjaśnia wybór lokalizacji Krzysztof Jędrzejak. — Są też ogólnodostępne parkingi, na których zatrzymujemy się z naszym kamperem i kombi. I mimo że ciężko pracujemy, cały czas czujemy się tak, jakbyśmy byli na biwaku — dodaje Krzysztof Sikora.

Zima na Kanarach

Kamper kosztował ich 10 tys. zł. Zainwestowali też w wyklejenie go foliami, parawany, leżaki i koszulki z logo szkoły. Wcześniej każdy z nich wydał też 325 euro na kurs ISA, dojazd, pobyt i niezbędne dodatkowe szkolenia. Poradzili sobie z tym dzięki oszczędnościom i małej pożyczce z banku. Nie utrzymują się jeszcze wyłącznie ze szkoleń surfingowych, ale są na dobrej drodze do tego celu. Krzysztof Jędrzejak zarabia dodatkowo, fotografując surfing i publikując zdjęcia w magazynach i portalach w Polsce i za granicą.

Robi też sesje modowe i lifestylowe dla marek surfingowych, których w Polsce powstaje coraz więcej. Przygotowuje także album o surfingu w okolicy Mierzei Helskiej, Rozewia i Zatoki Gdańskiej. Krzysztof Sikora pracuje dorywczo w branży IT. Ale mają już tyle pracy z Learn2surf, szczególnie przez 3-4 ciepłe miesiące, że powoli rezygnują z innych zajęć.

Prowadzą szkolenia indywidualne i w kilkuosobowych grupach. W sezonie mają ich codziennie co najmniej dwa i do kilkunastu uczestników. Oferują też wyjazdy integracyjne, surfingowe eventy dla firm. W maju 2017 r. zorganizowali także pierwszy w Polsce kurs instruktorski ISA. Wkrótce będzie w kraju koło 20 akredytowanych instruktorów.

— Znajomi pytają nas, czemu tworzymy sobie konkurencję. Wyszliśmy z założenia, że osoby, które chcą uczyć surfingu i tak będą to robiły. Lepiej więc, by uczyły z zachowaniem wysokich standardów i zasad bezpieczeństwa — wyjaśnia Krzysztof Jędrzejak. Latem na Bałtyku możliwości uprawiania surfingu jest sporo, a zimą nawet więcej. Krzysztofowie Jędrzejak i Sikora lubią zmagania z niskimi temperaturami wody i powietrza, surowe krajobrazy, ośnieżone plaże i klify. Przekonują też do tego klientów.

Ciepłolubnym oferują zimą wyjazdy na Lanzarote (Wyspy Kanaryjskie). Wspierają również tych, którzy chcieliby spróbować surfingu, ale nie mają na to pieniędzy. Nawiązali współpracę z domami dziecka i ośrodkami dla dzieci z rodzin patologicznych i przygotowują dla nich jednodniowe pobyty na Helu. Na razie mobilny model szkoły się sprawdza. Ale w przyszłości, jeśli będzie zapotrzebowanie, będą chcieli stworzyć bazę z miejscami noclegowymi. Mają coraz więcej klientów, także z Niemiec i Litwy.

— Marzymy, by jakiś magazyn branżowy z USA czy Australii opublikował artykuł o tym, że na Bałtyku można surfować. Bo można. I na dodatek na tym zarabiać — podsumowują Krzysztof Jędrzejak i Krzysztof Sikora. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AGNIESZKA RODOWICZ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Szkoła surfingu na czterech kółkach