Szybki internet wejdzie z poślizgiem

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 06-09-2011, 00:00

Wojsko niespiesznie oddaje pasmo, a budżet liczy na miliardy. Dlatego UKE nie pali się do przetargu.

Operatorzy jeszcze poczekają na częstotliwości pod LTE

Wojsko niespiesznie oddaje pasmo, a budżet liczy na miliardy. Dlatego UKE nie pali się do przetargu.

Przetarg na częstotliwości 800 MHz, które miały posłużyć do budowy superszybkiego bezprzewodowego internetu LTE, regulator planował na ten rok. Ale szykuje się bardzo duże opóźnienie.

— Spodziewam się, że zaczniemy w 2013-2014 roku. Ogłoszenie przetargu szybko, bez odpowiedniego przygotowania, może sprawić, że zainteresują się nim tylko podmioty marginalne na rynku albo zasiedziali operatorzy. Trzeba stworzyć takie warunki, żeby różni gracze mogli przemyśleć udział w postępowaniu — mówi Anna Streżyńska, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE).

Solorz ma, inni chcą

Internet w technologii LTE pozwala na transfer danych z prędkością do 150 Mb/s. Uruchomił go niedawno Cyfrowy Polsat, na częstotliwości czekają też jego konkurenci. LTE pozwoli operatorom na świadczenie nowoczesnych usług i skuteczną konkurencję z internetem stacjonarnym, dużo bardziej niezawodnym i szybszym niż mobilny. Skąd więc opóźnienie?

— MON przedstawił nam najbardziej pesymistyczny z dyskutowanych kalendarzy uwalniania widma. Poszczególne częstotliwości będziemy odbierać aż do 2017 roku. Trudno oczekiwać, że operatorzy zapłacą dużo za pasmo, które będą otrzymywali stopniowo. Nie wiadomo, jakie będzie otoczenie rynkowe za 5, 6 lat, więc nikt nie będzie przepłacał. Tymczasem wpływy z aukcji prowadzonych w innych krajach, liczone w miliardach euro, wzmagają apetyt budżetu — mówi Anna Streżyńska.

Presja jest ogromna. Do badania, czy cenne częstotliwości nie zostały sprzedane zbyt tanio, już szykuje się ABW. UKE chce na wszelki wypadek powołać co najmniej jeden zespół ekspertów, którzy pomogliby wycenić to pasmo.

— Skoro częstotliwości na razie nie ma, nie będziemy się spieszyć. Chcemy nie tylko wycenić widmo, ale także ustalić zasady planowania pokrycia i harmonogram rozwoju sieci. Powinny to być kryteria w przetargu. Musimy też dobrze przygotować dokumentację, by transakcja nie poległa w sądzie z powodu jednego przecinka — mówi prezes urzędu.

LTE to nie wszystko

UKE chce też, by po wyborze kryteriów przetargu operatorzy odnieśli się w konsultacjach do proponowanej ceny minimalnej oraz harmonogramu rozwoju sieci w wersji minimum. Potem powinni licytować przyjęte wskaźniki w aukcji.

— Opóźnienie przetargu na LTE nie jest dobrą wiadomością dla rynku telekomunikacyjnego, zwłaszcza że aukcje na te częstotliwości w wielu krajach Europy Zachodniej już się odbyły. LTE umożliwiłoby nam oferowanie usług o jeszcze lepszych parametrach jakościowych w zakresie transmisji danych i dostępu do internetu, np. transmisję obrazów o dużych wymaganiach w zakresie przepustowości czy świadczenie usług interaktywnych wymagających niewielkich opóźnień. Mamy też nadzieję, że przetarg, gdy już się odbędzie, będzie miał charakter aukcji zapewniającej równą i transparentną konkurencję o te pasma — mówi Paweł Błaszczyk z departamentu regulacji w PTC.

Szybko rozwijająca się branża telekomunikacyjna niecierpliwie czeka także na inne częstotliwości.

— Opóźnienie przetargu na LTE nie jest szczególnym problemem dla branży, o ile dojdzie do rychłego uwolnienia częstotliwości 1800 MHz i ich sprzedaży. To pasmo ma, w naszej ocenie, wyższy priorytet, bo jest niezbędne do obsługi gwałtownie rosnącego ruchu generowanego przez użytkowników smartfonów oraz bezprzewodowego dostępu do internetu — mówi Jacek Niewęgłowski, członek zarządu operatora sieci Play.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu