Takie ludzkie mrowisko

Radosław Górecki
27-06-2003, 00:00

Kiedy przed przeszło dekadą koparki zaczęły robić dziury w ziemi, niewielu warszawiaków wiedziało, że to początek budowy Mokotów Business Parku. Na warszawskim Służewcu Przemysłowym — między Marynarską, Wołoską, Domaniewską i Postępu. Na dawnych gruntach Unitry Cemi — zakładów półprzewodników, które zbankrutowały jeszcze w 1994 roku.

Mury służewieckich fabryk z czasów planu 6-letniego zastąpiło szkło i beton nowoczesnych budowli. Mrowisk. We wnętrzach biznesowego centrum (9 gmachów) pracuje niemal 10 tys. osób. Połączone jest ono kładką nad ulicą z centrum handlowym Galeria Mokotów przyciągającym co dzień jakieś 30 tys. klientów. I MBP, i Galerię Mokotów pobudowała spółka Glob Trade Centre.

— Ludzie z GTC byli pionierami. Nikt wcześniej w Polsce czegoś takiego nie robił. Zdecydowali się bardzo dużo zainwestować. Zaczynaliśmy w 1993 roku. Ale idea business parku nie była nam obca. Przyjrzeliśmy się na przykład takim obiektom w Szwajcarii — wspomina Marcin Sadowski, partner pracowni architektonicznej JEMS Architekci, projektanta Mokotów Business Park.

Z okna

Biurowce kryją kilka restauracji i mniejszych punktów gastronomicznych. I pocztę. I kawiarnie, centrum medyczne, fitness club. A także biuro podróży. Gdyby jeszcze dodać przedszkola, szkoły, fontannę i urząd pracy, powstałoby samowystarczalne zaplecze sporego miasta. Bez dostępu dla niepożądanych postronnych.Jeśli nie wystarczą restauracje i banki pod bokiem, można na przykład pokonać kładkę nad ul. Wołoską i wkroczyć do gigantycznego handlowego centrum. Na klientów czeka tam 240 sklepów, kino z 14 salami, kręgielnia, restauracje, supermarket...

— Biuro SAP Polska mieści się w Taurusie — supernowoczesnym, inteligentnym biurowcu. Bliskość Galerii Mokotów może stanowić problem, bo wszystkie koleżanki robią tam zakupy, pojawia się więc ryzyko, że któregoś dnia ktoś przyjdzie do pracy ubrany w to samo, co sąsiadki — śmieje się Dominika Krzyżanowska.

Ucho z okiem

W business parku siedziby ulokowały polskie i międzynarodowe korporacje — m.in. Aster City, Elnet, Unilever, Henkel, Eniro, Metro Real Estate, Philip Morris, SAP czy General Motors.

— Nie mam specjalnych zastrzeżeń. Jest tu wszystko, czego mi trzeba: poczta, bary, gdzie da się szybko i tanio zjeść, choć nie zawsze smacznie... Szkoda tylko, że tak mało miejsc parkingowych, kłopot także z placem dla aut gości naszej firmy — mówi Piotr Kaczanowski, dyrektor handlowy eCardu (budynek Mars).

Wielu pracowników przyjeżdża własnymi autami, których może się tu pomieścić grubo ponad 2 tys. Rano przed wjazdami — sznury samochodów. Bez przepustki nie wjedziesz. Jeśli skorzystasz z parkingu „nielegalnie”, zastaniesz na szybie auta trudną do usunięcia naklejkę z dobitnym napisem: „Proszę tu nie parkować! '. Wszędzie piesze patrole i obiektywy kamer wideo. W ochronie pracuje kilkadziesiąt osób.

— Bezpieczeństwo to nasz konik — mówi z dumą Mariusz Kozłowski, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu GTC.

Gdy ochrona ma wątpliwości, czy ktoś przebywa w MBP za wiedzą i aprobatą najemców, natychmiast powiadamia dowódcę.

Przed lodówką

Pierwsza fala pracowników pojawia się tuż przed ósmą rano. Po dziewiątej większość ludzi siedzi już za biurkami, a na podziemnym parkingu i dziedzińcu tłoczą się auta. Kompleks pustoszeje przed dziewiętnastą. Ale praca w niektórych biurach trwa czasem do drugiej w nocy.

Bywają jednak chwile, że Park wydaje się opuszczony. O tym, że tak nie jest, świadczą jedynie setki zaparkowanych samochodów. Ludzie z rzadka pojawiają się przed biurowcami, by chwilę potem zniknąć w taksówce.

— Ale we wnętrzach nigdy nie jest pusto. Ciężko trafić na chwilę, nawet w środku nocy, gdy wszystkie światła w biurach są wygaszone, a parkingi opróżnione — mówi Mariusz Kozłowski.

Pierzeję od strony ul. Postępu tworzą trzy biurowce: Neptun, Syriusz, Orion przez architekta, Marcina Sadowskiego, nazywane lodówkami. Przed drzwiami widać mniej lub bardziej liczne grupki. Palacze, dla których nowoczesne biurowce to utrapienie. Wszędobylskie czujniki dymu nie pozwalają palić nawet ukradkiem, bo zawsze strach, że system BMS włączy alarm. Palacze przed budynkami ćmią pospiesznie, bez komfortu i z powrotem giną w kosmicznych gmachach.

— Nasza firma mieści się w budynku Galaxy, który wzniesiono jako pierwszy. Wolałbym pracować w jednym z sąsiednich, nowocześniejszych biurowców. Ale i tak jestem zadowolony. Czasami tylko do szewskiej pasji doprowadza mnie, gdy ktoś zajmie miejsce parkingowe! W Galerii Mokotów zdarza mi się jadać. Czasami kupuję tam też kosmetyk dla żony. Za to kobiety... O, one potrafią wydać tam całe zarobione pieniądze! — ocenia Paweł Brukszo z Motoroli.

To jeszcze nie koniec

Marcin Sadowski uważa, że udało się stworzyć zespół budynków o nobliwej architekturze, uspokajającej bałagan architektoniczny Służewca Przemysłowego. Opowiada o business parku w pracowni, której okna wychodzą na skwer. Przez uchylone okno wpada gwar ulicy.

— Business parki na świecie rządzą się żelaznymi regułami. To komfortowe miejsce pracy. Ale nie takie jak tutaj! Tam nie ma szumu, ale i atmosfery: okna muszą pozostać zamknięte, nie da się wyjść, kiedy się chce, do parku na ławkę. Tam się pracuje! — mówi Marcin Sadowski.

Szukaliśmy ludzi, których w Mokotów Business Parku przytłacza ogrom murów, jakaś klaustrofobia, utożsamienie z trybikiem w wielkiej maszynerii, przeświadczenie, że pracują w mrowisku. I nic! Nie ma ich czy mieliśmy pecha?

Mokotów Business Park może być większy. Pozostało miejsce na biurowiec Vega (18 tys. mkw). Nie jest na razie potrzebny. Deweloper czeka.

— Kiedy tylko rynek tego zażąda, natychmiast wystartujemy z budową — mówi Mariusz Kozłowski z GTC.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Radosław Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Takie ludzkie mrowisko