Własna firma niejednego wpędziła w biedę, zanim uczyniła bogaczem — mawiają guru biznesu zza oceanu. Mecenasa Jacka Świecę kłopoty finansowe szczęśliwie ominęły, co nie znaczy, że było lekko. Gdy przez cztery lata budował swoją kancelarię prawną — Świeca i Wspólnicy, raz po raz różne małe i duże kataklizmy burzyły jego święty spokój.

A to nagle i niespodziewanie musiał robić zmiany w gronie wspólników, a to trzeba było postawić do pionu młodych współpracowników, którzy mimo braku doświadczenia i kwalifikacji żądali pensji, której nie powstydziliby się członkowie zarządu. I jeszcze te kłopoty z uruchomieniem strony internetowej!
Przygotowanie, głupcze!
— Prowadzenie własnego przedsiębiorstwa przypomina lot ultralekkim samolotem w najgorszych warunkach pogodowych, jakie można sobie wyobrazić. Dysponujemy odpowiednim sprzętem i wystarczającą wiedzą, ale wiele czynników, na które zupełnie nie mamy wpływu, w każdej chwili może doprowadzić do katastrofy — mówi Jacek Świeca.
Przyznaje, że jego lotnicza metafora nie oddaje w pełni rzeczywistości. Miłośnicy przestworzy przechodzą kursy, szkolenia, zdają trudne egzaminy. W biznesie licencja nie jest potrzebna, by usiąść za sterami. Zaledwie jeden z dziesięciu świeżo upieczonych menedżerów został w jakikolwiek sposób przygotowywany do swojej nowej roli.
Co trzeci żałuje, że wziął na barki większą odpowiedzialność — wynika raportu firmy Development Dimensions International. Sebastian Nejfeld, który zarządza agencją interaktywną Click For Advantage, podkreśla, że gdyby rozpoczynał na nowo swoją drogę przedsiębiorcy i menedżera, zachowałby większy spokój. Stres był jego największym wrogiem. Przeszkadzał w konstruktywnym rozwiązywaniu problemów i rozwoju. A nie zawsze miał obok siebie ludzi, którzy dodaliby otuchy, wsparli mądrą radą, ocalili jego pierwotny entuzjazm.
— Z perspektywy lat widzę, jak wiele przepaliłem energii.
Uprawiałem autosabotaż, którego istotą było mszczenie się na własnym zdrowiu za niekompetencje innych — opowiada Sebastian Nejfeld. Według Arkadiusza Primusa, prezesa spółki Investeko, wielki zapał i silne ukierunkowanie na cel to największe atuty debiutantów. Natomiast ich piętą achillesową jest brak dystansu, cierpliwości. Liczą na natychmiastowe efekty, a gdy te nie przychodzą, zaczynają powątpiewać w swoją wartość.
— Trzeba patrzeć horyzontalnie, analizować różne scenariusze, jak szachista wybiegać kilka ruchów w przód. I pamiętać, że nawet błahe decyzje mogą spowodować poważne konsekwencje, oznaczające być albo nie być dla firmy. Znajomość wszechobecnego prawa przyczyny i skutku jest dla młodych bossów najistotniejsza — twierdzi prezes Primus.
Nie bądź sam
Biznesowi liderzy lubią rozprawiać o samotności na szczycie. Sebastian Nejfeld inaczej widzi miejsce menedżera w firmie. To ktoś, kto nie unika ludzi. Przeciwnie, szuka każdej sposobności do interakcji, kontaktu z nimi.
Tworzy więzi, buduje mosty. Z pożytkiem dla siebie. — Warto być blisko osób, które nas motywują i inspirują, dodają optymizmu, energii. Ich wsparcie ochroni debiutanta przed zwątpieniem i pozwoli mu uniknąć wielu błędnych decyzji — uważa szef Click For Advantage.