Szkutnik klei repliki

Hanna Branecka
opublikowano: 2004-02-27 00:00

Najstarszym trofeum w nowożytnym sporcie jest wiktoriański dzbanek ze srebra zwany Pucharem Ameryki.

W 1851 roku dla uświetnienia pierwszej światowej wystawy przemysłowej w Londynie zorganizowano wielki żeglarski wyścig 15 jachtów wokół wyspy Wright. Przeciw flotylli najlepszych brytyjskich łodzi Amerykanie wystawili szkuner America. Kiedy na mecie pojawił się ich żaglowiec, na pytanie przypatrującej się rywalizacji królowej Wiktorii: ,,Który jest drugi?” — padła legendarna odpowiedź: ,,Wasza wysokość, nie ma drugiego”.

— Inne jachty naturalnie też ukończyły wyścig, ale to zdanie stało się sentencją walki o Puchar Ameryki. Od tej pory odbicie srebrnego dzbanka z rąk jankesów stało się dla Brytyjczyków sprawą honoru. W 1857 roku byli właściciele szkunera America przekazali puchar do New York Yacht Clubu jako przyszłe trofeum w międzynarodowych regatach. Akt darowizny stwierdzał, że to puchar przechodni i określał warunki zawodów. Od 1857 roku srebrny 3-kilogramowy dzbanek nazwano Pucharem Ameryki — mówi Sławomir J. Chodor, który zna dziesiątki takich opowieści o starych żaglowcach.

Szum morza

Ślązak Sławomir Chodor kiedyś z zapartym tchem czytał książki marynistyczne i interesował się historią żaglowców. Marzył, by budować jachty. Jako nastolatek pływał po polskich jeziorach, zdobył patenty żeglarza, sternika i sternika morskiego. Potem przyszedł czas na słoną wodę. Po Bałtyku trasa wiodła później przez morza: Północne, Śródziemne i Południowoafrykańskie. Zaangażowany był też w projekt Międzynarodowej Szkoły pod Żaglami Krzysztofa Baranowskiego.

— W 1991 roku byłem świadkiem odkrycia na Bałtyku szwedzkiego galeonu z przełomu XVII i XVIII wieku. Elementy z tego statku stanowią ekspozycję w Muzeum Morskim w Gdyni. Udało mi się dostać na pamiątkę, wyłowioną z wraku podeszwę buta jednego z marynarzy — mówi Sławomir Chodor.

Razem z przedsiębiorcami z warszawskiego Businessman Fun Club pływał także jako kapitan na łodziach po Morzu Śródziemnym. Ale...

— Zawsze chciałem mieć żeglarski biznes. Firma Legend Yacht powstała w lipcu 2003 roku. Ale to nie interes, z którego żyję, lecz hobby, realizacja marzeń z dzieciństwa. Czymś, co mnie dodatkowo motywowało, by ją założyć, były narodziny syna. Przedtem zajmowałem się działalnością doradczą i konsultingową w branży telekomunikacyjnej, IT i ubezpieczeniowej, pracowałem na kierowniczych stanowiskach w sprzedaży i marketingu. A dziś prowadzę firmę Horn Sport Marketing and Management, zajmującą się marketingiem sportowym. Rozpoczynam też działalność w tworzonej fundacji, która postara się, by w rejsach morskich brały też udział dzieci z domów dziecka — opowiada Sławomir Chodor.

Repliki z precyzją

Legend Yacht zajmuje się sprzedażą replik starych żaglowców i jachtów. Piękne. Doskonała ozdoba gabinetu przedsiębiorcy lub niebanalny prezent.

— Sprowadzam je z basenu Oceanu Indyjskiego i Morza Południowoafrykańskiego — mówi enigmatycznie.

Tajemnica handlowa. Kontaktu ze szkutnikami szukał dwa miesiące.

— Zwróciłem się do polskich modelarzy. Nie mogłem znaleźć producenta. U nas ludzie robią takie repliki na własny użytek, nie na sprzedaż. W Europie jest kilku wytwórców — np. we Włoszech — ale to produkcja masowa. Kupiłem kiedyś — za 2 tys. zł — replikę z Pucharu Ameryki, ale była to klejona podróbka made in China... A ja chciałem mieć replikę z dobrego drewna, robioną ręcznie. Wreszcie ktoś mi wspomniał o ludziach, od pokoleń zajmujących się artystycznym szkutnictwem. Mają dostęp do szczegółowych planów żaglowców, dokumentów historycznych, współpracują z muzeami marynistycznymi. Umiejętności rzemieślnicze przekazują z pokolenia na pokolenie — opowiada Sławomir Chodor.

Podczas pierwszej wizyty handlowej właściciel Legend Yacht poznał w hotelu biznesmena z Rosji, właściciela potężnej firmy handlowej. Opowiedział Rosjaninowi o przyczynie przyjazdu. Ten zaciekawiony wybrał się z nim do szkutników i następnego dnia zamówił 80 replik żaglowców. Każda po 2 tys. euro.

— Dlaczego Władimir zakupił aż tyle żaglowców? Odpowiedział mi, że obdaruje pracowników: ludzie zarabiają dla niego dużo pieniędzy i co roku sprawia im wyjątkowy prezent. I te repliki będą dla nich gratyfikacją za ciężką pracę... — mówi z podziwem Sławomir Chodor.

Klienci

Klientami Legend Yacht są biznesmeni, prezesi wielu dużych firm —niekoniecznie żeglarze, instytucje finansowe, klienci indywidualni.

Jeden z pierwszych żaglowców kupił Mateusz Kusznierewicz; znany restaurator warszawski Marcin Kręglicki też ma replikę jachtu — w restauracji Meltemi. Replikami zainteresowali się trzej wojewodowie nadmorskich województw.

— Klientami są prawnicy, ludzie zajmujący się marketingiem, brokerzy ubezpieczeniowi... Dla każdego zakup modelu ma inne znaczenie: czasem to spełnienie dziecięcych marzeń o pływaniu... Inni w młodości kleili modele, ale teraz prowadzą firmy i brak im na kontynuację pasji czasu, jeszcze inni interesują się żaglowcami, znają ich historię i wiedzą, jaki żaglowiec chcieliby mieć i model ma dla nich bądź dla ich firm wymiar symboliczny. Są i tacy, którzy pływali na jakimś jachcie i przez zamówienie repliki zachowują miłe wspomnienia z podróży — mówi Sławomir Chodor.

Replikę z Legend Yacht otrzymał kilka miesięcy temu od pracowników prezes jednej z instytucji finansowych. Pracownicy połączyli w ten szczególny sposób urodziny prezesa — zapalonego żeglarza — z ważnym wydarzeniem biznesowym w firmie. Drugą replikę zakupił prezes dużego banku, by ozdabiała salę, w której odbywają się posiedzenia rady nadzorczej.

Drewniane rękodzieło

Ceny modeli nie są niskie. Każda część jest rzeźbiona.

— Są modele z 50 części, ale i takie, które mają 1000 elementów — wtedy to dwa miesiące codziennej pracy. A 5000 elementów oznacza pół roku pracy. Repliki wykonuje się m.in. z mahoniu, hebanu, sosny południowoafrykańskiej oraz cedru. Na cenę w pewnym stopniu wpływają też koszty transportu — opowiada Sławomir Chodor.

Każdy model pakowany jest w skrzynię i dostarczany w całości. Od momentu wykonania dostarczenie ich na miejsce zamówienia trwa 2-3 tygodnie. Modele replik oferowane przez Legend Yacht należą do trzech kategorii: Prestiż, Dekoracja i America’s Cup. Najtańszy model z kolekcji Prestiż kosztuje 2,5 tys. euro, najdroższy — 20 tys. euro, czyli prawie 100 tys. zł.

— Ale najdroższy model zakupiony dotychczas w Polsce wymagał 15 tys. zł. Prywatni klienci kupują częściej tańsze modele, instytucje — zawsze z kolekcji Prestiż. Wszystko zależy, z jakiego materiału ma być wykonany konkretny model oraz w jakiej skali. Na tej podstawie ustalamy cenę. Klient wraz z repliką dostaje certyfikat: gwarancję autentyczności i jakości — wyjaśnia Sławomir Chodor.

Unikatowe usługi

Legend Yacht oferuje także renowacje starych modeli jachtów i żaglowców — np. kupionych na targach staroci. Właściciel firmy założył także Klub Przyjaciół Legend Yacht.

— Dla moich klubowiczów chowam m.in. taką propozycję: mam przyjaciół armatorów — posiadaczy jachtów z lat 30. XX wieku. Oferuję więc klubowiczom rejsy na nich. To niezapomniana przygoda... — mówi Sławomir Chodor.

Legend Yacht będzie w tym roku fundatorem głównej nagrody (w postaci repliki) w prestiżowym konkursie imienia Leonida Teligi, organizowanym przez redakcję Magazynu Sportów Wodnych ,,Żagle” (laur otrzymuje instytucja, wspierająca polskie żeglarstwo).

Modele żaglowców i jachtów nie są dostępne w tradycyjnych sklepach, lecz w wyspecjalizowanych galeriach, mających w ofercie niebanalne i kosztowne dzieła sztuki — m.in. w La Canela na modnej ulicy Mokotowskiej w Warszawie.

— Marzę, by zbudować dla siebie jacht w skali 1:1 i opłynąć nim kulę ziemską. Ten jacht ma dla mnie symboliczne znaczenie — kończy tajemniczo Sławomir Chodor.