Sprawę politycznego tatuażu wyciąga na światło dzienne wtorkowa „Rzeczpospolita”. Dziennik podaje, że największy powód do chluby w tej dziedzinie ma (pomiędzy piersiami, nawiasem m ówiąc), przedstawicielka Platformy Obywatelskiej Iwona Guzowska. Jej biust zdobi smok. Zwierzę to jednak rzadko ma okazję ujrzeć błysk flesza. Posłankę z wyeksponowanym tatuażem przyłapano publicznie tylko raz – podczas sesji do polsatowskiego programu „Show!Time”. Guzowska jest dumna ze swojego smoka. Opowiada: „Zawsze chciałam go mieć. I to smoka. Do mnie nie pasuje motylek czy delfinek”. A o hennowej, wakacyjnej różyczce Jolanty Szczypińskiej mówi, że: „...to wiocha!”.

Tatuażem intryguje też Andrzej Biernat, poseł PO. Jak stwierdził kiedyś w
wypowiedzi dla „Newsweeka”, „nie jest to strasznie duże, jest dyskretne”. My
dodamy, że chyba jest małe – na tyle, że tatuażu nie zauważyła do tej pory pani
Biernat.
