Po wtorkowych, mocnych spadkach w USA początek sesji na GPW nie mógł być inny. Indeksy zaczęły od sporej przeceny. Szybko jednak się pozbierały, w czym pomogły lepsze nastroje w Londynie, Paryżu i we Frankfurcie. Obroty na GPW były mizerne, co sprzyjało w falowaniu indeksów. Po południu do głosu doszli pesymiści. I to duzi. Inwestorów parzyły papiery banków (rosną obawy o ich wyniki IV kwartału). Chętnie realizowano zyski na akcjach KGHM.
Dużo ciekawsze rzeczy działy się na krajowym rynku
futures. Zwłaszcza w końcówce sesji. Na rynek akcji trafiło duże zlecenie
koszykowe, które załamało indeks WIG20 (o ok. 15 pkt), a z nim kurs kontraktów
terminowych na WIG20. Na dogrywce kończącej sesję ktoś z kolei dokupił akcji
blue chipów dźwigając WIG20 w górę o 12 pkt (różnica między indeksem a kursem
kontraktu wzrosła do aż 41 pkt). W tym samym momencie jakaś niewidzialna ręką na
potęgę handlowała na rynku terminowym. W jednym tylko zleceniu właściciela
zmieniło 1 tys. kontraktów (ich wartość nominalna to około 15 mln zł).