Piątkowa sesja w Stanach nie wniosła nic nowego. W sobotę wydawało się, że spadek cen ropy w reakcji na zapowiadane podwyższenie wydobycia przez OPEC był nieporozumieniem. Członkowie OPEC byli oburzeni, że Arabia Saudyjska jednostronnie obiecała zwiększyć wydobycie i proponowała coś, co nie zostało przedyskutowane. Przełożyli więc decyzję na następne spotkanie (3.06). W niedzielę zebrali się ministrowie finansów Grupy G-7 i wystosowali apel do OPEC o podniesienie wydobycia. Nie przypuszczam jednak, by apele poskutkowały.
Oczywiście nie wiadomo, jaka będzie ostateczna decyzja OPEC. Jednak wczoraj inwestorzy większą wagę przykładali do deklaracji Arabii Saudyjskiej, niż do odłożenia decyzji przez całą organizację i cena ropy nadal spadała. Może mieli nadzieję, że solidarność producentów ropy pęka? Nie było gwarancji, że gracze dotrwają w dobrych nastrojach do wieczora, ale rano to był plus dla giełd. Tak odebrały to rynki Eurolandu — indeksy wyraźnie rosły.
Dziś na rynek dotrą dane z Niemiec. Sam indeks klimatu gospodarczego instytutu Ifo nie jest w stanie wskazać kierunku inwestorom. Ważne jest to, co będą robiły rynki amerykańskie. A tam oczywiście zadecyduje ropa i częściowo rynek obligacji. Szczerze mówiąc nie wiem, czy dane makro mogą wskazać graczom kierunek. Z pewnością nie dane z rynku nieruchomości (o ile nie będzie znacznego spadku sprzedaży domów). Podawany przez Conference Board indeks zaufania konsumenta często wpływa na przebieg sesji, ale musimy zobaczyć, czy rzeczywiście inwestorzy już mniej zwracają uwagę na rentowność obligacji. Jeśli tak jest, to wartość indeksu wyższa od prognoz powinna zwiększyć rentowność i podnieść indeksy. Tylko czy jest możliwy lepszy odczyt, gdy cena ropy jest na bardzo wysokim poziomie, indeksy giełdowe padają czwarty tydzień z kolei, a inwestorzy wycofują pieniądze z funduszy? Obawiam się, że dobrze nie będzie.
Polskich inwestorów nadal martwi sytua-cja polityczna. W naszej rzeczywistości każdy sondaż jest zagrożeniem dla rynku. Ostatni, w którym tylko 23 proc. Polaków popiera Marka Belkę, a aż 43 proc. ma do niego stosunek krytyczny,, zaprzecza poprzedniemu, w którym 61 proc. chciało powołania rządu z Markiem Belką na czele. Uważam, że te zadziwiające różnice wynikają z treści zadawanych pytań, a sondaże wcale nie są odpowiedzią na pytanie, czy Polacy chcą mieć rząd do końca maja, czy nie. Wiadomo jednak, jak odbiorą to politycy: „Polacy nie chcą rządu Belki”. A skoro politycy zrobią wszystko, by zdobyć parę głosów, to niewątpliwie taki sondaż wzmocni siłę tych, którzy chcą szybkich wyborów. To w dłuższym okresie nie jest korzystne dla rynku akcji.
Wczoraj indeksy do połowy sesji rosły, ale nie tak jak na innych giełdach Europy. Już w piątek mieliśmy bardzo dziwną sesję, bo indeksy rosły mocno, ale na niezwykle małym obrocie, a finisz był bardzo słaby. Wczoraj też widać było, że sesja nie przyniesie zwycięstwa bykom, bo w pierwszej, wzrostowej części obrót był stanowczo zbyt mały. Na małym obrocie na wykresie można wyrysować co się chce. Jednak takie sesje, podczas których następuje szybki odwrót rynku i to spod bardzo ważnego oporu, prawie zawsze sygnalizują, że rynek ma zamiar udać się w drogę na południe. Prawie zawsze, bo na przykład bardzo podobna środowa sesja w USA nie wywołała spadków.
Kolejna zniżka indeksów na GPW byłaby o tyle niekorzystna, że odwrót spod ważnego oporu wtedy, kiedy oscylatory nie są już wyprzedane, zostałby potraktowany jako zapowiedź ostatecznego końca korekcyjnego wzrostu. Jednak jeśli trwa akumulacja, to tak wcale być nie musi. Dopiero pokonanie przez WIG20 oporu na poziomie 1704 pkt wyglądałoby optymistycznie. Z drugiej strony nawet spory spadek niczego nie wyjaśni, bo dopiero przełamanie 1600 pkt może techników zaniepokoić. Wtedy na WIG20 można by się było dopatrzyć zapowiadającej duże spadki formacji głowy z ramionami. Czekamy na sygnał.