Polska giełda z pięknego łabędzia zmieniła się w brzydkie kaczątko. Obroty siadły, najważniejszy indeks nie może się uporać z barierą 2500 pkt. Od początku roku WIG20 i WIG urosły po niespełna 4 proc. Od najbliższych sąsiadów pod tym względem nie odstajemy (w Budapeszcie i Pradze akcje podrożały średnio o 3,5-5 proc.), a jednego (Moskwę) nawet bijemy, choć tu sytuacja może się szybko zmienić, bo rosyjskie spółki już odpokutowały za decyzje polityczne i ich walory znów cieszą się wzięciem. Pokuta za decyzje polityczne w Polsce, czyli rozmontowanie otwartych funduszy emerytalnych, trwa i jej skutki to zmniejszona aktywność nie tylko samych OFE, ale też inwestorów zagranicznych, którzy — jak podkreśla Maciej Bobrowski, analityk DM BDM — mają mniejszy komfort inwestowania w nasze spółki. A to nie wszystko.



— Przy perspektywie podaży akcji ze strony OFE należy uwzględniać ryzyko niższych akceptowalnych wycen podmiotów, handlowanych na GPW — uważa specjalista DM BDM.
Przez lata za akcje rodzimych banków czy spółek energetycznych inwestorzy płacili relatywnie więcej niż za walory porównywalnych firm z zagranicy. Jeśli wskaźnik cena do zysku np. niemieckiego Commerzbanku wynosił 15, to dla mBanku mógł on wynosić 20 i nie oznaczało to wcale, że akcje drugiego są przewartościowane. OFE były oczywiście jedną, ale niejedyną z przyczyn premii, z którą notowane były polskie akcje. Teraz to jedna z najważniejszych przyczyn dyskonta. W maju, jak obliczył Maciej Marcinowski z Trigon Domu Maklerskiego, fundusze emerytalne wydały na akcje tylko 50 mln zł. To najmniej od sześciu miesięcy. Większość OFE sprzedawała polskie akcje — saldo sprzedaży wyniosło około 150 mln zł. W portfelu systematycznie rośnie natomiast udział akcji zagranicznych — w maju saldo było dodatnie i wyniosło 200 mln zł. Zarządzający tłumaczą, że szukają dywersyfikacji i płynności, bo zwłaszcza tej ostatniej brakuje w Warszawie. A brakuje m.in. dlatego, że OFE wychodzą z rynku — i tak spirala stopniowo się nakręca.
W Europie Środkowo-Wschodniej od akcji spółek z WIG20 wyższą stopę dywidendy, oczekiwanej w 2014 i 2015 r., mają tylko spółki rosyjskie. Pod względem hojności z rodzimymi firmami wśród innych, ważnych europejskich rynków, równać się mogą tylko hiszpańskie. Relatywnie niewiele inwestorzy godzą się płacić także za spodziewane zyski naszych firm. Wskaźnik cena do zysku, prognozowanego dla spółek z WIG20 na 2014 r., to 14,6, a na 2015 r. 13,1. Pod tym względem równamy się z rynkami rozwiniętymi i pozostajemy w tyle za hołubionymi w ostatnim czasie przez inwestorów rynkami żegnających się z kryzysem krajów PIGS.