Szukanie winnych stoczniowej plajty

Katarzyna Jaźwińska
13-10-2004, 00:00

Wczoraj szefowie upadłej grupy stoczniowej stanęli przed sądem. Jaki będzie wyrok — nikt nie chce przesądzać.

Menedżerowie szczecińskiej Porty Holding (PH) są oskarżeni o działanie na szkodę spółki. Miałaby ona wynikać m.in. z przeprowadzonych w latach 90. transakcji handlowych, w których udział brały: Porta Holding, Grupa Przemysłowa, jej akcjonariusz, oraz spółki zależne holdingu.

Gra emocji

Rozliczenia prezesów domagali się politycy i część pracowników holdingu. Mają oni jednak pretensje do menedżerów nie o transakcje zakwestionowane przez prokuraturę, lecz o sposób zarządzania.

— Ja nie będę nikogo osądzał. Dwa lata temu część pracowników krzyczała „złodzieje”, ale wtedy górę brały emocje. Stocznia wstrzymała przecież produkcję, nie wypłacano wynagrodzeń, zarząd proponował obniżki płac — mówi Roman Pniewski, reprezentujący komitet protestacyjny szczecińskich stoczniowców.

Dodaje, że odpowiedzialność za tę sytuację ponosi nie tylko zarząd, ale także... związki zawodowe, zasiadające wówczas w radzie nadzorczej PH, i rząd, który miesiącami nie podejmował decyzji o pomocy, licząc że stocznia sama sobie poradzi. Roman Pniewski podkreśla, że oskarżeni dziś menedżerowie w latach 90. przyczynili się do uratowania stoczni. Potem nie poradzili sobie jednak z problemami, jakie w 2001 r. spadły na nich w wyniku niekorzystnego kursu dolara i wejścia w budowę nowych statków.

Polowanie na czarownice

Menedżerowie uważają, że padli ofiarą politycznej nagonki. Krzysztof Piotrowski, prezes PH w upadłości, podkreśla, że mając obiecane przez polityków wsparcie restrukturyzacji stoczni, oddał państwu władzę. W zamian trafił do aresztu, a holding zbankrutował.

Wiesław Kaczmarek, ówczesny minister skarbu, czuje się jednak oszukany przez menedżerów, bo choć zgodzili się oddać holding, nie poinformowali go, że akcje PH są zastawione w BRE Banku. Nie poinformował go też Maciej Leśny, ówczesny wiceminister gospodarki, wcześniej w radzie nadzorczej PH reprezentujący... BRE Bank. Krzysztof Piotrowski odbija piłeczkę mówiąc, że informacja o zastawie była jawna. Z kolei Jacek Piechota, pochodzący ze Szczecina wiceminister gospodarki, oskarżał menedżerów, że ich działania utrudniły ratowanie sektora stoczniowego.

Czy przy okazji procesu menedżerów stoczni wyjaśni się wreszcie, kto odpowiada za agonię sektora? Tego nie wiadomo. Faktem natomiast jest, że przy ogromnych gwarancjach, pożyczkach i dokapitalizowaniu stoczni przez państwo restrukturyzacja branży dziś nie przynosi żadnych efektów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Jaźwińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Szukanie winnych stoczniowej plajty