Taryfy dla ciepła w ogniu dyskusji

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2012-09-05 00:00

Nadzór proponuje ciepłownikom lepsze taryfy, a ci w ogóle ich nie chcą. Obie strony nie mogą się dogadać, choć mają ten sam cel

Firmy ciepłownicze alarmują, że dramatycznie potrzebują inwestycji, a Urząd Regulacji Energetyki (URE) podziela ten pogląd. Na tym jednak ich jednomyślność się kończy. Pomysły na rozwiązanie problemu mają różne. Dzielą się nimi w ramach konsultacji społecznych.

None
None

Wygra ulepszona taryfa…

Prezes URE zaprosił do nich przedsiębiorstwa ciepłownicze po to, by przedyskutować z nimi sposób uwzględnienia inwestycji w taryfach dla ciepła (określa je URE) na lata 2012-15.

— Dostrzegam problem braku wystarczających nakładów inwestycyjnych w ciepłownictwie. Dlatego zaproponowałem branży taki model taryfowy, który zachęca do inwestowania. Każda inwestycja będzie wynagradzana — deklaruje Marek Woszczyk, prezes URE. W tej chwili taryfowanie dla ciepła oparte jest wyłącznie na kosztach podstawowej działalności firm z branży. URE je audytuje i ustala taryfę. Nowa propozycja oparta jest na algorytmie, który „promuje reinwestowanie kapitału w rozwój majątku przedsiębiorstwa zajmującego się dostawą ciepła poprzez zwiększoną regulowaną stopę zwrotu z kapitału zaangażowanego w działalność gospodarczą tych przedsiębiorstw”. Czyli: przy ocenie planowanych przychodów przedsiębiorstwa model bierze pod uwagę zarówno poziom kosztów prowadzenia podstawowej działalności gospodarczej, jak i poziom kosztu kapitału (a ten jest pochodną stopy zwrotu z kapitału).

…czy liberalny rynek

Konsultacje potrwają do końca września, a szef regulatora nie chce na razie przewidywać ich rezultatów. Tymczasem branża jest sceptyczna. Samo URE przyznaje zresztą, że próbowało wcześniej współpracować m.in. z Izbą Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie (IGCP) i Polskim Towarzystwem Elektrociepłowni Zawodowych, by wypracować wspólny model do wyliczeń wysokości kosztu kapitału. Nie udało się porozumieć. Branża chce rynku, a nie regulacji taryfowych.

— Nie obawiamy się regulacji, ale najlepszym regulatorem zawsze będzie klient — uważa Jacek Szymczak, prezes Izby. A taryfowe decyzje URE piętnuje za uznaniowość i nieprzewidywalność.

— System jest zbyt mocno zbiurokratyzowany. Codziennością są zupełnie odmienne podejścia przy ustalaniu taryf w różnych oddziałach terenowych regulatora, a nawet różne podejścia w tych samych oddziałach, ale w stosunku do różnych podmiotów — skarży się Jacek Szymczak.

Efekt, jego zdaniem, jest taki, że przedsiębiorstwa, w obawie przed niekorzystnymi zachowaniami URE, powstrzymują się od wykorzystywania rezerw, które w normalnych warunkach mogłyby przeznaczać na inwestycje.

— Zwłaszcza że ponad 80 proc. inwestycji ciepłowniczych realizowanych jest z wykorzystaniem pieniędzy własnych przedsiębiorstw. Przecież nieprzewidywalny sposób ustalania taryf zmniejsza także możliwości kredytowania inwestycji przez banki — argumentuje Jacek Szymczak.

Na straży stawek

Dlatego ciepłownictwo domaga się nie nowego modelu taryfowania, ale nowelizacji prawa energetycznego. I rynku.

— Nasza propozycja nie oznacza przy tym automatycznie wzrostu cen ciepła systemowego — uważa Jacek Szymczak.

Przekonuje, że ciepłownictwo działa w konkurencyjnych warunkach, choć przyznaje jednocześnie, że odsetek rezygnacji jest klientów niski (około 2 proc. zamówionej mocy). Sceptyczny jest więc Marek Woszczyk. I nie zamierza dopuścić do nieuzasadnionego wzrostu cen.

— Branża musi inwestować, ale nie kosztem odbiorcy — stwierdza jasno szef URE.

 

2 mld zł Tyle w 2010 r. branża ciepłownicza przeznaczyła łącznie na inwestycje (dane IGCP)…

60 proc. …a tyle wynosił wtedy wskaźnik dekapitalizacji jej majątku trwałego (czyli tyle stracił w wyniku braku remontów i modernizacji inwestycji).

2,5 mld zł Tyle należałoby wydać w 2012 r., by wskaźnik dekapitalizacji spadł do 54-55 proc. (szacunki IGCP).