Mimo końca lata wczorajsza sesja w USA była bardzo ciekawa. Wydawało się, że nic się nie wydarzy, ale „bycze” nastroje dały wyraźnie znać o sobie. Było to tym bardziej niespodziewane, że dane makro były złe. Owszem, zamówienia na dobra trwałego użytku wzrosły w lipcu mocniej niż oczekiwano, ale jeśli spojrzy się głębiej to widać, że bez środków transportu ten wzrost był żaden (0,1 proc.). Konsumenci wcale nie są tacy chętni do robienia zakupów. Na domiar złego mocno spadła sprzedaż nowych domów (do poziomu najniższego w tym roku). A jeśli będzie mnie domów to będzie się kupowało mniej wyposażenia. Komentatorzy twierdzą, że to ciągle spadające ceny ropy zwiększają popyt na akcje. A ropa taniała, bo jej zapasy w USA nie uległy zmianie. Jeszcze parę dni temu wszystko wywoływało wzrost ceny - teraz jest odwrotnie. Z pewnością spadek cen ropy nie przeszkadzał we wzrostach kursów akcji, ale to nie był główny powód zwyżki indeksów. Wyliczam co nie było głównym powodem wzrostu, ale w takim razie, co było? Otóż, odtajnione zostały odpowiedzi Alana Greenspana dla Komitetu Bankowego Senatu na pytania zadane na piśmie (po spotkaniu 20.07). Są tam same superlatywy na temat gospodarki światowej i amerykańskiej. Można oczekiwać, że szef Fed nie zmienił przez miesiąc zdania, więc inwestorzy pod to piątkowe wystąpienie zaczęli kupować akcje. I mogą to robić również dzisiaj. Drugim powodem była technika zachęcająca do kupna akcji, a trzecim zbliżający się koniec miesiąca i oczekiwania na „window dressing” oraz mały wolumen pozwalający na wszelkie irracjonalne reakcje. Byki niepodzielnie panują na rynku.
Dzisiaj rano dowiemy się, jaki był indeks niemieckiego instytutu Ifo, ale jak zwykle wpływ tego indeksu na rynki akcji będzie ograniczony. Może jednak trochę poruszyć rynkiem walutowym. W dłuższym terminie te dane będą jednak istotne dla oceny gospodarki naszego największego partnera handlowego. W drugiej części dnia dowiem się, jak wyglądał w ostatnim tygodniu rynek pracy w USA, ale ten raport od dawna nie wzbudza większych emocji. Mam wrażenie, że dzisiaj rynki nadal będą się po prostu szykowały na jutrzejsze wystąpienie Alana Greenspana.
U nas wczoraj przed decyzją RPP na rynku panował marazm i lekka korekta. Było to nieco niepokojące, bo liczne sygnały kupna musiały zachęcać techników do nabywania akcji. Na przykład na indeksie cenowym, już niewiele zostało do szczytu. W takiej sytuacji byki zazwyczaj nie czekają na decyzje banku. Tym razem miały rację wykazując się cierpliwością. Decyzja o podniesieniu stóp o 50 pb. była po prostu szokująca. Na tyle, że wielu inwestorów oczekiwało sprostowania komunikatu. Niestety, nie doczekali się. Więcej napiszę na ten temat w komentarzu tygodniowym, ale nie będą to pochwały dla RPP. Po komunikacie indeksy oczywiście zanurkowały i nie można się dziwić inwestorom. Decyzja rady szybko sprowadziła rynek w pobliże wczoraj przełamanych oporów i szykowały się duże problemy techniczne. Nie ułatwiało sprawy to, że wreszcie taniały PKN i KGHM. Wreszcie, bo taniejące surowce powinny wywołać ten ruch już dużo wcześniej. Po tym zimnym prysznicu próbowaliśmy niemrawo odrabiać stracony teren, bo jeśli ktoś powiedział A to powie i B. Nawet nierozsądne decyzje jakiegoś gremium mu w tym nie przeszkodzą. Były tylko spore wątpliwości, czy rzeczywiście ktoś we wtorek powiedział A. Zachowanie rynku nie dało pozytywnej odpowiedzi, końcówka była fatalna i trudno za to winić wyłącznie RPP. Wtorkowe wybicie zostało zanegowane, a to jest bardzo „niedźwiedzi” sygnał. Mamy teraz olbrzymi ból głowy. W co wierzyć: w potwierdzone obrotem fałszywe wybicie, czy w niepotwierdzone obrotem zanegowanie tego wybicia? Nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na następny ruch, jeśli będzie potwierdzony obrotem — to on wyznaczy kierunek na dłużej.