Takie same dzieci, różne zasady

Dotacje: Relacje między samorządami a prywatnymi przedszkolami często bywają szorstkie. Wiadomo — chodzi o pieniądze…

Nie powinno mieć większego znaczenia, czy przedszkole jest publiczne, czy nie. Wszystkie dzieci są mieszkańcami gminy. Najważniejsza jest jakość opieki i nauczania — pod opinią Aliny Kozińskiej-Bałdygi, wiceprezes Federacji Inicjatyw Oświatowych (FIO), podpisałby się każdy.

INWESTYCJA = OSZCZĘDNOŚĆ:
Zobacz więcej

INWESTYCJA = OSZCZĘDNOŚĆ:

Przedszkole Skrzat w Ząbkach może przyjąć aż 300 dzieci. Dzięki temu samorząd skutecznie zbił koszty edukacji przedszkolnej. W powiecie wołomińskim ząbkowskie dopłaty na dziecko w przedszkolu należą do jednych z najniższych. Marek Wiśniewski

Sprawa byłaby prosta, gdyby nie — jak zwykle — pieniądze. Przedszkola prywatne są bowiem dofinansowywane z budżetów samorządów, które regularnie narzekają na dziury w kasie. Dotacja powinna wynosić 75 proc. wydatków gminy na placówki publiczne. I tu się zaczyna problem. Przedszkolom prywatnym zależy, żeby dotacja była jak najwyższa, samorządom — by była jak najmniejsza.

Zdaniem Agnieszki Białeckiej-Rutkowskiej, rzeczniczki Stowarzyszenia Przedszkoli Niepublicznych (SPN), gminy zaniżają dotacje średnio o 150 zł miesięcznie, niekiedy nawet o 300 zł na dziecko.

— Przez ostatni rok zbadaliśmy dotacje dla prywatnych przedszkoli w 32 gminach. W każdej były zaniżone. To trwa od lat. Są gminy, które lepiej wyliczają dotacje, ale z naszych doświadczeń wynika, że w każdej są jakieś nieprawidłowości. Przykładowo: niektóre samorządy nie wliczają do wydatków bieżących obsługi kadrowej i księgowej, remontów, rzadko dotacja jest waloryzowana w ciągu roku. Mamy wrażenie, że samorządy traktują nas jak zwykłe firmy, które tylko wyciągają ręce po pieniądze, a przecież realizujemy ważny i odpowiedzialny cel społeczny — przekonuje Agnieszka Białecka-Rutkowska.

Z drugiej strony barykady

Piłeczkę odbija Robert Perkowski, burmistrz podwarszawskich Ząbek.

— Nieprawidłowości są po obu stronach. Moim zdaniem więcej patologii jest jednak po stronie prywatnej. W naszej gminie przyłapaliśmy przedszkole na fałszowaniu listy dzieci, co przecież przekłada się na wysokość dotacji. Już nie wspomnę o tym, że odkryliśmy przypadek nielegalnego podłączenia do sieci sanitarnej. Mamy mnóstwo spornych spraw i czujemy się jak dojna krowa — mówi burmistrz.

Martwi się też brakiem reakcji organów państwowych.

— Przykre jest to, że instytucje publiczne nie stają po naszej stronie. Dziwię się np. postępowaniu prokuratury. Gdy odkryliśmy fałszowanie list, zgłosiliśmy to. Prokuratura nie podjęła działań, nie dopatrując się w tym niczego szkodliwego. A przecież chodziło o to, by wyciągnąć od samorządu publiczne pieniądze — żali się Robert Perkowski.

Zdaniem Agnieszki Białeckiej-Rutkowskiej, przykładem nieprawidłowości ze strony samorządów jest uwzględnianie przez gminy wydatków na oddziały przedszkolne w szkołach, przez co wysokość dotacji dla niepublicznych jednostek jest niższa [więcej dzieci, niższy koszt per capita — przyp. red.].

— Brakuje precyzji w przepisach dotyczących wyliczania dotacji. Nasze koszty są akurat na rozsądnym poziomie, bo wybudowaliśmy największe w Polsce przedszkole. Wliczyliśmy do nich także oddziały przedszkolne w szkołach. I rzeczywiście ten punkt jest osią sporu z przedszkolami prywatnymi. Wykładnia prawa mówi, że możemy doliczać „szkolne” koszty do dotacji, komunikat resortu edukacji — że nie. Dla mnie ważna jest litera prawa, a nie niepodpisany komunikat — mówi Robert Perkowski.

Potrzebna współpraca

— Niższa dotacja oznacza okradanie rodziców, bo to oni pokrywają różnicę — zauważa rzecznik SPN.

Ta opinia dziwi skarbnika z południowej Polski, który zastrzega anonimowość.

— A kto okrada rodziców? Przecież to oni sami podejmują decyzję o posłaniu dziecka do prywatnego przedszkola. Perspektywa samorządu jest trochę inna niż przedsiębiorcy prowadzącego działalność gospodarczą. Mimo realizacji istotnego i odpowiedzialnego celu społecznego, jakim jest opieka przedszkolna, nie wolno zapominać, że samorządy mają obowiązek dbać o szerszy zakres zadań niż tylko przedszkola. Finanse publiczne to nie tylko oświata i wychowanie — mówi nasz rozmówca.

Finansowaniu przedszkoli przyjrzała się Najwyższa Izba Kontroli. Z jej raportu wynika, że w latach 2011-13 wydatki 21 skontrolowanych gmin na przedszkola publiczne i niepubliczne wzrosły o 15 proc. i w sumie wyniosły ponad 606 mln zł. Liczba przedszkoli wzrosła z 250 do 285, ale głównie były to ośrodki prywatne (wzrost ze 106 do 150), zaś liczba placówek publicznych spadła (ze 144 do 135). Przybyło oddziałów przedszkolnych w podstawówkach — z 343 do 368.

Tylko w jednej badanej gminie Izba nie znalazła nieprawidłowości. Ale wykryła też zawyżanie dotacji w placówkach niepublicznych, które powstały po likwidacji gminnych. Ostatecznie finansowanie przez gminy przedszkoli NIK oceniła jednak dobrze. Końcowy wniosek najbardziej zainteresowanych nie jest jednak optymistyczny.

— Bez współpracy właścicieli prywatnych przedszkoli, samorządowców i rodziców nie da się stworzyć dobrych warunków dla dzieci. Niestety, system finansowania oświaty jest niewydolny i dotyczy to nie tylko przedszkoli — mówi Alina Kozińska-Bałdyga.

Każdy samorząd ma swoją politykę przedszkolną. Niektóre stawiają na publiczne placówki, a prywatne tylko dopełniają ofertę. Tak jest np. w Radomiu, gdzie do przedszkoli niepublicznych uczęszcza 790 dzieci, do publicznych 3815.

— Chcemy włączyć przedszkola niepubliczne do naszego zintegrowanego systemu oświaty, co pozwoli lepiej zarządzać miejscami dla dzieci — mówi Renata Słoniewska, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Radom. W Muszynie dopiero od roku działa jedyne przedszkole prywatne.

W Lubiczu jest natomiast tylko jedno przedszkole publiczne, cztery niepubliczne i cztery punkty przedszkolne. Natomiast w Siemianowicach Śląskich jest 12 przedszkoli gminnych, dwa oddziały przedszkolne przy podstawówce i sześć przedszkoli prywatnych. Według informacji Urzędu Miejskiego, dzięki placówkom niepublicznym można zapewnić miejsca wszystkim dzieciom.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak, Tadeusz Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Samorządy / Takie same dzieci, różne zasady