Szukamy zbytu na miód w Niemczech

Grzegorz Zięba
opublikowano: 2004-02-17 00:00

Podkarpaccy pszczelarze zawiązują grupę producencką, aby eksportować miód do krajów Unii Europejskiej.

— Miód to szansa dla naszego regionu — przekonuje Roman Bartoń, prezes Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Rzeszowie.

Tej szansy pszczelarze upatrują w otwarciu rynku Unii Europejskiej, a szczególnie w eksporcie miodu do Niemiec.

— Niemcy spożywają najwięcej miodu, bo około 120 tys. ton, z czego 80 tys. ton pochodzi z importu. Chcemy im zaoferować najlepszy miód ze spadzi jodłowej, wytwarzany wyłącznie na Podkarpaciu. Jest on zbyt drogi, aby mieć duży zbyt w naszym kraju — podkreśla Roman Bartoń.

Dodaje, że obecnie eksport miodu do krajów UE nie przekracza kilkunastu ton rocznie. Podkarpaccy pszczelarze chcą także uznania miodu ze spadzi jodłowej za produkt regionalny w Unii.

— Nasz region wytwarza go najwięcej. Niewielkie ilości produkuje też Słowacja, Ukraina i Rumunia — podkreśla Roman Bartoń.

Wejście na rynek UE nie jest jednak rzeczą łatwą, ponieważ producenci muszą spełnić wyśrubowane normy jakości. Należy także utrzymywać stałe dostawy od poszczególnych pszczelarzy, a na Podkarpaciu jest ich ponad 3 tys.

— Aby temu zaradzić, chcemy powołać grupę producencką, która będzie zrzeszać i reprezentować producentów miodu. To pierwsza taka inicjatywa na terenie Polski — opowiada Roman Bartoń.

Pomoże potentat

Grupę inicjatywną, która chce do końca maja powołać grupę producencką, tworzy kilkunastu pszczelarzy. Przewodniczy im Leszek Lubieniecki, pszczelarz i właściciel zakładu przetwarzającego miód w Rymanowie. Według niego, grupa ma zrzeszać docelowo około 600 właścicieli pasiek. Jego zakład przetwórczy będzie prowadził skup, badania laboratoryjne i zajmował się pakowaniem miodu.

— W związku z tworzeniem grupy producenckiej, w moją firmę chce zainwestować krakowski Apipol, potentat w przetwórstwie miodu. Spółka wyłoży na inwestycje około 1 mln zł i przejmie 50 proc. udziałów w mojej spółce — dodaje Leszek Lubieniecki.

Według niego, cała grupa producencka mogłaby sprzedawać rocznie około 200 ton miodu o wartości 27 mln zł. Oprócz wspólnego marketingu i zakładu przetwórczego, grupa producencka pomogłaby także w przygotowaniu pasiek i zaopatrywaniu pszczelarzy.

Wyprą Chińczyków

Pszczelarze liczą na dyrektywy UE, które mają ograniczyć import taniego miodu z Chin i Ukrainy.

— Kilogram takiego miodu kosztuje w hurcie około 4 zł, podczas gdy nasz, spadziowy — 13 zł — mówi Roman Bartoń.