Telekomunikacja Polska broni się jak może przed podziałem. Aby go uniknąć, przedstawiła własne rozwiązanie — tak zwaną kartę równoważności. Operatorzy alternatywni nie wierzą, że może ona zastąpić separację funkcjonalną, ale widzą w niej mniejsze zło.
— Ani karta, ani separacja nie gwarantuje poprawy stosunków, najważniejsze jest nastawienie TP — komentują operatorzy alternatywni.
— TP szczegółowo analizuje wszystkie stanowiska i przygotowuje się do modyfikacji karty równoważności. Jej docelowy kształt powinien powstać do końca wakacji i zostanie przedstawiony prezesowi UKE — mówiła podczas spotkania zorganizowanego przez regulatora rynku Hanna Kontkiewicz, szefowa projektu równoważności w TP.
Anna Streżyńska, prezes UKE, nadal pozostaje sceptyczna wobec demonstracji dobrej woli największego polskiego telekomu.
"Działania TP zmierzają do wydłużenia czasu skutecznego wdrożenia rozwiązań i obowiązków. Prezes UKE stoi zatem na stanowisku, iż w obecnej formie Karta Równoważności nie daje gwarancji realizacji tych samych celów regulacyjnych, jakie może przynieść rozdział funkcjonalny — napisano w przedstawionym uczestnikom spotkania dokumencie, zawierającym stanowisko UKE.
Regulator zwraca uwagę także na to, że niektóre elementy karty z pewnością nie zaszkodzą rynkowi, a nawet zwiększą jego przejrzystość. Mimo to nadal nie są odpowiedzią na rzeczywiste problemy.
Więcej na ten temat we wtorkowym Pulsie Biznesu.