Ponad połowa firm z segmentu MSP w ostatnim czasie nie wystąpiła po żadną formę finansowania zewnętrznego — wynika z sierpniowego badania Keralli Research na zlecenie Bibby Financial Services. Ci przedsiębiorcy, którzy się na to zdecydowali, w większości sięgali po kredyt (26,9 proc.).
Kredyt nie zawsze najlepszy
— Przedsiębiorcy najczęściej wybierają kredyt dlatego, że jest to najbardziej znana im forma finansowania. Wielu z nich nie zna żadnej innej — twierdzi Łukasz Wiejak, dyrektor produktu w Gold Finance. Stąd firmy starają się o kredyt, nawet jeśli nie jest to dla nich optymalne rozwiązanie albo marne mają szanse na jego otrzymanie. A od kiedy sytuacja w gospodarce nie jest najlepsza, o kredyty trudniej. Banki zaostrzyły kryteria ich przyznawania, dokładniej selekcjonują chętnych i częściej wymagają zabezpieczeń. Problemy z dostępem do kredytu wciąż mają szczególnie branże uważane za ryzykowne (np. budownictwo, transport), nawet jeśli ich wyniki finansowe są dobre. Na kredyt rzadko kiedy mogą także liczyć firmy, które dopiero wystartowały.
— Łatwiej będzie uzyskać pieniądze firmie z chociażby kilkumiesięcznym stażem. Ponadto kredyty dla młodych przedsiębiorstw są przeważnie droższe od skierowanych do firm posiadających kilkuletni okres działalności. Oprocentowanie może być wyższe nawet o 5 pkt proc., co w niektórych przypadkach zbliża ich koszt do poziomu kredytów konsumenckich. W ten sposób banki zabezpieczają się przed ryzykiem wynikającym z początkowego stadium działalności — tłumaczy Paweł Kołtun, dyrektor Rozwoju Sieci Finansowania Przedsiębiorstw w Expanderze.
Jego zdaniem, nawet jeśli start-up ma szansę na kredyt, to bank wymaga od niego zabezpieczeń, wśród których najbardziej pożądana jest hipoteka.
— Nie liczmy jednak na sfinansowanie całości niezbędnych nakładów. Konieczny będzie wkład własny w wysokości około 30- -40 proc. — przestrzega Paweł Kołtun.
Inne produkty finansowe
Na pewno nie warto upierać się przy kredycie, kiedy są na niego widoki, ale np. ze względu na branżę, w której firma działa, albo jej niepewną sytuację finansową, takie finansowanie będzie drogie. Jest wiele innych możliwości i produktów finansowych, które w danej sytuacji mogą się okazać korzystniejsze niż pożyczka z banku. Na przykład zamiast kredytu inwestycyjnego, można pomyśleć o leasingu.
— Przedsiębiorca, który nie mógłby otrzymać kredytu na zakup środka trwałego, może często pozyskać go w formie leasingu — zauważa Łukasz Wiejak. Leasingodawcy nie będą najbardziej zainteresowani sytuacją finansową firmy, tylko przedmiotem leasingu, jego jakością i zbywalnością. Do tego jest szansa na dodatkowe usługi w pakiecie, np. ubezpieczenia w przypadku samochodów. A jeśli mamy wszystko, co niezbędne do działalności, ale potrzeba gotówki, żeby poprawić płynność finansową firmy, można skorzystać z tzw. leasingu zwrotnego — czyli sprzedać coś firmie leasingowej (biuro czy samochód), a potem to od niej wynająć. To rozwiązanie działa jak kredyt.
— Dzięki leasingowi zwrotnemu zyskujemy gotówkę ze sprzedaży i nadal możemy korzystać z danego przedmiotu za regularną opłatą — mówi Zbigniew Rogóż, partner w Saski Partners.
Po zakończeniu umowy leasingowej jest możliwość wykupu przedmiotu umowy. Inny rzadko wykorzystywany sposób finansowania to faktoring, w przypadku którego firma dostaje od faktora pieniądze za sprzedane towary i usługi od razu, a jej kontrahent płaci później już do firmy faktoringowej. Dla faktora też kluczową sprawą nie jest wynik finansowy klienta.
— Bardziej będzie go interesowała jakość jego należności i odbiorców — mówi Łukasz Wiejak. W pakiecie z faktoringiem często otrzymuje się również działania prewencyjne, takie jak sprawdzanie kontrahentów czy windykacja należności.
Inwestor albo giełda
Alternatywą dla kredytu może być także pozyskanie kapitału na giełdzie albo od inwestora prywatnego. W tym pierwszym przypadku trzeba tylko pamiętać, że koszt emisji obligacji będzie droższy niż kredyt.
— Kredyt bankowy był i jest najtańszym źródłem pozyskania pieniędzy, szczególnie w przypadku małych emisji obligacji, których wartość nie przekracza kilkunastu milionów złotych. Dopiero w przypadku dużych emisji, w górnych granicach kilkudziesięciu milionów złotych, koszty związane z obligacjami stają się porównywalne z kredytem bankowym — zauważa Jarosław Parczewski, dyrektor zarządzający w Domu Maklerskim Opera.
Zatem im większa emisja, tym będzie taniej. To dobre rozwiązanie dla przedsiębiorców, którzy bez solidnych zabezpieczeń nie dostaliby kredytu albo realizują niestandardowy projekt, którego bank nie chciałby sfinansować. W podobnych przypadkach lepiej może sprawdzić się także inwestor finansowy — fundusz private equity albo venture capital.
Dobrze go poszukać także w sytuacji, kiedy firma ma dobre widoki na przyszłość, które przyćmiły chwilowe kłopoty, dyskwalifikujące ją w banku. Minusem jest fakt, że z inwestorem trzeba się podzielić udziałami. Ale są także korzyści.
— Poza zastrzykiem kapitału, często współpraca z tego typu instytucją wiąże się z dostępem do know-how i kontaktów przedstawicieli funduszu — zauważa Łukasz Wiejak.