TFI PZU straciło gwiazdę

Jagoda Fryc
opublikowano: 2014-08-11 00:00

FUNDUSZE: Marcin Szuba, ojciec sukcesu medycznych funduszy, rozstaje się z firmą. Towarzystwo zapewnia jednak, że będzie dalej płynąć na pełnych żaglach.

Zarządzający, który budował fundamenty flagowego PZU Energia Medycyna Ekologia (EME), a później PZU Medycznego FIZ, z końcem września rozstaje się z ubezpieczeniowym powiernikiem. I choć przedstawiciele TFI zapewniają, że na taką ewentualność od dawna byli przygotowani, to z pewnością jest to dla nich niepowetowana strata. Fundusze, którymi zarządzał z wykształcenia lekarz, a z zamiłowania finansista, brylowały w zestawieniach stóp zwrotu i nie raz udowadniały, że nawet w czasie bessy można sporo zarobić. W 2011 r., gdy na giełdzie lała się krew, PZU EME zyskał ponad 27 proc. Od tego czasu fundusz bije rekordy popularności, a jego aktywa sięgają 0,9 mld zł.

DO KONKURENCJI: Marcin Szuba nie ujawnia nazwy swojego nowego pracodawcy. Wiadomo jednak, że przechodzi do polskiego TFI, gdzie zajmie się zarządzaniem funduszem medycznym. [FOT. WM]
DO KONKURENCJI: Marcin Szuba nie ujawnia nazwy swojego nowego pracodawcy. Wiadomo jednak, że przechodzi do polskiego TFI, gdzie zajmie się zarządzaniem funduszem medycznym. [FOT. WM]
None
None

„Autorski charakter zarządzania, oparty na kompetencjach Marcina Szuby, pozwala na budowanie przewagi w sposób nieosiągalny dla konkurencyjnych produktów. Specyficzne podejście sprawia, że kwestie klasycznej analizy finansowej, wykorzystywanejw innych funduszach, często spadają na plan dalszy” — oceniają analitycy Analiz Online.

Nie będzie rewolucji

Przedstawiciele TFI PZU przekonują, że sukces może mieć wielu ojców. Zapewniają, że fundusze medyczne dalej będą płynąć na pełnych żaglach, a na miejsce Marcina Szuby znajdą godnego następcę.

— W 5 lat udało nam się stworzyć sukces funduszy medycznych, ale to jest sukces całego zespołu, a nie tylko jednej osoby. Od dawna byliśmy przygotowani na wypadek rozstania z Marcinem, dlatego jego odejście nie zachwieje ani procesem inwestycyjnym, ani stopami zwrotu. Oczywiście doceniamy ogromny wkład w zarządzanie, ale nie ma ludzi niezastąpionych. Niedługo poinformujemy o jego zastępcy — tłumaczy Tomasz Stadnik, wiceprezes TFI PZU.

Marcin Szuba nie ujawnia na razie nazwy swojego nowego pracodawcy. Wiadomo jednak, że przechodzi do konkurencji, gdzie również będzie od podstaw tworzył i zarządzał funduszem spółek medycznych.

— Chciałem podjąć zawodowe wyzwanie w innym TFI. Mogę powiedzieć na razie tylko tyle, że będzie to dynamicznie rozwijająca się, polska instytucja finansowa — mówi Marcin Szuba.

Wypełniając wakat

To niejedyne zmiany na pokładzie TFI PZU. Od październikaszeregi firmy zasili Piotr Bień, były szef zarządzania w ING OFE, który w PZU odpowiedzialny będzie za kierowanie zespołem akcyjnym. Specjalista ma być nie tylko brakującym ogniwem, ale też lekarstwem na słabe stopy zwrotu funduszy akcyjnych.

— Przyjmując Piotra Bienia, zamknęliśmy wakat, który istniał od listopada 2012 r. Nie spieszyliśmy się z zatrudnianiem, szukaliśmy starannie, aby znaleźć osobę doświadczoną, z potencjałem, która wniesie coś dobrego do firmy. Celem jest zarządzanie aktywami grupy oraz poprawa wyników inwestycyjnych funduszy akcji, które są poniżej naszych oczekiwań — tłumaczy Tomasz Stadnik.

Posiadacze jednostek uczestnictwa, np. PZU Akcji Krakowiak, już od dłuższego czasu nie mają powodów do zadowolenia. W 2013 r., kiedy na GPW królowała hossa, fundusz zyskał 7,5 proc., podczas gdy rywale zarobili średnio 11,2 proc. W tym roku Krakowiak traci ponad 11 proc., wobec 3-procentowej przeceny WIG.

— Przyczyną gorszych stóp zwrotu są nietrafione inwestycje w spółki z dużą ekspozycją na rynki wschodnie, które w związku z konfliktem na Ukrainie mocno tracą w tym roku. Do tego doszły błędne decyzje alokacyjne. Wierzę jednak, że Piotr Bień wesprze zespół i pomoże funduszom nabrać wiatru w żagle — ujawnia Tomasz Stadnik.

Możesz zainteresować się również: