Szwalnie szyją sobie sukces

Alina Treptow
opublikowano: 2014-06-16 00:00

Polskie szwalnie mają pełne ręce roboty. Z pomocą przyszły m.in… zapędy geopolityczne Rosji

Konflikt na Ukrainie, powódź na Bałkanach, rosnące koszty pracy w Chinach. Źle? Niekoniecznie, szczególnie dla polskich firm, które szyją na zlecenie. Według danych PIOT, Związku Pracodawców Przemysłu Odzieżowego i Tekstylnego, szczególnie początek 2014 r. był dla branży bardzo udany.

SZARA STREFA: W 2013 r. zatrudnienie w produkcji odzieżowej spadło o ponad 5 proc., do 77,6 tys. osób. Do pracy w polskich szwalniach nie zachęca płaca — przeciętne wynagrodzenie brutto wynosi 2,1 tys. zł. Eksperci zaznaczają jednak, że jego część jest płacona na czarno. [FOT. BS]
SZARA STREFA: W 2013 r. zatrudnienie w produkcji odzieżowej spadło o ponad 5 proc., do 77,6 tys. osób. Do pracy w polskich szwalniach nie zachęca płaca — przeciętne wynagrodzenie brutto wynosi 2,1 tys. zł. Eksperci zaznaczają jednak, że jego część jest płacona na czarno. [FOT. BS]
None
None

— Rzeczywiście otrzymaliśmy tyle zamówień, że mamy pracę do końca roku — mówi Agnieszka Łobodzińska, kierownik działu handlowego na rynek krajowy firmy Warmia, która oprócz produkcji na zlecenie wytwarza i sprzedaje odzież wierzchnią pod własną marką.

Równie zadowolona jest firma Norman, która specjalizuje się w szyciu przerobowym ubrań męskich. Podobnie jak Warmia, ma pełen portfel zamówień gwarantujących pracę do przyszłego roku.

Motory wzrostu

Zdaniem ekspertów, za sukcesem polskich przedsiębiorców stoi kilka czynników. Tadeusz Wawrzyniak, prezes PIOT, uważa, że nie bez wpływu jest m.in. sytuacja polityczna na Ukrainie.

— Moce produkcyjne na Ukrainie wypadły z rynku. Firmy zachodnioeuropejskie zaczęły więc robić większe zamówienia m.in. w Polsce. Niebagatelny wpływ miała również powódź na Bałkanach, która wstrzymała prace w wielu fabrykach. Ogromnym zagłębiem produkcyjnym była np. Bośnia i Hercegowina, Serbia czy Macedonia — tłumaczy Tadeusz Wawrzyniak.

Wpływ na decyzje przedsiębiorców, gdzie ulokować produkcję, mają również rosnące koszty pracy w Chinach. Choć nadal ceny są tam o kilkadziesiąt procent niższe niż w Polsce, to różnica z roku na rok się zmniejsza. Zdaniem części przedsiębiorców, motorem wzrostu są również polskie firmy — np. LPP czy Monnari. Choć znaczną część produkcji nadal zlecają na Dalekim Wschodzie, to nie uciekają od produkcji w kraju, szczególnie jeśli jakiś produkt z nowej kolekcji okaże się hitem i nie chcą czekać miesięcy, aż nowa partia towaru przyjedzie do Polski.

— Takich zamówień od polskich firm jest coraz więcej — potwierdza Grzegorz Gumiński, wiceprezes Szwalnia- -Axel Fashion.

Szwaczek brak

Podobnie jak konkurenci, widzi poprawę w branży, obawia się jednak, że jest to tylko chwilowe odbicie. — Macedonia, Mołdawia, Rumunia — to do tych krajów, a nie do Polski, znaczna część firm przenosi produkcję. Polska nie może z nimi konkurować nie tylko ze względu na cenę — już niedługo nie będziemy mieli jak konkurować, ponieważ spada liczba pracowników. Szwaczek już jest jak na lekarstwo — uważa Grzegorz Gumiński. Podobne obawy ma Piotr Bień, właściciel P&T Produkcja tekstylna.

— Jednym z większych wyzwań naszej branży będzie zapewnienie kadry. Nawet jeśli uda się przyciągnąć nad Wisłę nowych zleceniodawców, nie zostaną długo, bo nie będzie miał kto dla nich pracować. Szwaczki odchodzą na emeryturę, a nowych się nie kształci — chętnych do pracy nie było, szkoły pozamykano.

W związku z sytuacją na rynku pracy planujemy zainwestować w dział, który zajmie się wyłącznie kształceniem pracowników. Nie ma innego wyjścia — uważa Piotr Bień.

 Odzieżowy krajobraz

Dekadę temu firma doradcza McKinsey przewidziała upadek polskiego przemysłu odzieżowego. Zeszłoroczne statystyki pokazują, że nie tylko jest dobrze, ale z roku na rok się poprawia. Według danych GUS, w 2013 r. wyprodukowano w Polsce odzież za 7,1 mld zł, co oznacza wzrost o blisko 3 proc. Jeśli chodzi o moce produkcyjne — ten segment rynku jest najbardziej rozdrobniony — jest kilkadziesiąt zakładów, które zatrudniają co najmniej kilkadziesiąt osób, i tysiące z zaledwie kilkoma pracownikami. Co trzecia manufaktura produkuje odzież roboczą i korporacyjną, przeważają fartuchy lekarskie, mundury i uniformy.