Szpitali nie stać na informatyzację
Informatyczna modernizacja średniej placówki kosztuje 3 mln zł
PAŃSTWOWI KLIENCI: Naszymi odbiorcami są głównie jednostki państwowe. System informatyczny traktują one jako kosztowną konieczność — uważa Edward Czajka, menedżer odpowiedzialny za obsługę służby zdrowia w Apeximie. fot. Grzegorz Kawecki
Firmy informatyczne od kilku lat walczą o klientów z sektora ochrony zdrowia. Na rynku zarysował się podział na dostawców kompleksowych, wielomodułowych systemów i firmy nastawione na sprzedaż aplikacji pakowanych w pudełka i przeznaczonych do samodzielnej instalacji.
Czterech dostawców wygrało przetarg na modernizację bazy informatycznej służby zdrowia, sfinansowanej ze środków Banku Światowego, który przeznaczył na ten cel blisko 10 mln USD. Są to, Computerland, Apexim, COMP wspólnie z firmą RADCOMP oraz Comarch z Almą. Prawdopodobnie one właśnie zarobią na dostawach kompleksowych usług informatycznych dla służby zdrowia. Jednak w związku z reformą sektora rynek może się na tyle pogłębić, że zamówień wystarczy i dla innych.
— Informatyzacja szpitali ułatwi dostęp do informacji statystycznych o pacjentach. Kasy chorych będą mogły wykorzystywać je do śledzenia kosztów leczenia, czy porównywania efektywności szpitali — mówi Edward Czajka, menedżer odpowiedzialny za obsługę służby zdrowia w Apeximie.
Jest to jednak kwestia przyszłości.
Na razie bez klientów
— Reforma ubezpieczeń zdrowotnych wymusiła restrukturyzację ośrodków służby zdrowia. Jednak zmiany polegają na redukcji zatrudnienia, a nie na modernizacji np. struktur informatycznych. Powodem jest brak środków finansowych. Kompleksowa modernizacja średniej wielkości szpitala to wydatek około 3 mln zł. Nie każdą instytucję na to stać. Nawet jeżeli szpital posiada jakieś wolne pieniądze, to przeznaczane są one na poprawę jakości usług stricte medycznych — zauważa Jacek Hawrylczak, dyrektor działu systemów medycznych z firmy Max Elektronik.
Nisza dla mniejszych
Jednak oprogramowanie dla służby zdrowia to nie tylko rozbudowane systemy. W sprzedaży są także programy dla małych przychodni, pojedynczych gabinetów lekarskich i dentystycznych oraz aptek.
— Rejestr leków, historia choroby czy wydruk recepty wystarcza klientom, do których kierujemy naszą ofertę — mówi Artur Kołecki dyrektor handlowy z firmy dGCS.
Tę niszę rynku wypełnia około 10 producentów.
— Firmy informatyczne to czasem kilkuosobowe przedsięwzięcia. Ich oferta jest interesująca. Zdarzają się nawet programy dotyczące zastosowania medycyny niekonwencjonalnej, np. akupunktury — tłumaczy Weronika Kifner z firmy Dobis.
Producenci oprogramowania dla małych placówek zdrowotnych dodają, że konkurencja między nimi jest niewielka. Problemem jest raczej przekonanie klientów do wykorzystywania w pracy jakiegokolwiek oprogramowania.
— Branża medyczna nie uświadamia sobie zalet, jakie przynosi korzystanie z tego rodzaju udogodnień — zaznacza Artur Kołecki.