Tajemnicze smaki z męską obsługą

Marta Nowicka
opublikowano: 2006-01-05 00:00

Co rodzime restauracje mają wspólnego ze starożytnym egipskim kolosem? I one, i on pozostawiają niezatarte wrażenia.

Sieć restauracji Sphinx zamknęła rok 2005 zyskiem wysokości 7-7,5 mln zł. W nowy, 2006, wchodzi z poważnymi zamiarami. Planuje debiut na warszawskim parkiecie, a do końca grudnia — otwarcie kolejnych 15-20 restauracji. Jak widać, pomysł dobrze wpisuje się dziś w rynkową niszę.

Patent na talerzu

Tomasz Morawski, absolwent Politechniki Warszawskiej, w latach 80. prowadził własną firmę budowlaną. W latach 1985-96 był prezesem zarządu w Interabra Trading BV z siedzibą w Holandii, zajmującej się m.in. eksportem pieczarek i handlem międzynarodowym. Przez cztery następne lata zarządzał firmą budowlaną Ocmer w Łodzi. Zajmowane stanowiska wymagały od niego częstych podróży biznesowych po całym świecie. Podczas jednej z nich, w pierwszej połowie lat 90., w jego głowie zakiełkował projekt własnego nietypowego biznesu.

— Kluczem do sukcesu było wpasowanie się w niszę — segment casual dining — restauracji o charakterze nieformalnym, czyli czegoś pomiędzy fast foodem a ekskluzywnym lokalem z białymi obrusami i kelnerem z muchą — tłumaczy Piotr Mikołajczyk, prezes zarządu Sfinks Polska.

Tkają pajęczynę

Pomysł dojrzewał do 1995 r. W maju przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi, w samym centrum miasta, Tomasz Morawski otworzył pierwszą restaurację Sphinx. Zastosował przy tym nowatorski chwyt w doborze personelu — zatrudnił wyłącznie kelnerów płci męskiej.

To celowe działanie i element wyróżniający. W każdej restauracji jest „Księga opinii i sugestii” i nierzadko można w niej znaleźć wpisy o przystojnych kelnerach, a na serwetkach numery telefonów zostawiane przez piękniejszą część gości. Widać pomysł się przyjął.

Przyjął się, i to bardzo szybko. Już w marcu 1997 r. zaczął działać drugi Sphinx — w Poznaniu, przy czym pierwszy oparty na umowie franczyzowej. W styczniu 1999 r. trzeci — w Gdyni, a do sierpnia kolejne: w Inowrocławiu, Bydgoszczy, Pile, Toruniu i Kaliszu.

W pierwszym okresie sieć prowadził sam Tomasz Morawski — na podstawie wpisu do ewidencji gospodarczej. 16 sierpnia 1999 r. zawiązał jednak ze wspólnikami spółkę akcyjną Sfinks Polska, do której wniesiono wkład niepieniężny w postaci pierwszych restauracji Sphinx. Tomasz Morawski został przewodniczącym rady nadzorczej.

Marzenie biznesmena

Kolejne lata działalności spółki upłynęły pod znakiem przemian. W listopadzie 2001 r. Sfinks został przekształcony w spółkę publiczną, notowaną w Centralnej Tabeli Ofert. Kilka miesięcy później do gry wkroczył fundusz inwestycyjny Enterprise Investors.

— Musieli dostrzec intensywny rozwój sieci Sphinx. Już w lipcu 2002 r., w wyniku podwyższenia kapitału, Enterprise Investors stał się właścicielem 28 proc. udziałów spółki. Był czas, że EI posiadało 38 proc. akcji, z których część odsprzedało innym funduszom. Obecnie wśród akcjonariuszy mamy m.in. Generali, AIG, Credit Suisse, które łącznie posiadają około 17 proc. udziałów — mówi Piotr Mikołajczyk.

W tej chwili sieć Sphinx ma 77 lokali, które działają według identycznych standardów i, co ważne, zapewniają spółce Sfinks Polska roczny przychód na poziomie 120 mln zł (szacunki na 2005 r.).

— Biorąc pod uwagę fakt, że do restauracji zazwyczaj przychodzimy z kimś, możemy liczyć, że miesięcznie serwujemy dania dla ponad 600 tysięcy osób — oblicza Piotr Mikołajczyk.

Restauracje Sphinx działają tylko w Polsce i na razie spółka nie zamierza tego zmieniać.

— Bacznie obserwujemy rozwój rynku w Polsce i za granicą oraz preferencje konsumentów. Nie chcemy ograniczać się jedynie do obecnego pomysłu, badamy rynek i inne koncepty, które moglibyśmy włączyć do naszej grupy — wyjaśnia Piotr Mikołajczyk.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót