Tłuste lata dla naszych firm już minęły

Eugeniusz Twaróg, Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2008-08-25 00:00

Choć gospodarka jest zdrowa, to symptomy wskazują na rozwijający się w firmach stan chorobowy. Chyba że to tylko zadyszka.

Spada rentowność i płynność przedsiębiorstw

Choć gospodarka jest zdrowa, to symptomy wskazują na rozwijający się w firmach stan chorobowy. Chyba że to tylko zadyszka.

Dawno nie mieliśmy takiego wysypu kiepskich danych makro, jak w ostatnim czasie. Ekonomiści mówią, że nie ma co bić na alarm, choć przyznają, że zastanawiających sygnałów jest zbyt dużo, by je ignorować. Być może są one skutkiem lekkiej zadyszki po okresie dobrej koniunktury, ale niekoniecznie. Lepiej dmuchać na zimne.

Spadają marże

Pogorszenie koniunktury dotyka przedsiębiorców. Jeszcze nic dramatycznego w firmach się nie dzieje, ale warto zwrócić uwagę na kilka znamiennych zjawisk. Po pierwsze, zauważalny spadek płynności. Główny Urząd Statystyczny podaje, że w I półroczu 2008 przeciętna firma miała pieniądze na 31,9 proc. swoich zobowiązań. Dwa lata temu miała 35,1 proc. Po drugie, spada rentowność. W 2006 r. stratę zanotowało 20,3 proc. firm, w pierwszym półroczu 2008 28,3 proc.

— Pogarszają się podstawowe wskaźniki obrazujące sytuację finansową firm. Przychody rosną wolniej niż koszty. To skutek słabnącej koniunktury w strefie euro (Niemcy, Francja i Włochy już weszły w fazę recesji) i silnego złotego oraz rosnących kosztów pracy, cen materiałów, a także pogarszającego się dostępu do kapitału. Rentowność słabnie, a wraz z nią płynność. Zyski nadal rosną, ale znacznie wolniej. Osłabienie koniunktury widać wyraźnie w wynikach spółek giełdowych — tłumaczy Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.

Chudną depozyty

Do myślenia dają też dane o oszczędnościach firm. Saldo depozytów odkładanych w bankach cały czas rośnie. Tyle że rachunki pęcznieją znacznie wolniej niż w 2007 r. W kwietniu dynamika liczona rok do roku wynosiła nawet 30 proc. Oczywiście tak wysokie tempo po części spowodowane było efektem niskiej bazy z 2006 r. Niemniej nie można nie zauważyć wyraźnego spadku dynamiki przyrostu depozytów, zapoczątkowanego w drugiej połowie 2007 r.

W tym roku tendencja się umocniła. W maju depozyty firmowe urosły tylko o 6,1 proc., potem nieco odbiły, ale w całym II kwartale dynamika lokat osiągnęła zaledwie 6,8 proc. „Ze względu na pogarszanie się wyników finansowych przedsiębiorstw w najbliższych kwartałach trudno liczyć na istotne zwiększenie dynamiki depozytów przedsiębiorstw” — czytamy w kwartalnym raporcie BRE Banku.

— Tempo napływu nowych depozytów słabnie. Przedsiębiorcy zaczynają też sięgać po odłożone fundusze na finansowanie bieżącej działalności — zauważa Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego.

Rosną długi

Rosnące zapotrzebowanie na gotówkę od pewnego czasu obserwują windykatorzy. O ile w ubiegłym roku w obrocie przeważały należności niewymagalne (bo firmy potrzebowały szybko pieniędzy na rozwój), o tyle obecnie pojawia się coraz więcej długów przeterminowanych.

— Z miesiąca na miesiąc rośnie podaż należności wymagalnych. Są to w dużej części wierzytelności, których termin zapłaty nie został znacząco przekroczony. Mimo to firmy sprzedają takie długi, żeby jak najszybciej odzyskać pieniądze — wyjaśnia Tomasz Boduszek, prezes Pragma Inkaso, firmy windykacyjnej działającej w segmencie B2B.

Niepokojącym sygnałem na przyszłość jest też to, że według badań GUS w sierpniu nastroje w firmach przetwórczych i budowlanych były najgorsze od ponad dwóch lat.

Damy radę

Mariusz Klimczak, wiceprezes odpowiedzialny za pion korporacyjny w PKO BP (i przyszły prezes BOŚ) uspokaja, że w sektorze przedsiębiorstw nie dzieje się jeszcze nic zatrważającego, choć prognozy są dość niepewne.

— Firmy są płynne i znacznie lepiej przygotowane na ewentualny kryzys niż kilka lat temu. Przedsiębiorcy nauczyli się zabezpieczać przed ryzykiem kursowym, poprawili wydajność. Mimo to mocno odczuli wzrost kosztów i kursu złotego. W tym roku nie będzie tego jeszcze tak wyraźnie widać w wynikach finansowych. Skutki zobaczymy, gdy firmy zaczną realizować kontrakty zawierane na przyszły rok przy obecnym kursie EUR/PLN — mówi Mariusz Klimczak.

Krzysztof Gerlach, dyrektor departamentu małych i średnich firm w BRE Banku, uważa, że najbliższe dwa-trzy miesiące stoją pod dużym znakiem zapytania. Ostatnie dane makro dają do myślenia, ale z drugiej strony mamy za sobą sezon wakacyjny.

— Jesień pokaże, w jakim miejscu jesteśmy. Nie jestem pesymistą. Przykładowo w deweloperce nie dzieje się najlepiej, ale są branże, które nadal radzą sobie dobrze. Małe i średnie firmy są bardzo elastyczne i mogą sobie poradzić z ewentualnym pogorszeniem koniunktury. Być może trzeba będzie zmienić strategię z dynamicznego wzrostu na strategię dostosowania się, czyli przejść z fazy rozwoju na fazę stabilizacji — mówi dyrektor Gerlach.

Szukając miękkiego lądowania

Okiem eksperta

Małgorzata Krzysztoszek

ekspert PKPP Lewiatan

Wchodzimy w fazę spowolnienia — to naturalne zjawisko, wynika z cyklu koniunkturalnego. W ostatnich latach gospodarka rozwijała się coraz szybciej. Nadszedł czas, kiedy nasyciła się i teraz musi się rozładować. Hamowanie wzrostu gospodarczego będzie postępować w następnych kwartałach i trzeba się na to przygotować.

Co można zrobić? Obecnie jedną z głównych barier jest wzrost kosztów, głównie kosztów pracy. Wynagrodzenia rosnące szybciej niż wydajność odbierają firmom rentowność, dlatego w obliczu osłabienia koniunktury warto rozmawiać z załogą o urealnieniu wzrostu pensji. Należy też postarać się uchronić przed nadchodzącym spadkiem popytu — pomyśleć o nowych, nowatorskich produktach. Warto szukać innowacyjności — rozumianej nie tylko jako nowe technologie, ale też niespotykane na rynku rozwiązania marketingowe, organizacyjne czy kadrowe. Pamiętajmy też, że możemy niskimi kosztami inwestować w pracowników. Na szkolenia w firmach przewidziano potężne pieniądze w ramach funduszy unijnych.

Elastyczne firmy dadzą radę

Okiem eksperta

Grzegorz Zubrzycki

główny analityk PTE Allianz

Przed cyklicznością gospodarki nie da się uciec. Jeśli rosną koszty i spada popyt, to nawet jeśli firmom uda się utrzymać rentowność, zyski zmaleją. Firmy mogą próbować się dostosować, ale trudno oczekiwać, by udało im się całkowicie uniknąć skutków spowolnienia.

Przedsiębiorstwa powinny szukać możliwości zmniejszenia kosztów. Najlepiej poradzą sobie najbardziej elastyczne. W USA wzrosło bezrobocie, ale jednocześnie wzrósł wskaźnik zatrudnionych w niepełnym wymiarze. Dzięki temu mają mniejsze koszty, a jednocześnie, mogą szybko zareagować, gdy sytuacja się poprawi.

Warto też przemyśleć planowane inwestycje, być może warto je odsunąć w czasie. Trzeba uważać, by nie przesadzić — rezygnacja z inwestycji i zwolnienia zmniejszają możliwości produkcyjne i tak łatwo nie da się ich potem odbudować. Sztuka w tym, by umiejętnie przewidzieć, kiedy nastąpi odbicie i odpowiednio wcześniej się przygotować.