Tańszy Alior daje szansę na zysk

Michał Błasiński
opublikowano: 2012-12-06 00:00

Cena akcji o 20 proc. niższa od maksymalnej nigdy dobrze nie wróży, ale bank przynajmniej nie wygląda droga na tle rywali.

Apetyt był dużo większy, ale większościowy akcjonariusz Alior Banku — grupa Carlo Tassara, musi obejść się smakiem. Inwestorzy instytucjonalni nie zgodzili się na to, by płacić więcej niż 57 zł za jedną akcję banku. Jego wycena to ostatecznie 3,6 mld zł, co plasuje Alior dopiero na 9. miejscu w giełdowej stawce pod względem kapitalizacji. Cena znalazła się nie tylko poniżej ceny maksymalnej (71 zł), ale jednocześnie w dolnej granicy nieoficjalnej granicy widełek.

— To zły znak — przekonuje Jaromir Szortyka, analityk Domu Maklerskiego PKO BP. Według eksperta, inwestorzy wysłali sygnał, że podchodzą z lekkim dystansem do prognozowanych wyników finansowych Aliora. W 2012 r. bank ma zarobić na czysto 338 mln zł, w przyszłym roku o 24 proc. więcej, a w 2014 r. o kolejne 42 proc. więcej.

To dynamika znacznie wyższa od średniej dla sektora. O tym, że wyniki book buildingu to zwykle dobra podpowiedź, czy debiut będzie efektowny, przekonują przykłady Tauronu, ZE PAK czy GPW. W dwóch pierwszych przypadkach cena była sporo niższa od maksymalnej, a inwestorzy nie napełniali portfeli akcjami w debiucie. Z GPW było inaczej: parcie było tak duże, że na pierwszej sesji notowania podbito o ponad 25 proc. Jaromir Szortyka i tak uznaje ofertę banku za duży sukces — popyt był na tyle silny, że udało się sprzedać w całości pulę akcji wartą 2 mld zł.

Analityk DM PKO BP nie spodziewa się co prawda „fajerwerków” w debiucie, ale uważa, że jest spora szansa na niewielki zarobek. O tym, że inwestorzy, którzy kupili akcje w ofercie publicznej, zarobią, przekonany jest też Przemysław Nowicki, zarządzający Open Finance TFI. Podobnego zdania jest Adam Łukojć, zarządzający w Skarbcu TFI. Według niego, wycena na równi z dolnymi widełkami jest sprawiedliwa.

— Gdyby walory zamiast po 57 zł sprzedano za 71 zł, byłbym pesymistą — mówi Adam Łukojć. Jak wytłumaczyć taką wycenę Aliora? Andrzej Domański, zarządzający Noble Funds, wskazuje na trzy czynniki.

— Po pierwsze inwestorów martwi duży udział bankassurance w generowanych przychodach prowizyjnych. Po drugie trzeba pamiętać, że Alior jest nadal w początkowej fazie rozwoju. Na razie portfel kredytowy jest stosunkowo mały i zdrowy. Istnieje realne ryzyko, że z biegiem czasu pojawią się zwiększone odpisy. Trzecie zagrożenie to otoczenie makroekonomiczne. Nadchodzący rok będzie wyjątkowo trudny dla całego sektora bankowego — tłumaczy Andrzej Domański.

Pomimo wymienionych rodzajów ryzyka zarządzający uważa, że Alior ma szansę na udany debiut.

— Trzeba też jasno powiedzieć, że na korzyść inwestorów działa poprawiający się klimat na warszawskim parkiecie — dodaje Adam Łukojć.

Sytuacja na szerokim rynku jest sprzyjająca, bo indeksy wreszcie wybiły się z konsolidacji — WIG jest najwyżej od ponad roku, a WIG20 pokonał opór 2450 pkt. Analitycy przekonują, że rajd św. Mikołaja spotęguje strojenie okien przez zarządzających funduszami. Alior będzie też przyciągał uwagę, bo jego wycena nie odstaje aż tak bardzo od branżowej średniej. Relacja ceny do wartości księgowej to 1,5, wobec 1,3 dla sektora, w tym 0,9-1,1 dla banków o podobnych rozmiarach.