Fundusze powiązane, tzw. master-feeder, lokują aktywa w jednostki uczestnictwa innego funduszu podstawowego. Na polskim rynku tego rodzaju produkty oferuje m.in. Investors TFI, Skarbiec i ING TFI. Na pierwszy rzut oka opłaty za zarządzanie takimi funduszami wydają się rynkowe, jednak biorąc pod uwagę realne koszty ponoszone przez towarzystwo, wkład intelektualny zarządzającego i standardy na rynkach zagranicznych, okazuje się, że polski klient przepłaca.

Jest drogo...
Zarządzanie portfelem Investor Turcja, jednego z typowych funduszy master-feeder, nie jest specjalnie skomplikowane.
— Naszą rolą jest zarządzanie płynnością. Dokonujemy alokacji pomiędzy konkretne fundusze DWS i zajmujemy się również zabezpieczaniem ryzyka walutowego — mówi Grzegorz Dróżdż, rzecznik Investors TFI.
W praktyce, zdaniem Marzeny Górskiej, zarządzającej tym funduszem, jest dokupywanie lub sprzedawanie jednostek uczestnictwa źródłowego funduszu DWS Turkei. Za cały ten proces inwestycyjny towarzystwo pobiera od polskiego klienta 4 proc. rocznie. od wartości aktywów netto. Podobnie jest w pozostałych funduszach master-feeder ze stajni Investors TFI. Investor Rosja inwestuje w jednostki uczestnictwa DWS Russia, a Investor BRIC w fundusze DWS Invest BRIC Plus. Jest to więc zwykła dystrybucja produktów DWS za pośrednictwem funduszy Investors TFI, a wkład zarządzającego jest znikomy. Na rozwiniętych rynkach finansowych tego rodzaju fundusze pobierają za zarządzanie 0,5-1,0 proc. rocznie. Jednak, jak tłumaczą przedstawiciele Investors TFI, pobierane opłaty nie odbiegają od polskich standardów.
— DWS jest jedną z największych firm zarządzających aktywami w Europie, a dzięki nawiązanej współpracy możemy zaoferować klientom profesjonalne zarządzanie, aktywami na takich rynkach, jak Ameryka Łacińska, Chiny, Indie czy Turcja. Warunki umowy o partnerstwie, czyli brak opłat dystrybucyjnych przy zakupie przez nas jednostek DWS i zwrot do polskiego funduszu większości opłaty za zarządzanie pozwalają nam też przedstawić inwestorom ofertę, w której łączne ponoszone przez nich koszty nie odbiegają od kosztów ponoszonych w przypadku inwestowania w standardowe polskie fundusze akcyjne — tłumaczy Grzegorz Dróżdż.
Investors nie tylko więc zarabia na polskim kliencie, pobierając od niego opłatę za zarządzanie, którego fizycznie nie ma, ale czerpie także korzyści z tytułu dystrybucji funduszy DWS. Podobnie jest w Skarbiec TFI i ING TFI, z tym że w ich przypadku opłaty za zarządzanie produktami master-feeder są nieco niższe (2,5-3,0 proc.).
— Tego rodzaju praktyki są typowe dla polskiego rynku funduszy. Jest tak, bo inwestorzy sami się na to godzą. Przyjęło się, że koszty zarządzania funduszem akcyjnym wynoszą 4 proc. Takie są standardy i nikt z nimi nie walczy — mówi przedstawiciel bankowego TFI, który chce pozostać anonimowy.
...ale taniej nie będzie
Niestety, niewielu inwestorów zdaje sobie sprawę, że duży wpływ na wynik funduszu ma opłata za zarządzanie. Nie dotyczy to tylko produktów typu master-feeder. Przez to, że opłata jest zawarta w codziennej wycenie jednostki, większość klientów nie przywiązuje do niej wagi. A powinna. Okazuje się, że polski rynek nie jest pod tym względem przyjazny inwestorom — za granicą jest średnio dwa razy taniej. Ponadto wysoki poziom opłat jest często jedną z przyczyn tego, że fundusze mają problem z biciem benchmarków. Niestety nie zanosi się na to, aby sytuacja w najbliższym czasie uległa zmianie. Nasz rynek funduszy, jak tłumaczą się przedstawiciele branży, jest wciąż bardzo mały, co sprawia, że zdecydowanie trudniej o tzw. efekt skali. Ponadto TFI są zakładnikami dystrybutorów, którzy będą sprzedawać tylko te produkty, na których zarobią więcej.