Polska jest mleczarską potęgą, a rynek — mimo wysiłków zagranicznych koncernów — zdominowały krajowe spółdzielnie. Międzynarodowi gracze szukają jednak okazji na stopniowo rosnącym rynku roślinnych zamienników mleka. Konkurencja na nim wkrótce się zwiększy, bo przyczółek w Polsce zaczęło budować szwedzkie Oatly, jeden z największych europejskich producentów takich wyrobów.
— Nasze produkty na początek są dostępne w około 100 kawiarniach w Polsce, z czego mniej więcej jedna trzecia jest w Warszawie, a także w specjalistycznych sklepach internetowych. Od stycznia pojawimy się w szerokiej marketowej dystrybucji. Mamy już umowy z sieciami Netto i Selgros, stopniowo będziemy wchodzili do kolejnych. Docelowo chcemy być dostępni wszędzie tam, gdzie sprzedaje się mleko krowie — mówi Helge Weitz, dyrektor generalny Oatly w Polsce i krajach niemieckojęzycznych.
Biznes z owsa
Oatly powstało w pierwszej połowie lat 90. jako uczelniany spin-off technologów żywności z Uniwersytetu w Lund. Od 2021 r. jest notowane na nowojorskiej giełdzie Nasdaq. Z oferty publicznej zebrało 1,4 mld USD przy wycenie bliskiej 10 mld USD. Kurs szybko zjechał i teraz wycena spółki wynosi nieco ponad 0,4 mld USD, czyli w przeliczeniu 1,67 mld zł. W ubiegłym roku firma — obecna na największych rynkach europejskich, w Ameryce Północnej i na części rynków azjatyckich — wypracowała 0,72 mld USD przychodów.
— Na rynki zagraniczne wchodziliśmy etapami, bo nasze moce produkcyjne nie nadążały za popytem. Teraz podjęliśmy strategiczną decyzję o ekspansji w Polsce, budujemy już w Warszawie zespół sprzedażowy. Będziemy mocno inwestować w marketing, a w przyszłym roku ruszymy z dużą kampanią — zapowiada Helge Weitz.
Szwedzka firma przedstawia się jako marka lifestyle’owa. Na rynku konkuruje m.in. z Alpro (marka z grupy Danone), Inką (należącą do niemieckiej Grany) czy Just Plants (marką napojów roślinnych z portfela Maspeksu). Firmy te mają bazę produkcyjną w Polsce, natomiast Oatly dostarcza wyroby z fabryk w Szwecji i Holandii.
— Mimo to uważamy, że będziemy konkurencyjni cenowo. zresztą w każdej kategorii są różne grupy konsumentów, w tym tacy, którzy są skłonni płacić za ekspertyzę, wyższą jakość i markę zabiegającą o zmiany społeczne. Na każdym rynku zawsze znajdowaliśmy sposób, by przyciągnąć konsumentów. Chcemy być postrzegani jako głos ruchu roślinnych zamienników. Naszym celem jest zmiana zwyczajów żywieniowych i przestawienie jak największej grupy konsumentów mleka krowiego na produkty roślinne — mówi Helge Weitz.
Konsumpcja mleka pitnego w Polsce w od lat maleje. Według badań budżetów gospodarstw domowych GUS średnie roczne spożycie mleka w 2019 r. w przeliczeniu na osobę wyniosło 34,2 l i było o 36 proc. niższe niż w 2005 r. oraz o 10 proc. niż w 2015 r. Zmieniający się styl życia oraz bogacenie się społeczeństwa powoduje, że konsumenci częściej sięgają po produkty o większej wartości dodanej, a także przygotowują samodzielnie mniej dań, w których wykorzystują mleko. Jest to tendencja obserwowana nie tylko w Polsce, lecz w całej UE. Co więcej — można się spodziewać, że spadkowy trend będzie kontynuowany. Zgodnie z prognozami KE w latach 2023-35 konsumpcja mleka pitnego w UE zmniejszy się o 16 proc. Rynek roślinnych zamienników mleka ma zatem realną szansę za zdobycie swojej niszy oraz nowych konsumentów tak w kanale detalicznym, jak też sektorze HoReCa. Można szacować, że pod względem wartości rynek napojów na bazie produktów roślinnych w niedługiej perspektywie zbliży się do 10 proc. wartości rynku mleka pitnego. Co warte podkreślenia — firmy mleczarskie, także w Polsce, posiadają już w ofercie napoje i produkty bazujące na składnikach roślinnych, np. właścicielem marki Alpro jest grupa Danone.
Zamiennikowy wzrost
Według szacunków Markets and Markets rynek roślinnych zamienników mleka jest globalnie wart 27 mld USD i przez najbliższe pół dekady będzie rósł w tempie przekraczającym 10 proc. rocznie. Największy udział mają w nim produkty sojowe, nieco mniejszy migdałowe i kokosowe. Zamienniki wykorzystujące owies są teraz czwarte.
— W latach 2020-22 rynek roślinnych zamienników mleka wzrósł o około 40 proc., oczywiście z relatywnie niskiej w stosunku do mleka bazy. Trzeba jednak pamiętać, że mleko jest tanie, bo jest w olbrzymiej skali subsydiowane. Jednocześnie jego produkcja ma duży negatywny wpływ na środowisko: generuje znacznie wyższy ślad węglowy niż uprawa roślin. Sądzimy, że świadomość konsumentów w tym zakresie będzie rosła, co przełoży się na stały wzrost popularności zamienników — mówi dyrektor generalny Oatly w Polsce.
Dostępna obecnie na polskim rynku paleta produktów Oatly to kilka podstawowych zamienników mleka.
— Na początku skoncentrujemy się na kategorii napojów owsianych, na każdym rynku zaczynamy od tego. W drugiej kolejności przeanalizujemy możliwość wejścia z roślinnymi odpowiednikami jogurtów czy serów. Owies ma tę zaletę, że na jego bazie można stworzyć całe spektrum zamienników nabiału — tłumaczy Helge Weitz.
Na poziomie całej grupy Oatly było w ubiegłym roku nierentowne. Rynki europejskie były na plusie, ale straty generowała przede wszystkim Azja.
— Sądzimy, że w Polsce osiągniemy rentowność w średnim, a nie długim terminie — mówi Helge Weitz.


