Szopki i kulawe rytmy

Michał Mizera
28-11-2008, 00:00

Święta. Mikołaj, choinki i nadzwyczajne "akcesoria". W Krakowie Rynek Główny tonie w jarmarcznych budach. Królują szopki. Unikat na skalę światową! A jak szopki, to Anna Szałapak.

Niektórzy się śmieją, że jestem "twarzą" krakowskich szopek. No bez przesady… — uśmiecha się gwiazda "Piwnicy pod Baranami". I dodaje:

— Fakt, zajmuję się szopkami — zawodowo — od bardzo dawna. Z wykształcenia jestem przecież etnografem.

Dla krakusów — nie nowina. Często można ją było spotkać w Krzysztoforach, słynnym pałacu. To siedziba Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Szałapak przez wiele lat była tu kustoszem. Była, bo właśnie zrezygnowała z etatu.

Tu czas tak pięknie umiera

W gotyku i melancholii.

Szopki są, wie pan, z papieru,

Tektury i cynfolii.*

— Nie dało się dłużej łączyć pracy artystycznej z muzealną. Jak powszechnie wiadomo, sztuka jest wymagająca, zazdrosna i zaborcza. A poza tym, mając tak niebagatelne doświadczenie, postanowiłam napisać obszerną pracę monograficzną o szopce. Nic więcej nie powiem, dopóki nie ukończę mego "dzieła" — opowiada pieśniarka.

Krowodrza

— Wielu ludzi się dziwi, że artystka zajmuje się czymś jeszcze poza występami. A szopki to moje drugie życie! Może wszystko zaczęło się we wczesnym dzieciństwie? Urodziłam się i wychowałam na Krowodrzy przy ulicy Mazowieckiej. Kiedyś była ona centrum podmiejskiego folkloru, barwnych tradycji i, oczywiście, okolicą pełną szopek — snuje opowieść.

Oto smok straszna potwora,

Do wora wejść nie skora.

Ogniem pluje, ogniem całuje,

Ogniem każdemu oczy wykluje

Przy tym ryczy, przy tym skowyyyyyyyczy,

Nikt nie widział straszniejszej dziczy!

Jakieś tradycje rodzinne?

— Nic z tych rzeczy. Mama jest architektem, tata — był inżynierem. Chociaż… Prababka doskonale pamiętała Stanisława Wyspiańskiego, który mieszkał w pobliżu. Ten genialny artysta był zafascynowany tradycjami, legendami i także szopkami. Podobno natchnął wielu twórców, sam zrobił jakąś… "Wesele" jest przecież jedną wielką szopką. Wyspiański był zresztą "chory na Kraków", zaprojektował piękny kostium Lajkonika — przypomina przyjaciółka Piotra Skrzyneckiego.

No tak, w Krakowie wszyscy znali i znają wszystkich. Nie liczy się upływ czasu. Bliska przyjaźń z Wyspiańskim nie dziwi…

Etnografia

— Pan trochę ironizuje, a ja — kobieta z kabaretu — w sprawie tradycji jestem śmiertelnie poważna. Nie znoszę jej lekceważenia! Szopki, obchód Lajkonika — to nasza kultura! Nie wolno zapominać o korzeniach. Nie sposób zaniechać kontynuacji. Przecież w inności, oryginalności tkwi nasza tożsamość i siła. Rozwój — tak! Ale wracajmy myślą do przeszłości. Porównujmy. Może czasem trzeba zaprzeczyć, ale zapomnieć — nigdy — przestrzega po krakowsku, całkiem konserwatywnie.

Szybko porzuca jednak wieszczy ton. I daje się naciągnąć na wspominki.

— Inne kultury zawsze mnie interesowały. Pamiętam etnologiczną podróż do Meksyku. Podróż życia. Tuż przed stanem wojennym, szaleństwo! Towarzyszył mi niepokój i ciekawość. Wykorzystałam chwilę wolności i pomoc wuja emigranta z Londynu. Prowadzila mnie przemożna ciekawość tamtej kultury. Tacy ludzi też są potrzebni… — nagle uzasadnia sens istnienia humanistów.

Szopki, Meksyk… Co jeszcze do katalogu prywatnych fascynacji?

— O, dużo by wymieniać. Zajmowałam się na przykład tańcem i folklorem bałkańskim. Potem przydało mi się to w "Piwnicy pod Baranami", zaraziłam kompozytorów… Dziwili się, że dobrze sobie radzę z kulawymi rytmami. Bez pasji etnograficznej bym tego nie miała! — puentuje.

Zamierzchłe dzieje

Wracając do szopek… Artystka i kustosz cały czas fascynująco o nich opowiada.

— Według legendy kult żłóbka betlejemskiego sięga św. Heleny, matki Konstantyna Wielkiego, który przeszedł na chrześcijaństwo… O wszystkim będzie można przeczytać w mojej książce — dodaje.

Ale nie trzeba długo prosić…

— Największy rozkwit obnośnych szopek kolędowych w Polsce przypada na XIX wiek. Pojawił się wraz z zakazem wystawiania jasełek w kościele. Ponoć były zbyt rubaszne. Wtedy szopka "wyszła na ulicę", zaczęto ją zapraszać do domów… Do najbardziej znanych należał, pochodzący z ulicy Mazowieckiej, zespół Ezenekierów, który rokrocznie gościł u hrabiów Potockich w Pałacu pod Baranami i u Estreicherów. Szopka szybko zyskała też akceptację i uznanie mieszczan, a zwłaszcza inteligencji krakowskiej. I tak się zaczęło — opowiada z taką swadą, jakby była tego naocznym świadkiem.

A to kto, to pan Twardowski,

Z kolegą swym nieboskim,

Mocno piją, długo pożyją,

Tylko od kary się nie wywiną!

Piekło huknie, Bóg go ofuknie,

Księżyc wdzieje żałobne suknie.

Konkurs

Ale nie zawsze było tak różowo. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. tradycja szopek podupadła.

— I wtedy pojawił się wspaniały Jerzy Dobrzycki, który wymyślił konkurs, by wskrzesić te tradycje. Był rok 1937 i konkurs, święto szopkarzy pod pomnikiem Adama Mickiewicza na Rynku Głównym w Krakowie. A potem — przerwa, wywołana kolejną wojną. Dopiero w 1945 r. wszystko ruszyło na nowo. I konkurs trwa do dziś — relacjonuje nie bez dumy.

Nie bez dumy, bo od lat zasiada w jury.

— Szopka neapolitańska, na przykład, jest do bólu realistyczna. Krakowska to synteza. I to właśnie oceniamy. To nie może być model. Chodzi o fantazję, kompilację pięknie skomponowanych elementów — wylicza.

Nie owijajmy w bawełnę: bez konkursu szopek pewnie już by nie było. A tak, cieszą oko znawców i zwykłych widzów, którzy tłumnie odwiedzają wystawy pokonkursowe, a także te ze zbiorów Muzeum Historycznego Miasta Krakowa.

— Dużo jeździłam po świecie z szopkami. Robiły piorunujące wrażenie. Zawsze — mówi pieśniarka.

Jeśli ktoś ulegnie czarowi, może sobie takie cacko kupić. Koszt: 5-10 tys. zł. Uwaga! Prawo pierwokupu ma organizator konkursu, czyli muzeum.

Oto król zwany Herodem,

w niezgodzie żył z narodem,

Serca nie miał: dziatki katował,

Za to niech jego upadnie głowa,

Weź go diable na swoje szable

za jego postępki szkaradne!

Stara gwardia

— Pierwsze szopki wykonywali mistrzowie budowlani, murarze, robotnicy. W okresie świąt stali na krakowskim Rynku, na linii AB i reklamowali to, co robili. Czekali na zlecenia. Niestety, nikt nie przywiązywał wtedy wagi do przechowywania, niewiele mamy egzemplarzy z tamtych czasów — opowiada Anna Szałapak.

Tamte szopki nie były trwałe. Lekka, drewniana konstrukcja, papier i tektura. Później forma ewoluowała ku bardziej trwałej. Pojawili się następcy…

— Tak, to prawda, później stało się to pasją pojedynczych osób, głównie na emeryturze. Kilku doszło do prawdziwego mistrzostwa. Maciej Moszew, architekt z zawodu, Witold Głuch, mechanik, naprawiał maszyny do pisania, poza tym: nauczyciele, robotnicy, ślusarze, urzędnicy… Ale i oni wymierają — martwi się o przyszłość szopek.

Na szczęście sporo młodzieży startuje w konkursach. W budowaniu szopek od lat specjalizują się całe rody. A etnologia jest niezmiennie obleganym kierunkiem na uczelniach…

Takie to chachary, czarty nie do pary,

Niecnoty, maszkary, bez matki bez wiary

Z dobrego człowieka kpią!

Recital na święta

Na koniec: niespodzianka. Anna Szałapak nie tylko pisze książki o szopkach, ale także o nich… śpiewa!

— Mam w repertuarze specjalny koncert "Z szopką krakowską w tle". Śpiewam kolędy i pastorałki, a w przerwach opowiadam anegdoty i ciekawostki. Też o szopkach — opowiada.

Pieśni o szopkach?

— To dopiero przygoda! W 1990 r. przyjechali Francuzi, którzy co roku w Paryżu urządzają wystawę szopek z całego świata. Postawili, tym razem, na Kraków. I jeszcze chcieli, by jakąś kolędę, specjalnie na tę okazję, napisał znany poeta. Najlepiej Czesław Miłosz. Namówiłam ich na Agnieszkę Osiecką — spod jej reęki wyszły cztery przepiękne pastorałki, Zygmunt Konieczny skomponował muzykę… I skończyło się sukcesem i wspaniałym spektaklem — wspomina z błyskiem w oku.

A jeszcze "Kolęda katyńska" Stanisława Skonecznego, "Kolęda warszawska 1939 roku" z muzyką Zbigniewa Preisnera, humorystyczna pieśń "Szopkarze ze Zwierzyńca" Tadeusza Śliwiaka i Andrzeja Zaryckiego. No i dawno napisany tekst Leszka Wójtowicza z muzyką Grzegorza Turnaua czeka na włączenie do repertuaru… Jest co śpiewać!

— Od dawna już noszę się z zamiarem nagrania i wydania tych nietypowych przecież kolęd... Ale dokucza mi nadmiar zajęć. Nagle przychodzi czas Bożego Narodzenia i budzę się znowu niegotowa z moją płytą! No i — co równie ważne — trzeba umieć znaleźć odpowiedniego wydawcę i uczestniczyć w tym całym zgiełku... To mnie chyba przerasta. Ale nic to! Moim głównym powołaniem jest śpiew. No i szopka, bo to taki mały teatr — kończy optymistycznie.

* fragmenty pastorałek napisanych dla Anny Szałapak (pierwszy — autorstwa Leszka Wójtowcza,

pozostałe — Agnieszki Osieckiej)

Biały anioł

Anna Szałapak

— pieśniarka "Piwnicy pod Baranami" nazywana przez Piotra Skrzyneckiego "białym aniołem". Śpiewa piosenki do słów głównie Agnieszki Osieckiej i Ewy Lipskiej. Muzykę komponują dla niej Zygmunt Konieczny, Andrzej Zarycki, Grzegorz Turnau, Andrzej Sikorowski, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Seweryn Krajewski i Zbigniew Preisner. Nagrała cztery płyty: "Anna Szałapak z Piwnicy pod Baranami", "Anna Szałapak w Trójce", "Żywa woda" i "Serca na rowerach". Jej największe przeboje to: "Grajmy Panu", "Zaklinanie — czarowanie", "Białe zeszyty", "Anna Csillag", "Duet miłosny pchły i słonia".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Mizera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Szopki i kulawe rytmy