Słaba waluta Eurolandu może pogrążyć złotego
Jeśli dojdzie do ataku na euro, może się okazać, że nikt nie będzie bronił wspólnej waluty.
Zawiązała się ofensywa, która przygotowuje atak spe- kulacyjny na euro — do- niósł "Wall Street Journal" ("WSJ"). Według amerykańskiego dziennika, 8 lutego szefowie najbardziej agresywnych funduszy hedgingowych spotkali się na kolacji na Manhattanie. Mieli rozmawiać o tym, jak doprowadzić wartość unijnej waluty poniżej jednego dolara.
Zbawienny spadek
Warto pamiętać, że euro już raz — na początku swojego istnienia — było tańsze niż dolar. W dodatku słaba unijna waluta wobec amerykańskiej i innych walut regionu jest na korzyść europejskiej gospodarki, bo zwiększa jej konkurencyjność na globalnych rynkach.
— Jak na dłoni widać, w jak złym stanie jest strefa euro, dlatego perspektywy dla unijnej waluty i tak są niekorzystne. Ale w takiej sytuacji nikt w Eurolandzie nie powinien życzyć sobie silnego euro. Osłabienie go do poziomu dolara pomogłoby i firmom, i rządom w konsolidacji finansów publicznych — mówi Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas.
Analitycy nie mają wątpliwości, że atak na euro oznaczałby też osłabienie złotego.
— Złoty mógłby być też słabszy względem pozostałych walut, bo zakładam, iż scenariusz zrównania euro z dolarem byłby możliwy w sytuacji pojawienia się analogicznych do greckich tarapatów w Hiszpanii, która jest czwartą gospodarką UE. Wtedy bylibyśmy świadkami poważniejszych zawirowań na rynkach, o których może lepiej teraz nie myśleć — komentuje Marek Rogalski, analityk Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska.
Złoty interes
Doniesienia "WSJ" są tym bardziej elektryzujące, że wśród uczestników tajemniczej kolacji był przedstawiciel Soros Fund Management, należący do George’a Sorosa. A ten już raz pogrążył mocną walutę — brytyjskiego funta. Dodatkowo strefa euro jeszcze nigdy w swojej historii nie przygotowała funduszom hedgingowym tak dogodnych warunków do ataku spekulacyjnego. Kryzys w finansach publicznych Grecji — uznawany powszechnie za wierzchołek góry lodowej w finansach całej strefy euro — sprzyja bowiem zarabianiu na spadkach. Niemal wszyscy uczestnicy rynku widzą słabe perspektywy dla euro i mało kto chce grać na jego umocnienie, dlatego fundusze mogą "płynąć z prądem" i bezpiecznie mnożyć pieniądze, z każdą transakcją pogrążając euro.
Przy stosowanej często dwudziestokrotnej dźwigni finansowej spadek wartości euro do dolara o 5 proc. podwaja spekulantowi zainwestowaną kwotę. W ten sposób od początku grudnia 2009 r. (kiedy na jaw wyszły greckie problemy) do dziś kurs EUR/USD spadł o 9 proc., czyli 15 centów.
— To jest szansa do zarobienia dużej ilości pieniędzy — przyznaje Hans Hufschmid, zarządzający funduszem hedgingowym GlobeOp Financial Services.
Od kolacji na Manhattanie — według "WSJ" — gra na rynku walutowym jeszcze się zaostrzyła. W tygodniu, w którym doszło do spotkania, liczba kontraktów futures obstawiających spadek euro wzrosła do rekordowego poziomu 60 tys. — wynika z danych Morgan Stanley. Trzy dni po kolacji euro znowu runęło, a tydzień temu George Soros mówił w wywiadzie dla "Financial Times", że unijna waluta "może się rozpaść".
Jacek
Kowalczyk